piątek, 25 lipca 2014

Mega ważne zapytanie!!

Ostatnio mam fazę i głupieje na punkcie 5SOS niby jestem na wakacjach i wgl, ale cały czas chodzi mi po głowie pomysł na ff z chłopakami z 5SOS i zastanawiam się nad założeniem bloga właśnie o nich.
 Teraz to MEGA WAŻNE ZAPYTANIE, czyli; czy ktoś by wgl to czytał??
PROSZĘ O ODPOWIEDZI W KOMENTARZACH, to dla mnie ważne!!
Buźka miśki ;**
p.s. Dzięki za komentarze i jeszcze raz udanych wakacji ;]

poniedziałek, 14 lipca 2014

40.



„Zamknij na chwilę oczy
Nie myśl o tym, czy boisz się czy nie
Na chwilę zostawmy w tyle rozczarowań gniew
Dziś to, co mamy na pewno to siebie, nic więcej
Więc leć ze mną, niech chmury pędzą donikąd chociaż raz .”

***
~dwa miesiące później~
-Katie chodź na chwilę!- usłyszałam krzyk Louisa. Serio!? Wcześniej nie pozwalał mi nawet wstać z łóżka, a teraz mam iść, aż na pierwsze piętro? Jejku czy on oszalał?! Łapiecie sarkazm? Leniwie wstałam i ruszyłam w stronę schodów. Zaraz odpadną mi nogi, to już w tym miesiącu mam rodzić i cholernie się boję. Kiedy weszłam na piętro zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie nie widziałam chłopców.
-Lou!- nikt mi nie odpowiedział.- Louis do cholery!- jak na komendę pojawił się przy mnie szatyn. Objął mnie w pasie i pocałował za uchem. –co chciałeś?
-Mam niespodziankę, ale muszę ci zawiązać oczy- przewiązał czarny materiał wokół moich oczu i dalej obejmując prowadził w nieznanym mi kierunku.- dla twojej informacji ta niespodzianka była przewidziana dwa miesiące wcześniej, ale byłaś zła, więc nie chciałem cie bardziej drażnić- wywróciłam oczami. Byłam zła, bo traktuje mnie jak dziecko! –gotowa?- pokiwałam pionowo głową,  a on odwiązał chustę. Otworzyłam usta ze zdziwienia, a potem jak zahipnotyzowana chodziłam po pomieszczeniu. Było naprawdę piękne. W oczach zaczęły zbierać się łzy, które chwilę później spływały po moich policzkach. Odwróciłam się i podbiegłam do chłopaka mocno się do niego wtulając.
-Sam to zrobiłeś?
-Chłopcy pomagali i twój ojciec też- uniosłam brwi. – ta też byłem zdziwiony, ale składał tylko meble reszta to ja, Zayn, Liam, Harry i dziewczyny, ale one tylko patrzyły- machnął ręką, na  co się zaśmiałam pod nosem.
-A więc Tommy tak?- przytaknął. – jesteś kochany- musnęłam jego usta, na co od razu zareagował. Uniósł mnie, a ja owinęłam nogami jego biodra. Niósł mnie kawałek, a potem usiadł za mną na jasnym fotelu. Wtuliłam się w jego klatkę i przyglądałam pokojowi. Naprawdę się postarał. Nasłuchiwałam bicia jego serca. – Loui pojedziemy do rodziców?
-Ta, ale jak urodzisz, bo nie umiem przyjmować porodu –kolejny raz zachichotałam.- najpierw polecimy do Nowego Yorku do mamy, a potem do Los Angeles okay?- jako zgodę kolejny raz pocałowałam go.
-Tommo chodź na chwilę!- z dołu zaczął wołać Zayn. – stary ważna sprawa!
-Nie wierzę- mruknął pod nosem mój chłopak.- nawet chwili nie mogę sobie posiedzieć z moją dziewczyną- wstał i przykucnął przede mną. –wskakuj kicia- według jego polecenia objęłam jego szyję, a on złapał za moje uda wstając. Wyszedł z pokoju i zmierzał na parter domu. Zatrzymał się w salonie i puścił mnie na ziemię. – czego on chce!?- warknął w kierunku Malika. Z czystej ciekawości wyjrzałam zza Louisa, a potem szybko splotłam nasze dłonie razem. –ey spokojnie mała- objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. - jaki ty masz problem Hobbs!?
-Może grzeczniej?- wstał i zmierzał w naszym kierunku.
-A no tak przepraszam- spojrzałam na Tomlinsona ze zmarszczonymi brwiami. –czego ty kurwa chcesz!?
-Pomożesz mi złapać Shawa, Millera i Westa- wzdrygnęłam się na te nazwiska.
-Brad coś zrobił?- zapytałam, patrząc na niego niepewnie. Przecież… Brad taki nie jest, on mi pomógł, a Louis się z nim pogodził. Znaczy nie tyle pogodził, ale mają zawieszenie broni.
-Nieee- jęknął jakby znudzony. –Robert Miller – przytaknęłam, aby dać mu do zrozumienia, że zajarzyłam.
-Louis ci nie pomoże- wtrąciłam, mocniej ściskając dłoń mojego chłopaka.
-Serio?- uniósł na mnie brwi i popatrzył z kpiną. –jeśli chcecie wrócić do Los Angeles z czystymi kontami, to mi pomożecie.
-Tutaj nam dobrze- mierzyłam się wzrokiem z policjantem, który z sekundy na sekundę był coraz bardziej wściekły.
-Aby na pewno? Z dala od rodziny? Odpowiada ci to?- przytaknęłam. –a ty?- zwrócił się do Louisa.
-Mamy własną rodzinę- szatyn objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. Hobbs przytaknął i wyszedł bez słowa. – połóż się i odpocznij- cmoknął mnie w policzek. –muszę coś załatwić na torze.
-Okay- westchnęłam.-ale wróć szybko- przytaknął, a potem namiętnie mnie pocałował i wyszedł trzaskając drzwiami. Usłyszałam tylko warkot silnika i pisk opon.
-Too co masz zamiar robić?- spojrzałam na Malika, który popijał piwo i opierał się tyłkiem o oparcie sofy.
-Pomalujesz mi paznokcie u nóg?- chłopak zakrztusił się alkoholem, a potem zaśmiał uznając to za żart. –Zayn no proszę, sama nie dosięgnę- poruszałam palcami u nóg, a on pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Gdzie masz lakiery?
-Jesteś kochany!- pisnęłam i pobiegłam do łazienki, gdzie były moje lakiery. Przyniosłam wszystkie i usadowiłam się na sofie. Zayn usiadł na szklanej ławie i złapał za moją stopę. Włączyłam telewizję, a chłopak zaczął ozdabiać moje paznokcie.
