sobota, 20 września 2014

Podsumowanie i zaproszenie inne blogi

Jeszcze raz chciałam wam niezmiernie podziękować za to, że czytaliście tę szmirę, którą wam serwowałam i dalej będę serwować xd
No więc:
Ilość wejść: 77,252
Ilość komentarzy: 814 *.*
Liebster Awards: 9
The Versatile Blog: 4 
Obserwujący: 48 

Blogi, które aktualnie piszę:


Anna jest dziewczyną, która mimo iż ma bogatych rodziców i jest z dobrego domu ma wiele problemów. Zmaga sie z uzależnieniami, depresją i anoreksją. Po tym jak zerwał z nią chłopak popada w jeszcze większego doła. Na jednej z imprez poznaje przystojnego bruneta, z którym sie upija. Następnego dnia budzi sie w nieznanym mieszkaniu. Tak poznaje Zayna, a następnie jego przyjaciół. Zayn jest troche impulsywnym chłopakiem, który uwielbia boks oraz wyścigi samochodowe, jak również piękne kobiety, z którym często zdradza swoją dziewczynę. Z Anną w krótkim czasie zbliżają sie do siebie, ale jest jeszcze dziewczyna Zayna, która jest o niego strasznie zazdrosna. Kogo wybierze Zayn, czy będzie żałował błędów, które popełni? Czy Harry zdoła odzyskać Annę? Kogo wybierze dziewczyna? Czy Anna wyzna im prawdę o swojej chorobie?


~Opowiadanie o Harrym i Zaynie 


   Ona- córka bogatego inżyniera. Niezwykle piękna i utalentowana łyżwiarka figurowa. Zawsze uśmiechnięta, a raczej była… Co się takiego wydarzyło, że teraz jest pewną siebie i dojrzałą dziewiętnastoletnią kobietą? Odpowiedź jest banalnie prosta- została zraniona przez swoją pierwszą miłość. Kochała go i była w stanie zrobić dla niego wszystko. Był jej ulubionym narkotykiem, który mogła przedawkować, ale nadal czułaby niedosyt. Jednego dnia zawalił się jej idealny bajkowy świat. Rycerz w lśniącej zbroi stał się zwykłym dupkiem. Chciała uciec, rzucić to wszystko w cholerę… udało się. Wyjechała do Mediolanu na trzy lata. Miała trzy lata, żeby zapomnieć… Trzy lata, żeby uporać się z problemami… Trzy lata, żeby… wychować córkę… 
   On- chłopak, który cały czas wpada w kłopoty. Dupek, podrywacz i skończony cham, który nigdy nie doceniał tego co los postawił na jego drodze. Przez przypadek ją poznał, a stracił równie szybko. Jest szefem swojego gangu i królem nielegalnych wyścigów. Każda dziewczyna chciałaby być jego wymarzoną. Niestety jego serce należy tylko do niej. To ją pokochał tak prawdziwie. Ona była tą jedyną. Właśnie była. Jeden cholery błąd… Pieprzona pomyłka, której nie potrafił cofnąć. Nawet nie przeprosił… Mimo, że nie miał tego w zwyczaju to chciał… Chciał jej wyjaśnić, że to nie tak… Był przekonany, że po pewnym czasie by mu wybaczyła, bo go kochała. On też ją kochał. Sam się sobie dziwił, ale ta małolata miała coś w sobie… Nie zdążył…
   Co jeśli się spotkają?
   Dogadają się czy może nie? Czy poukładany świat blondynki znów stanie się kuszącym piekłem?     
   Czy nieziemsko przystojny i pociągający szatan znów ją uwiedzie?
   Ona potrzebuje troski, miłości i bezpieczeństwa. Potrzebuje osoby, która usiądzie przy niej i mimo całej złości i przekleństw, po prostu przytuli oraz powie, że wszystko się ułoży.
   On całkowicie stracił sens życia. Otacza się setkami dziewczyn, które nigdy jej nie zastąpią. Jest bezuczuciowym draniem, który zawsze dostaje to, czego pragnie.
   Co jeśli ona…?
A jeśli on…?
   Co jeśli oni…?
Może jednak…?
   A może jednak nie…?
A gdyby tak…?
   Czy może zwykły przypadek postawi ich na swojej drodze, albo manipulacja i zwykła podpucha? Więcej łez, bólu, cierpienia, zawodu, wątpliwości… więcej miłości, pragnienia, czułości, bezpieczeństwa… Więcej kłamstwa, niebezpieczeństwa, wrogów… 

 
~Opowiadanie o Louisie 



Jeden zakład może zrujnować wszystko. Przez jeden zakład można stracić przyjaciela. Przez jeden zakład może rozpaść się Drużyna Marzeń. Ten jeden zakład może przekreślić ich wspólne marzenia. A co jeśli wynikną z niego niepożądane efekty? Miłość, pasja, radość z zwycięstwa i spełnienia swoich marzeń, a później nienawiść, ból, cierpienie, zawód, ucieczka, dziecko. Jakie będą relacje między nimi, gdy jeden z nich się zakocha? Czy drugi będzie wyrozumiały, na uczucia przyjaciela, czy dalej będzie chciał brnąć w zakład, który może ich wszystkich zniszczyć. Tajemnica, którą ukrywa zbrodniarz, też może zmienić wszystko. Czy odnajdą się w świecie pełnym pieniędzy, alkoholu, narkotyków i miłości? Rosie, Zayn, Louis, Harry, Amanda, Liam i Niall… Galactik Football!


~Blog o Louisie i Zaynie 

Serdecznie zapraszam ;**

poniedziałek, 8 września 2014

Epilog




***
Katie zaparkowała pod domem, a ja szybko opuściłem jej samochód i ruszyłem w stronę toru. Powinienem teraz