-Na kiedy masz termin?
-Na ten tydzień- uśmiechnęłam się lekko. –dokładnie na dziś…
-Że co?! Katie jeśli zaczniesz rodzić, kiedy Louisa nie ma w domu, to przysięgam, że…
-Oj zamknij się – pacnęłam go w kolano. –przecież to zależy wszystko od Tommy’ ego – objęłam rękoma mój brzuch. Lubię czuć, gdy mnie kopie. Po trzydziestu minutach bezsensownej rozmowy, która miała na celu wbicie Zaynowi do głowy, jak i zapewnienie go, że nie zacznę rodzić; Malik skończył i poszedł zrobić mi herbatę. Na moich paznokciach były słodkie małe pandy. Brunet wrócił i podał mi jeden kubek. Nagle poczułam dość mocne kopnięcie, aż się wygięłam.- Zayn ja cie nie chcę straszyć, ale…
-Nie mów tego- powiedział z przerażeniem w oczach.
-Ale ja…
-Nie mów…
-Ale ja naprawdę…
-Katie! Obiecałaś!
-To co mam według ciebie zrobić?! Jak on już chce wyjść!- zaczęliśmy po sobie krzyczeć. Cholernie się bałam, zupełnie tak jak mój przyjaciel.
-Ściśnij nogi i siedź na dupie, ja dzwonie do Louisa- wyjął komórkę i pobiegł na górę. Co za dupek, dlaczego mnie zostawił samą?! Po chwili wrócił i pociągnął za mój nadgarstek. Biegłam za nim, aż do garażu. Potem wepchnął mnie do samochodu, zupełnie jak torbę, którą trzymał w ręku. Zajął miejsce kierowcy i otworzył pilotem drzwi. Wyjechał i ruszył w stronę szpitala z piskiem opon.
-Boję się- jęknęłam przerażona. Zayn mnie zignorował i łamał wszystkie przepisy. –ała!- zaczęłam krzyczeć. Nie kontrolowałam już tego. Bolało jak diabli. –gdzie Lou?
-Na torze, powiedział, że będzie za jakieś dwadzieścia minut.
-Obiecał, że będzie- warknęłam. –rozpierdolę mu łeb jak się spóźni!- wrzasnęłam. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak wściekła.
***
Wsiadłem do samochodu z Hobbsem. Wiem, że Katie bardzo chce wrócić do Los Angeles. Pojechaliśmy na tor, żeby na spokojnie porozmawiać. Gliniarz wyjaśnił mi na czym to wszystko ma polegać. Miller, West i Shaw są w Sydney, a Brad ma mi pomóc ich złapać.
-Chcę też Liama i Harrego.
-A Malik?
-On pilnuje Katie, jemu ufam najbardziej- jak na zawołanie zaczął dzwonić mój telefon. Wyjąłem komórkę z kieszeni i odebrałem. –co jest stary?- zapytałem znów siadając na masce auta.
-Zapierdolę cię! Kurwa rozpierdolę ci łeb!
-Co ci znowu odpierdala?
-Ona rodzi! Twojemu synowi się śpieszy, a ja nie wiem co mam robić! Weź przyjedź, bo…!- mulat zaczął panikować, a mi serce zaczęło szybciej bić. Kurwa sam nie wiem co robić! Zacisnąłem rękę w pięść i próbowałem się uspokoić.
-Weź… nie wiem kurwa… spakuj jej jakieś rzeczy i wieź do szpitala, będę za jakieś dwadzieścia minut.
-Trzymam cie za słowo- rozłączyłem się i przeczesałem dłonią włosy.
-Kurwa-mruknąłem. –muszę jechać Katie rodzi, daj telefon.
-Po co?
-Żebyśmy byli w kontakcie kurwa!- policjant podał mi swojego Iphone’ a, a ja wpisałem mu swój numer.  Oddałem mu komórkę i wsiadłem do samochodu. W błyskawicznym tempie zmieniałem biegi i łamałem wszystkie przepisy, co w sumie nikogo nie powinno dziwić. W szpitalu byłem po trzydziestu minutach. –gdzie leży Katie James?- zapytałem opierając się dłońmi o ladę, za którą stały dwie kobiety.
-Jest na porodówce, piętro trzecie- skinąłem tylko głową i pobiegłem w kierunku windy. Wcisnąłem guzik, ale to cholerstwo nie przyjeżdżało.
-Kurwa mać!- wrzasnąłem i wbiegłem na schody. Przeskakiwałem co drugi stopień, aż w końcu wbiegłem na korytarz. Biegłem cały czas. Wreszcie zauważyłem Malika, który zdenerwowany chodził w te i z powrotem. –Zayn!- mulat odwrócił się i złapał mnie za koszulkę.
-Czy ty wiesz co ja tu przeżywałem!? Ona całą drogę wrzeszczała!- zaczął mną potrząsać.- powiedziała, że ci rozpierdoli łeb! A mnie chciała wykastrować! Jezu co za wariatka!
-Ey, ey, ey- zdjąłem jego łapy z mojej koszulki. –spokojnie stary, to Katie, ona by nigdy nie zrobiłaby nikomu krzywdy.
-Lepiej nie wchodź tam- wskazał na drzwi, do których od razu ruszyłem.
-Zabiję tego gnoja, zabiję!- wrzeszczała moja dziewczyna, zaciskając dłonie w pięści.
-Kicia?- niepewnie postawiłem pierwszy krok w kierunku łóżka szpitalnego. –wszystko dobrze?
-Dobrze!? Ja tu umieram, a ty się pytasz czy jest dobrze!?- krzyczała, a w jej oczach zbierały się łezki. Była cała czerwona, a na czole miała kropelki potu.
-Przyj- rozkazał lekarz, a ona zaczęła zgrzytać zębami, co wywołało u mnie śmiech.
-Loui nie prowokuj mnie- wysyczała, a ja złapałem ją za dłoń. –nie dam rady, nie potrafię- mamrotała pod nosem.
-Heej, będzie dobrze. Jestem tu z tobą- pocałowałem ją w czubek głowy.
Tommy
-Katie przyj- brunetka mocniej ścisnęła moją rękę i zaczęła przeć. Chwilę później słychać było płacz. Facet w kitlu podał brunetce niemowlę, które ona przytuliła ze łzami w oczach. Z uśmiechem popatrzyła na mnie. Byłem z niej dumny, że urodziła mi takiego syna. Młody miał niebieskie oczy i włosy podobne do moich. Po trzydziestu minutach zamieszania przewieźli Katie do innej sali, gdzie stało również łóżeczko dla Tommy’ ego. Weszliśmy z Malikiem do pokoju numer 223, a Vexy karmiła małego.
-Kicia, podobno chciałaś wykastrować Zayna- zacząłem i usiadłem na jednym z krzeseł.
-Bo cały czas panikował. Gdybyś nas w tym aucie widział, to pomyślałbyś, że jesteśmy jacyś psychiczni. Oboje krzyczeliśmy, a on darł się głośniej ode mnie- spojrzałem na przyjaciela, który siedział obok. Brunet wywrócił tylko oczami. – chcesz?- przytaknąłem, a ona podała mi syna. Był taki malutki, a ja bałem się, że zrobię mu krzywdę. Chłopczyk złapał za mój palec, co wywołało u mnie uśmiech.
***
Około godziny 20 wróciliśmy do domu. Katie była zmęczona, a Tommy zjadł i poszedł spać. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z Zackiem. Nawet go lubię, jest spoko. Louis przyszedł z butkami i kieliszkami.
-Jakieś święto?- zagadnęła Nikki.
-Syna mam- powiedział rozlewając bezbarwną ciecz.
-Czemu nie zadzwoniłeś wcześniej?- spojrzałem na Harrego.
-Jakbyś się kurwa nie włóczył…- zacząłem, ale przerwał mi Tomlinson.
-Nie poruszaj tego tematu, bo Zayn miał dziś dość wrażeń- wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać jak psychiczni. Złapaliśmy za kieliszki i łyknęliśmy za zdrowie Katie i Tommy’ ego. Potem było jeszcze kilkanaście kolejek, a my byliśmy już lekko wystawieni.
-… widzisz Liaś tak to już jest, malujesz lasce paznokcie, a ona ci gada, że zaczyna rodzić. Panika i zamieszanie- westchnąłem i wypiłem kolejny kieliszek wódki. Byłem już zmęczony, dlatego chwiejnym krokiem ruszyłem do swojej sypialni. Z lekkimi trudnościami otworzyłem drzwi i wszedłem do pokoju. Trzasnąłem i usiadłem na łóżku. Wyjąłem komórkę i sprawdziłem godzinę. Na ekranie widniały cyfry informujące, że jest wpół do piątej rano. Westchnąłem głęboko i kliknąłem w profil Cami. Wystukałem kilka słów, po czym wysłałem wiadomość informującą, że przyjaciółka urodziła zdrowego synka. Nagle do mojego pokoju ktoś wszedł. Nie byłem w stanie określić kim jest intruz, co było przyczyną panującego w pomieszczeniu półmroku i zaciągniętych rolet. Postać pewnie podeszła i usadowiła się na moich kolanach. Jej dłoń spoczęła na moim policzku, który zaczęła gładzić. W pewnym momencie ścisnęła moją szczękę. –przestań- mruknąłem. Mimo procentów w mojej krwi panowałem nad sobą. Nie chciałem zdradzać mojej dziewczyny.
-Zamknij się Malik- westchnęła, a ja już wiedziałem z kim mam do czynienia. Zepchnąłem przyjaciółkę z kolan, przez co wylądowała na ciemnych panelach.- kurwa Zayn- jęknęła wstając. Blondynka zaczęła masować obolały pośladek.
-Nikki, nie chcę- opadłem na materac plecami.
-Dlaczego? Zawsze chciałeś. Byliśmy… szczęśliwi, dopóki nie zacząłeś latać za Torres jak pies- niebieskooka stała nade mną ze skrzyżowanymi ramionami na piersi oraz wściekle mnie lustrowała. Od czasu do czasu tupała nerwowo nogą, co doprowadzało mnie do szału.- ta zdzira wszystko zniszczyła- złapała się za włosy i ciągnęła za końcówki.- nienawidzę tej dziwki!- pisnęła.
-Nie nazywaj jej tak- wycedziłem przez zaciśnięte zęby.- nie masz prawa tak o niej mówić Nikki. Zresztą mówiłem, że nic do ciebie nie czuję. Wbij sobie do głowy, że kocham Cami, a ty lepiej zajmij się Zackiem, bo to spoko gość- podsumowałem łagodniejszym tonem.
-Nie chcę jego, chcę ciebie- fuknęła obrażając się jak mała dziewczynka, która nie dostała wymarzonej lalki. Chociaż… nie, Nikki nie lubiła lalek, a gdy już takową dostała to obcinała jej włosy.
-To nie koncert życzeń. Dorośnij i pogódź się z tym- blondynka prychnęła pod nosem i dalej mordowała mnie wzrokiem. –nie chcę być niemiły, ale spadaj, bo idę spać- Nikol fuknęła i wyszła trzaskając drzwiami. Kiedyś chętnie bym się z nią przespał, ale teraz… Powiedzmy, że dorosłem i postanowiłem się ustatkować, co –sam się sobie dziwię- szczerze mi się podoba. Przekręciłem się na brzuch i przytuliłem poduszkę do lewego policzka.
***
Około godziny dwunastej przyjechał Louis i przywiózł mi normalne ubrania. Oczywiście nie twierdzę, że ta koszula nocna jest zła, ale o wiele bardziej wolę spać w majtkach i jego koszulce. Chłopak leżał na łóżku szpitalnym, a na jego brzuchu Tommy. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, a następnie włożyłam bieliznę, a na górę szorty z wysokim stanem w motywy geometryczne, szary i dopasowany t-shirt z liczbą 23 oraz czarne vansy. Rozczesałam włosy, które później spięłam w luźnego koka. Wróciłam do moich dwóch chłopaków. Nie mogę uwierzyć, że urodziłam dziecko, to takie… nierealne. Nigdy nie myślałam, że w wieku dziewiętnastu lat zostanę matką… Ja nigdy nie zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moja przyszłość. Wiele osób pewnie sądziło, że trawię do jakiegoś zakładu poprawczego, a tu proszę jestem mamę i mam najukochańszego chłopaka pod słońcem, mimo, że czasem mnie strasznie wkurza, bo jest nadopiekuńczy.
Położyłam się obok Louisa i oparłam głowę o jego bark. Szatyn jeździł palcem po policzku malucha, który słodko drzemał na jego klatce piersiowej, która z kolei powoli unosiła się w górę i w dół.
-Jest taki mały- westchnął. –boję się, że zrobię mu krzywdę.
-Też się boję, to taka kruszynka- Tomlinson zaśmiał się pod nosem. –chcę już wrócić do domu.
-To chodź- wstał i ostrożnie ułożył niemowlę w ramionach. Tommy był już ubrany, co pewnie jest zasługą pielęgniarki. –pójdziesz po wypis, a my do auta- przytaknęłam, na jego słowa.- nienawidzę szpitali- powiedział z obrzydzeniem i wyszedł. Ruszyłam do gabinetu lekarza, który odbierał poród i… czuwał nade mną? Kulturalnie zapukałam, a po usłyszeniu pozwolenia weszłam do środka.
-Cześć Katie, ty pewnie po wypis- pokiwałam pionowo głową, a mężczyzna w białym kitlu podał mi kartkę.
-Do widzenia- zamachałam na pożegnanie i wybiegłam ze szpitala. Bez problemu odnalazłam samochód Tomlinsona i wsiadłam na swoje miejsce. Z tyłu leżał Tommy w nosidełku, a Louis przyglądał się sobie w lusterku. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, na twarzy kilkudniowy zarost, a jego włosy były zmierzwione. Wyglądał seksownie i bardzo mnie kręcił. –do domciu- wydęłam dolną wargę i popatrzyłam na niego błagalnie. Szatyn potarł moją brodę kciukiem i cmoknął w usta, co czym uruchomił silnik i odjechał z piskiem opon.- ej, szpanerze jedziesz z dzieckiem.
-Niech się uczy jak wyrywać laski, też cie tak wyrwałem- wzruszył ramionami, uważnie patrząc na drogę.
-Potrąciłeś mnie- sprostowałam.- i byłeś gnojem, którego miałam ochotę wykastrować i pobić-wyjaśniłam, wracając myślami do pierwszych dni naszej znajomości.
-Ale gdybym nie był takim gnojem, to kto wie, czy teraz mielibyśmy syna.
-Kocham cie nawet wtedy, gdy jesteś gnojem- na ustach Tomlinsona zagościł chytry uśmieszek.
-Kocham cie nawet wtedy, gdy jesteś wredną zołzą- szturchnęłam go w ramię, a po kilkunastu minutach szatyn zaparkował na podjeździe. Wyjął z bagażnika torbę, którą przewiesił sobie przez ramię, a potem zabrał nosidełko i objął mnie drugą ręką. Otworzyłam drzwi i przekroczyliśmy próg, gdzie na schodach siedzieli chłopcy, którzy w momencie, gdy nas tylko zobaczyli wstali i zabrali Tommy’ ego. Liaś, Harreh i Zayn poszli z moim synem do salonu, a ja spojrzałam zdezorientowana na Lou. –kurwa mogliby sobie zrobić własne dzieci- zachichotałam i przyległam do niego ciałem i pocałowałam w usta. Szatyn pchnął mnie lekko na ścianę i oparł czoło o moje. –już się na mnie rzucasz- zaśmiał się pod nosem, na co wywróciłam oczami i odepchnęłam go lekko. Już mnie zaczyna wkurzać. –no ej, kicia żartowałem- powiedział przez śmiech i schował mnie w swoich ramionach. Po chwili poszliśmy do salonu, gdzie siedziała Ally z Tommy’ m na kolanach, a Harrym po lewej. Oboje o czymś gadali. Na fotelu siedział Zayn i…
-Cami!- wrzasnęłam i rzuciłam się na siedzącą na kolanach mulata blondynkę. –tęskniłam za tobą- przytuliłam się do niej.
-Katie złaś ze mnie- mruknął Zayn, który z trudem wygramolił się spod nas i podszedł do Louisa. Dalej tuliłam moją siostrę, która odwzajemniała uścisk.
-Okay- mruknęła po chwili i podeszła do stolika, gdzie stało nosidełko. –chodź maluszku- wyjęła Tommy’ ego  i wzięła na ręce. Usiadła na sofie i ułożyła niemowlaka na swoich kolanach. –aww jakiś ty słodki- zachwycała się, na co zachichotałam pod nosem. Obok mnie usiadł Louis i przytulił do swojej klatki piersiowej. –wcale nie przypominasz tego dupka Tomlinsona- mięśnie mojego chłopaka delikatnie się napięły.
-Camila- warknął, a blondynka tylko wywróciła oczami.
-Myślałam, że już się przyzwyczaiłeś do tego dupka- bardziej stwierdziła ze zmarszczonymi brwiami.
-Jesteś idiotką- wzruszył ramionami szatyn.
-A ty dupkiem- podsumowała.
-Muszę jechać na tor, Malik jedziesz ze mną?- Zayn przytaknął, a Lou musnął moje wargi i lekko pogłębił buziaka. Wstał po chwili i oboje wyszli z domu.
 ***
Wsiedliśmy do samochodu i jechaliśmy w kierunku toru. Louis prowadził, a ja bawiłem się radiem w celu znalezienia jakiejś ciekawej stacji.
-Zayn mam do ciebie prośbę- zmarszczyłem brwi, a szatyn zatrzymał auto i wysiadł. Poszedłem w jego ślady. Przyjaciel opierał się o maskę Nissana, dlatego również stanąłem w taki sposób.
-Więc? Jaka prośba?- założyłem ręce na klatce piersiowej.
-Bo chodzi o to, że…- tuż przed nami pojawiła się opalona sylwetka Hobbsa. Mój wzrok powędrował najpierw na gliniarza, a potem na Louisa.
-Więc jak będzie? Wchodzi czy nie?
-Wchodzisz w co!?- warknąłem. Jeśli on znowu pakuje się w jakieś gówno i chce, żebym mu pomógł to może zapomnieć. Mieliśmy żyć bez żadnych przekrętów.
-Chcę wrócić do L.A. Katie chce tam mieszkać, a ty dasz mi tydzień i zaopiekujesz się Katie i Tommy’ m, okay?- dalej mordowałem go wzrokiem. –Zayn- szturchnął mnie ramieniem, ale dalej nie zareagowałem.- Malik- warknął.
-Co kurwa?! Jak ci rozpierdolą łeb to co zrobisz?! Kurwa masz rodzinę i dalej chcesz…- pokręciłem tylko głową z niedowierzaniem. – słuchaj masz małe dziecko i chcesz żeby zostało bez ojca?
-Zayn skończ pierdolić- westchnął i odepchnął się od maski wozu. –Liam i Harry mi pomogą, ale tobie ufam najbardziej i proszę, żebyś zaopiekował się Katie i moim synem. Zrobisz to?- chwilę się zastanawiałem. Mam być w domu z tą napaloną wariatką Nikki, drugą wariatką, która zapisała się na studia, moją byłą adoratorką Ally, oszustką Katie oraz noworodkiem. Czy aby na pewno chcę być jedynym facetem zdominowanym w tym domu przez baby? –Zayn obiecuję, że ci to wynagrodzę.
-Niech będzie- wywróciłem oczami.
-Nie mów o tym Katie- zagroził palcem, a ja przytaknąłem. Boże jak James się o tym dowie, to będzie wściekła, ale i też zawiedziona, bo jesteśmy przyjaciółmi. 
_________________________________________
Przepraszam!! Wiem, że miałam dodać wczoraj, ale miałam małe problemy, bo sobie przecięłam palec i... mniejsza nie będę was teraz nudzić moim życiem. Wybaczcie mi i liczę, że rozdział wam sie spodobał, piszcie w komentarzach. 

piątek, 20 czerwca 2014

39.



„Chcę żebyś mnie kochał, jakbym była wypasioną bryką
Ciągle myślał o mnie, robił to co lubisz.
Więc chłopcze zapomnij o świecie, bo dzisiejszej nocy będziemy tylko ja i ty
Chcę żebyś mnie o to błagał, a potem sprawię że przełkniesz własną dumę
Ooohhhh”
***
~kilka miesięcy później~
Siedziałam na sofie i gapiłam się w ten pieprzony telewizor. Mam dość. Mam dość tej nadopiekuńczości Louisa! Traktuje mnie jakbym była małym dzieckiem, które nie może wyjść w ogóle z domu. Ja rozumiem, że się martwi, ale to już jest przesada! Co ja mam w tym domu robić!? Tomlinson nie pozwala mi nawet głupiej sypialni czy łazienki posprzątać, a jeśli chodzi o zmywanie, albo gotowanie obiadu… eh szkoda gadać. Cały czas siedzę na sofie, a kręgosłup i dupa bolą mnie niemiłosiernie. Nudzi mi się! Zayn wyszedł gdzieś z Cami, która przyjechała na kilka dni, bo potem wraca na studia. Liam i Lou poszli coś załatwić. Niestety nie wiem o co chodzi, bo mi nie powiedzieli, ale jeśli znowu coś kręci i policja będzie nas ścigać to go wykastruję! Nikki i Izzy też gdzieś poszły, tak jak Harry, a Ally jest w szkole. Wstałam i poszłam do kuchni masując odcinek lędźwiowy, który bolał jak cholera. Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i wlałam go do szklanki. Później obrałam truskawki. Z deserem oraz laptopem poszłam do ogrodu, gdzie usiadłam na huśtawce. Miałam zamiar obejrzeć jakiś film, ale na skejpaja dobijała się mama. Kurde mamy problem, bo oni nie wiedzą o ciąży. To nie jest moja wina, że ten pajac nie chce ze mną pojechać do Los Angeles, żeby powiedzieć moim rodzicom, że zostaną dziadkami. Czego on się boi? Chyba nie mojego ojca. Bez przesady on nie jest taki straszny, zresztą nawet niech tak nie mówi, bo go wyśmieję. On Louis Tommo Tomlinson kogoś się boi! Hahahaha! Z lekką obawą odebrałam, a na ekranie pojawiła się uśmiechnięta brunetka wraz z Domem. Uśmiechnęłam się szeroko z przerażenia.
-Cześć- zamachałam dalej się szczerząc.
-Heej mała- odwzajemnili mój gest. – stało się coś?- dopytywała mama.
-Nieee skądże znowu. Dlaczego pytasz? Przecież nic się nie stało, jest dobrze… bardzo dobrze, świetnie… jest zajebiście- oboje zmarszczyli brwi, a ja zaśmiałam się nerwowo.
-Co ten idiota znowu zrobił?- westchnął tata.
-Nic- pokiwałam przecząco głową.
-Przyjedziemy do was za kilka dni- wyszczerzyłam oczy i otworzyłam usta z tego szoku.- jakiś problem?
-T- t- tak, b- bo my… nas nie ma. Wyjeżdżamy na Syberię… nie! Znaczy do Rosji, Meksyku… Chin?
-Katie w tej chwili mów co się dzieje!- wrzasnęła mama. Pokiwałam przecząco głową.
-Mała gadaj- warknął Dom, a ja się przestraszyłam. No okay w sumie to nie powinnam się bać, bo mi nic nie zrobi, jestem w końcu jego córką, ale Louis ma się czego obawiać.
-Boo chodzi o to, że…
-Katie! Gdzie jesteś!?- po domu rozniósł się krzyk Tomlinsona.
-W ogrodzie!- odkrzyknęłam. Szatyn w mgnieniu oka znalazł się przy mnie.
-Siemka kocie- łapczywie wpił się w moja wargi, ale równie szybko oderwał się od nich, gdy usłyszał odchrząknięcie ojca.
-Nie przeszkadzamy?- warknął Toretto.
-Właściwie to tak- Lou wypiął klatę i objął mnie ramieniem. – czego oni chcą?- szepnął mi do ucha.
-Katie podaj nam adres to będziemy za kilka dni- uśmiechnęła się mama.
-Że co kurwa!?- Tomlinson zakrztusił się moim soczkiem i pobladł. – że gdzie wy chcecie przyjechać?!
-Katie- warknął, a ja spojrzałam w dół. Z jeden strony bardzo chciałabym ich zobaczyć i powiedzieć o dziecku, ale z drugiej chcę być lojalna wobec Louisa. – dobra- Dom wyjął telefon i gdzieś dzwonił. Zmarszczyłam brwi. Niby kto mu powie, gdzie teraz mieszkamy? Tej nas nie namierzy. –Harry podaj wasz adres… dobra dzięki- odłożył komórkę. - nie można było od razu powiedzieć?
-Zabiję go- warknął Lou i wstał, po czym wybiegł z domu.
-No super- mruknęłam. – muszę kończyć- zamknęłam komputer nie czekając na ich odpowiedź. Pobiegłam do salonu i szybko wysłałam Harremu wiadomość.
_____________________
Do: Harreh
Wracaj szybko do domu, bo Louis chce cie zabić K
_____________________
Piętnaście minut później w salonie stał O’ Conner.
-Czemu to zrobiłeś?
-Ale co?- obiął swoje ramiona i mi się przyglądał.
-Dlaczego powiedziałeś im, gdzie mieszkamy?- wzruszył ramionami. – Lou jest wkurzony jak cholera.
-Czemu?- zapytał bardziej siebie niż mnie, na co wywróciłam oczami. –o kurwa!- wrzasnął.- nie powiedzieliście Domowi i Letty o dziecku!? No to będzie zadyma! Hahaha.
-Tak Hazzuś będzie zadyma, ale najpierw trafisz na ostry dyżur!- drzwi się otworzyły, a wbiegł przez nie Tomlinson, który rzucił się na Harrego i zaczął okładać. Próbowałam ich rozdzielić, ale nie miałam tyle siły, po za tym brzuch mi zawadzał. – Lou przestań!- szarpałam go za ramię i próbowałam go odciągnąć od poturbowanego loczka. Dopiero z pomocą przyszedł mi Zayn, który wrócił ze spaceru razem z Cami. Mulat zdjął szatyna z mojego głupiego kuzyna i przytrzymywał, żeby się nie wyrwał. Przykucnęłam przy Harrym i wierzchem rękawa starłam krew z jego twarzy. –jesteś normalny!?- zaczem krzyczeć po Louisie, który teraz zabijał wzrokiem O’ Connera. – pytam czy jesteś normalny?!- wrzasnęłam.
-A on!? Jest normalny!?- teraz to Loui zaczął krzyczeć.- nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że przyszedł Zayn O’ Conner!
-To nie ja trzęsę gaciami przed przyjazdem Toretto- Lou wyrwał się, ale na całe szczęście Malik go złapał. Cami patrzyła na mnie ze współczuciem. – jesteś tchórzem! Pieprzonym tchórzem i skończonym chamem!
-Zamknij się gówniarzu- warknął.
-Nie zasługujesz na Katie! Jest dla ciebie za dobra!
-Stul pysk!
-Co prawda w oczy…
-Harry!- wydarłam się.- proszę was- jęknęłam błagalnie. –nie kłóćcie się.
-Co jest?- do domu weszła Ally. –co ci się stało!?- podbiegła do Hazzy i zaczęła oglądać jego poobijaną twarz.
-Nic- warknął i wyszedł z domu trzaskając z impetem drzwiami. Zayn puścił Tomlinsona, który udał się od razu do naszej sypialni. Poszłam za nim, a kiedy weszłam do pokoju zobaczyłam jak Tommo siedzi na balkonie i pali. Wyszłam do niego i usiadłam obok na kafelkach.
-Wejdź do środka i nie wdychaj tego dymu- mruknął nawet na mnie nie patrząc.
-To nie pal- wyrwałam z jego palców fajkę i zgasiłam o posadzkę, a następnie wrzuciłam do doniczki. Przytuliłam się do niego, ale on siedział jakby nieobecny. –dobrze wiesz, że to nie prawda co mówił Harreh.
-Ale on ma racje- westchnął. –jestem tchórzem i nie doceniam tego co mam. Jestem egoistą- podsumował.
-Nie mów tak, to nie prawda.
-Ale tak jest Katie! Nie zasługuję na ciebie i każdy to wie! Twój stary mnie nie lubi, matka też.
-Mama cie lubi.
-Ally mnie nienawidzi, bo zabraniam jej być z Harrym. Cham i egoista- podsumował.
-Czekaj co?! Jak to zabraniasz jej być z Harrym- wstałam i patrzyłam na niego wkurzona. –nie możesz im zabronić miłości, za kogo ty się uważasz Lou?! To dokładnie taka sama sytuacja, gdyby Harry zabronił ci być ze mną! Masz ich przeprosić.
-Nie przeproszę- mruknął.
-Lou- warknęłam, a on wstał i w mgnieniu oka przycisnął mnie do ściany całując namiętnie w usta. Nasze języki zaczęły ze sobą współpracować niemalże od razu. Szatyn przejechał dłonią po moim pośladku i udzie, po czym uniósł moją prawą nogę na wysokość swojego biodra. Obdarowywał moja szyję setkami pocałunków, co chwila przysysając kawałek skóry. – Loui chcę cię- mruknęłam, na co się uśmiechnął.
-Katie chcesz mnie codziennie, zajedziesz mnie- zaśmiał się pod nosem i uniósł mnie na wysokość bioder. Oplotłam je nogami, żeby nie spaść, a niebieskooki szedł w kierunku naszego łóżka. Rzucił mnie na nie, a potem przygniótł całując. Pozbyłam się jego koszulki i teraz to ja całowałam jego umięśniony tors. – kicia- mruknął, a ja przez to straciłam kontrolę. Znowu on dominował. Pozbył się mojej sukienki i stanika. Pieścił moje piersi i schodził coraz niżej. – chyba mu się to nie podoba- zachichotał pod nosem. –kopie mnie cały czas jak całuję twój brzuch- teraz to ja się zaśmiałam, a on przeniósł się na wewnętrzne strony ud. Doprowadzał mnie do szaleństwa, kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, a Tommo nie przestawał.
-H- Haloo?- próbowałam się uspokoić, ale on mi to uniemożliwiał.
-Czy rozmawiam z panią Katherine James?
-T- tak, czy coś się stało?
-Dzwonię w sprawie Harrego O’ Connera. Miał wypadek- do było dla mnie jak siarczysty policzek. Natychmiast zeskoczyłam z łóżka. Zabrałam swoje ciuchy i pobiegłam do łazienki, aby się ubrać i doprowadzić do przyzwoitego stanu. Zbiegłam na dół mijając w drzwiach Louisa. Mam nadzieję, że nic poważnego mu się nie stało. Biegnąc po schodach wpadłam jeszcze na Zayna, który zdezorientowany trzymał mnie w swoich ramionach pytając co się stało.
-Katie!- wołał mnie Louis, który w pośpiechu ubrał koszulkę i zbiegł za mną.- co ci się stało? Zrobiłem coś nie tak, czy jak?- pokiwałam przecząco głową.
-Zawieś mnie do szpitala- powiedziałam łamiącym się głosem.
-Ty chyba nie…!?- obaj wrzasnęli w tym samym czasie.
-Harry miał wypadek…
    ***
Wszystko mnie bolało. Nie miałem siły nawet otworzyć oczu. Ostatnie co pamiętam to kłótnia z Louisem. Wkurwił mnie, a ja wyszedłem z domu i wsiadłem na motor, dalej… pustka. Słyszałem głos Katie, Louisa i… Ally.
-To twoja wina Lou, jeśli on odejdzie to nigdy się do ciebie nie odezwę- głos Ally był przepełniony jadem, ale również pełen bólu.
-Loui- jęknęła błagalnie Katie. – on nie może mnie zostawić.
-Nie zostawi was. Kocha was i będzie walczył.
-Jak!? Przecież się nawet nie rusza?!- wrzasnęła blondynka. Starałem się poruszyć ręką, nawet palcem, żeby tylko pokazać jej, że będę się starał dla niej, bo jest ważna. – Lou nienawidzę cie, jesteś cholernym egoistą!- dziewczyna wybuchła płaczem, a potem usłyszałem trzask drzwi.
-Kurwa.
-Pójdę do niej- znając życie to Katie teraz posłała mu leciutki uśmiech, a potem wyszła.
-Słuchaj stary… wiem, że niezbyt się dogadujemy i w ogóle, ale zawsze mogę na ciebie liczyć- stary ty wiesz, że ja to słyszę!? Może nie potrafię się ruszyć, czy otworzyć oczu, ale uszy mam zdrowe. Dzisiaj rano czyściłem. –po prostu nie chcę, żeby Ally cierpiała. To moja mała siostrzyczka i to mój obowiązek odganiać od niej chłopaków. Sam nie wierzę w to co teraz powiem, ale… masz… wolną rękę- widać było, że przychodzi mu to z trudem. – ale masz się obudzić i pomóc mi w remoncie pokoju dla Tommy’ go. Ally masz traktować jak księżniczkę, bo jak nie to pożałujesz… - ta ty i te twoje groźby. To już się nudne robi. – dobra lecę do dziewczyn- klepnął mnie w ramię i wyszedł, co wywnioskowałem po trzasku drzwi. Taa ty też się nie puszczaj i nie zesraj jak Dom przyjedzie. Hahaha chciałbym to widzieć.
    ***
Siedziałem na schodach przed drzwiami i paliłem kolejnego papierosa. Nie mogłem się ogarnąć, wiem, że Toretto mną gardzi i nienawidzi mnie. Twierdzi, że skrzywdzę Katie, a to nie prawda. Już sobie wyobrażam jego reakcję, jak zobaczy brzuszek mojej kici. Pół godziny temu dzwonił do James i powiedział, że za niedługo będą na miejscu. Poczułem czyjąś dłoń na ramieniu, dlatego przekręciłem głowę. Obok mnie usiadła Ally.
-Cześć młoda- powiedziałem wypuszczając biały dym ustami.
-Nie pal Boo- wywróciłem oczami na tą ksywkę. Mama tak do mnie mówiła jak byłem mały. – ojciec Katie aż tak cie nie lubi?- zmarszczyła brwi, a ja swoje uniosłem.
-Ally on mną gardzi.
-Nie może być tak źle- pokiwałem tylko głową z politowaniem. Nie zna naszej historii, nie wie przez co przechodziliśmy. Na podjeździe zatrzymał się czarny Dodge Hemi Challenger, a wysiadł z niego Dom i Letty. Wstałem, a moja siostra zrobiła to samo. Staliśmy naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem. Nie boję się go, ale nie chcę stracić jaj, gdy się dowie, że zrobiłem jego córci dzieciaka. –dzień dobry- zdziwiony spojrzałem na blondynkę.
-Dzień dobry, a ty jesteś?- zapytała brunetka.
-Ally Tomlinson- uśmiechnęła się promiennie i wystawiła dłoń w ich kierunku. –siostra Lou-rodzice Katie uścisnęli jej rękę.
-Nie widać po was podobieństwa- mruknął Toretto, a ja zmroziłem go wzrokiem. –ona jest lepiej wychowana- wywróciłem oczami i otworzyłem drzwi. Rodzice mojej dziewczyny weszli do środka, tak jak Ally, a mi serce zaczęło bić znacznie szybciej. –Katie!- wiedziałem, że ona siedzi w naszej sypialni i boi się zejść. – Katie!- wołał coraz głośniej. –gdzie ona jest?- warknął na mnie.
-Zaraz przyjdzie- westchnąłem, idąc do naszego pokoju. Kicia siedziała na parapecie i tępo gapiła się na drzwi.- chodź- pokiwała przecząco głową.- nie zachowuj się jak dziecko- Vexy przetarła oczy dłonią zwiniętą w piąstkę. Wywróciłem oczami i podszedłem bliżej. –daj buziaka- uśmiechnęła się lekko, a kiedy miała musnąć moje wargi, wziąłem ją na ręce i szedłem w kierunku salonu.
-Loui nie!- krzyczała. –zostaw mnie! Ja nie chcę tam schodzić!- wierzgała rękami i nogami. Postawiłem ją dopiero, kiedy byliśmy w salonie. –jesteś nieznośny- fuknęła krzyżując ręce na piersi.
-Egh- odchrząknął jej ojciec. –cześć – Katie podeszła do niego i przytuliła, a potem do samo zrobiła ze swoją matką. – teraz mów co ten idiota zrobił, że nie chciałaś nas tutaj- dobra mam dość. Nie będzie mnie palant obrażał i to w dodatku w moim domu. Nie jego doczekanie!
-Zrobiłem…!- moją wypowiedź przerwał cholerny telefon kici.
-Halo?… coś mu się stało!? Jego stan się pogorszył!?… naprawdę!?… nawet pan nie wie jak się cieszę!… tak, zaraz przyjadę… dziękuję, dowidzenia- uradowana brunetka rzuciła się mi w ramiona. –Harreh się obudził Loui!- pisnęła z zachwytu, a zawturnowała jej w tym Alison. – zawieź mnie do szpitala.
-Harry jest w szpitalu?!-wrzasnął Dom, na co pokiwałem pionowo głową. – czemu?
-Bo miał wypadek- powiedziała brunetka.
-Wracając- zacząłem jeszcze raz.- Katie jest…
-Jestem bardzo szczęśliwa, że was widzę- wyszczerzyła się i znowu ich przytuliła.
-Nie o to chodzi- warknąłem.- powiesz ty czy ja mam powiedzieć?- dziewczyna spuściła głowę i podeszła do mnie łapiąc za dłoń. – będziemy mieli syna.
-Córkę, to będzie dziewczynka.
-Co!?- Letty i Dom byli zdziwieni. Szczerze, to na ich miejscu też bym był. –żarty sobie stroisz Tomlinson!?-zaczął drzeć Dom.
-Nie- uśmiechnąłem się chytrze. Teraz to ja miałem nad nim przewagę.- Katie będzie matką mojego syna i dla twojej informacji dwa lata temu też była w ciąży- opalony mięśniak ruszył na mnie, ale brunetka zasłoniła mnie swoim drobniutkim ciałem. –Katie odsuń się- młoda pokiwała tylko głową.
-Nie i przestańcie, bo już mnie to denerwuje! Ty- wskazała na Toretto.- zaakceptuj to, że Louis jest moim chłopakiem i ojcem mojego dziecka- dotknęła swojego brzuszka, który już wcale nie był taki mały. Za dwa miesiące ma rodzić. – a ty- stuknęła mnie palcem wskazującym w klatę.- przestań go prowokować- wywróciłem oczami i przytuliłem ją, całując we włosy.
-Dla ciebie wszystko kicia. Chodź zawiozę cie do Hazzy- przytaknęła i razem z Ally wyszły z domu. –Zayn!- na dole pojawił się mój przyjaciel w samych gaciach.
-Mhy co chcesz? – ziewnął. Ta balował całą noc, a teraz będzie mi tu mruczał jak kot.
-Jadę zawieść Katie i Ally do szpitala, a ty się ubierz. Jak przyjadę to wracamy do pracy- przytaknął i poszedł do góry. Wyszedłem z domu i wsiadłem do samochodu.
***
Tomlinson pojechał zawieść laski do szpitala, a ja zostałem sam z jego teściami. Taa Dom mierzył mnie wzrokiem, a Letty z wrażenia usiadła na sofie. Stałem przed lustrem i układałem włosy, kiedy opalony mięśniak oparł się ręką o ścianę tuż obok mnie.
-Co Tomlinson kombinuje!?- warknął.
-Katie nie może wiedzieć-powiedziałem na wstępie.- jeśli ona się dowie, to nie będzie niespodzianki, a Lou uwielbia jak ona się uśmiecha- Toretto wywrócił oczami, co oznaczało, że to go nudzi.- szykujemy pokój dla młodego. No chyba, że… to będzie młoda- podrapałem się zakłopotany w tył głowy.
-Mam nadzieję, że to będzie dziewczynka- wtrącił Payne, który właśnie schodził po schodach.
-Będzie chłopczyk i wygram zakład, tak jak Lou z Katie- wzruszyłem ramionami. Po piętnastu minutach dyskusji, wreszcie wrócił mój przyjaciel.
-Dobra lecimy. Nikki zamówiłaś te meble!?
-Zaraz powinny przyjechać!- odkrzyknęła. Jak na zawołanie usłyszeliśmy klakson. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie stała ciężarówka. Louis podpisał jakiś świstek i zapłacił. Potem zabraliśmy pudła i zaczęliśmy wnosić do góry. Ku naszemu zdziwieniu pomógł nam też Dom. Szatyn otworzył kluczem drzwi do pomieszczenia, które już przygotowywujemy od miesiąca. Jest to trochę trudne, bo Katie jest cały czas w domu. Pokoik jest odjebany jak ta lala. Tuż przy ścianie –zaraz przy wejściu- jest dupny napis Tommy, który sam zrobiłem oraz obrazki aut takich jak: niebieski nissan, którym zwykła jeździć Vexy, zielone mitsubishi Lou i reszta aut, które należą do mnie, Liama, lasek, Harrego, Toretto i Letty. Ściany jak i panele są jasne. Meble są wykonane z ciemnego dębu . Łóżeczko stoi w wgłębieniu, w kształcie łuku oraz niedaleko okna. Obok łóżeczka stoi mięciutki fotel dla młodej, jakby jej się nogi zmęczyły. Zaczęliśmy składać resztę mebli i szło nam nieźle.
-Tomlinson- Louis uniósł wzrok na Doma, który przyglądał mi się już od dłuższego czasu. –możliwe, że się myliłem i zbyt pochopnie cie oceniłem…
-Nie myliłeś się- szatyn zwilżył usta językiem. – ale jednego możesz być pewny, Katie zawsze będzie bezpieczna- Toretto wystawił w kierunku niebieskookiego dłoń, a ten ją uścisnął. –to jak już się lubimy tak?
-Na razie tak- skończyliśmy po jakiś trzydziestu minutach. Nareszcie skończyliśmy ten cholerny pokoik. Boo Bear pojechał po swoją dupę, a my usiedliśmy w salonie przy piwie. Stary Katie to niezły jajcarz.
***
Czekałam na Lou, ponieważ dzwoniła lekarka, u której umówiłam się na badanie USG. Dziś poznam płeć mojego maleństwa, a Louis przegra nasz zakład! Heh życie jest piękne.
-Katherine możemy porozmawiać?- pokiwałam pionowo głową i wyszłam razem z doktorem.
-Coś się stało? Harry jest chory? Niech pan coś powie!- byłam strasznie zdenerwowana. Nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie wokół pasa i przyciąga do swojej klatki piersiowej.
-Ey kicia nie denerwuj się- Tommo mruknął mi do ucha, przygryzając jego płatek.
-Wszystko dobrze z panem Harrym. Chciałem tylko poinformować, że chłopak może wyjść najpóźniej za dwa tygodnie- przytaknęłam, a mężczyzna w białym kitlu sobie wyszedł.
-Chodź ze mną na badanie USG- powiedziałam penie, a mój chłopak zarzucił ramię na moje barki i prowadził w kierunku windy, którą wjechaliśmy na odpowiednie piętro. Weszliśmy do pokoju numer 322, gdzie przywitała mnie blondynka z uroczym uśmiechem. –dzień dobry przyszłam na badania.
-Proszę się położyć- według jej zaleceń ułożyłam się na kozetce i podwinęłam koszulkę. Kobieta nasmarowała mi brzuch zimnym żelem, a potem zaczęła jeździć jakimś ustrojstwem po moim brzuchu. – chce pani poznać płeć? – kiwnęłam pionowo głową.- a więc będzie miała pani…
-STOP!- wydarł się Boo zwracając tym samym naszą uwagę.- jeśli to będzie chłopczyk będziesz mnie masować przez najbliższe dwa miesiące, a jeśli dziewczynka- ja masuję ciebie- wyszczerzył się, na co prychnęłam.
-Jeśli ja wygram to ty będziesz spełniał każdą z moich zachcianek.
-No okay- mruknął niezadowolony. – pani powie, że to chłopak- jęknął błagalnie.
-Będą państwo mieli…
***
Mina Katie była bezcenna! Była wkurzona na lekarkę, a mnie zabijała wzrokiem. Na jej czole pojawiła się… mała żyłka? Hahaha. Śmiałem się jak ćpun. Blondynka nie ogarniała o co dokładnie nam chodzi.
-Może pani powtórzyć, bo moja dziewczyna nie usłyszała- powiedziałem przez śmiech.
-To chłopczyk- oznajmiła podając jej ręcznik kuchenny, aby wytarła brzuch. Brunetka zrobiła to i wyrzuciła zgniecioną kulkę do kosza. Opuściła koszulkę i wyszła z gabinetu, a ja za nią.
-Kicia nie denerwuj się- jęknął, nie przestając się szczerzyć. Jestem jasnowidzem, mam moce paranormalne. Potrafię przewidywać przyszłość. –bo to może zaszkodzić Tommy’ mu- Katie odwróciła się na piecie i zmroziła mnie wzrokiem.
-Nie prowokuj mnie- warknęła.
-Skoro jesteś taką zołzą, nie zobaczysz niespodzianki- wytknąłem jej język, na co wywróciła oczami.
-Mam to w dupie- wzruszyła ramionami i wsiadła do windy, która szybko się zamknęła. Wsiadłem do tej drugiej i zjechałem kilka pięter niżej. Muszę się pochwalić siostrze i Harremu. W sali O’ Connera siedziała Ally, a Katie stała przy oknie obrażona. Zaszedłem ją od tyłu i przytuliłem, unosząc i odwracając twarzą do jej poturbowanego kuzyna. –możesz przestać? –mruknęła wkurzona.
-O co ci chodzi?
-O nic! Po prostu denerwujesz mnie. Cały czas… uh! Mam dość tego nadzoru i nadopiekuńczości z twojej strony!- wrzasnęła ciągnąc za swoje włosy.- nie jestem dzieckiem, a ty traktujesz mnie jak gówniarę! Mam dziewiętnaście lat i potrafię o siebie zadbać!
-Jakbym się tobą nie interesował to miałabyś sapy!- powoli zaczyna mnie wkurzać. Nie wiem czy to sprawa tych hormonów, czy tego, że ostatnio zaczęła trzymać mnie na dystans. – zastanów się czego ty właściwie chcesz Katie, bo już mnie nie bawią twoje humorki! Mam cię dość i twojego zachowania też!- wykrzyczałem jej w twarz. W oczach dziewczyny zaczęły powoli zbierać się łzy, a do mnie dotarło co powiedziałem.- kicia ja… ja nie chciałem- powiedziałem ze spuszczoną głową.- nie miałem tego na myśli… ja…
-Daj mi spokój!- wrzasnęła i ze łzami w oczach wybiegła.
-Kurwa- przyłożyłem dłonią w ścianę, co dało mi tylko przeszywający ból. –Ally zbieraj się, a ty się trzymaj- przybiłem z Harrym sztamę i nie czekając na siostrę wybiegłem za moją dziewczyną. Zacząłem rozglądać się na wszystkie strony, ale nigdzie jej nie było. Czemu zawsze muszę wszystko spierdolić?! – Katie!- wydarłem się, ale odpowiedziała mi głucha cisza. Serio myślisz, że by ci odpowiedziała!? Ta jestem naiwny i głupi. Na co ja liczę, że ona mi tak po prostu wybaczy? Powiedziałem, że mam jej dość… Ruszyłem w kierunku parku licząc, że może tam ją spotkam. Na jednej z ławek siedziała skulona brunetka. –mała- dziewczyna uniosła na mnie swoje zapłakane oczy.
-Zostaw mnie- syknęła. –skoro masz mnie dość… - dziewiętnastolatka cały czas płakała i wycierała oczy wierzchem dłoni. –zniknę z twojego życia.
-I tak cie znajdę- usiadłem obok niej i złapałem za jej lewą dłoń. – nawet na końcu świata… a wesz dlaczego?- patrzyła na mnie oczami pełnymi łez i rozczarowania wymieszanego z bólem i cierpieniem. Nienawidzę, kiedy ona płacze, kiedy przeze mnie jest jej smutno. Gdy Katie jest przeze mnie w takim stanie, czuję się jak szmata. – kocham cię i nie wyobrażam sobie bez ciebie życia. Jesteś moim światem, a jeśli odejdziesz to wiem, że się rozpadnę, bo nikt inny się dla mnie nie liczy- brunetka chciała coś powiedzieć, ale nie pozwoliłem jej dość do słowa. Wziąłem za jej dłoń i przyłożyłem do mojego serca.- wiem, że jestem skurwielem i nie doceniam tego, że cie mam, ale nie potrafię wyrażać uczuć. Staram się zmienić i robię to każdego dnia, bo chcę być lepszy dla ciebie.
-Loui, ale ty nie musisz nic w sobie zmieniać- pociągnęła noskiem. – kocham cie takim jaki jesteś. Przepraszam, że zachowuję się jak rozkapryszona małolata z humorkami- spuściła głowę, a ja ją przytuliłem.  Wziąłem Katie na ręce i ruszyłem w stronę samochody, o który opierała się Ally. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do domu.
______________________________________
Boże nareszcie dodałam... uhh pisałam ten rozdział  z dziesięć dni!! Masakra dopadła mnie taka pustka w głowie, że po prostu szok!! No ale w reszcie nareszcie jest ta 39!! No i ankiety sie naprawiły juhu!! To chyba przez to, że za kilka dni będą wakacje ♥ Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału (;( Ocena ostateczna należy do was... tym czasem zapraszam was do zapoznania sie z fabułą bloga:
Error
  Ona- córka bogatego inżyniera. Niezwykle piękna i utalentowana łyżwiarka figurowa. Zawsze uśmiechnięta, a raczej była… Co się takiego wydarzyło, że teraz jest pewną siebie i dojrzałą dziewiętnastoletnią kobietą? Odpowiedź jest banalnie prosta- została zraniona przez swoją pierwszą miłość. Kochała go i była w stanie zrobić dla niego wszystko. Był jej ulubionym narkotykiem, który mogła przedawkować, ale nadal czułaby niedosyt. Jednego dnia zawalił się jej idealny bajkowy świat. Rycerz w lśniącej zbroi stał się zwykłym dupkiem. Chciała uciec, rzucić to wszystko w cholerę… udało się. Wyjechała do Mediolanu na trzy lata. Miała trzy lata, żeby zapomnieć… Trzy lata, żeby uporać się z problemami… Trzy lata, żeby… wychować córkę…
  On- chłopak, który cały czas wpada w kłopoty. Dupek, podrywacz i skończony cham, który nigdy nie doceniał tego co los postawił na jego drodze. Przez przypadek ją poznał, a stracił równie szybko. Jest szefem swojego gangu i królem nielegalnych wyścigów. Każda dziewczyna chciałaby być jego wymarzoną. Niestety jego serce należy tylko do niej. To ją pokochał tak prawdziwie. Ona była tą jedyną. Właśnie była. Jeden cholery błąd… Pieprzona pomyłka, której nie potrafił cofnąć. Nawet nie przeprosił… Mimo, że nie miał tego w zwyczaju to chciał… Chciał jej wyjaśnić, że to nie tak… Był przekonany, że po pewnym czasie by mu wybaczyła, bo go kochała. On też ją kochał. Sam się sobie dziwił, ale ta małolata miała coś w sobie… Nie zdążył…
   Co jeśli się spotkają?
Dogadają się czy może nie? Czy poukładany świat blondynki znów stanie się kuszącym piekłem? Czy nieziemsko przystojny i pociągający szatan znów ją uwiedzie?
   Ona potrzebuje troski, miłości i bezpieczeństwa. Potrzebuje osoby, która usiądzie przy niej i mimo całej złości i przekleństw, po prostu przytuli oraz powie, że wszystko się ułoży.

   On całkowicie stracił sens życia. Otacza się setkami dziewczyn, które nigdy jej nie zastąpią. Jest bezuczuciowym draniem, który zawsze dostaje to, czego pragnie.

Co jeśli ona…?

A jeśli on…?

Co jeśli oni…?

Może jednak…?

A może jednak nie…?

A gdyby tak…?

   Czy może zwykły przypadek postawi ich na swojej drodze, albo manipulacja i zwykła podpucha?      Więcej łez, bólu, cierpienia, zawodu, wątpliwości… więcej miłości, pragnienia, czułości, bezpieczeństwa… Więcej kłamstwa, niebezpieczeństwa, wrogów… 
~Serdecznie zapraszam do zapoznania sie z bohaterami oraz obejrzenia zwiastuna. Jeśli wam się spodoba to kliknijcie obserwujących... 
Buźka miśki ;**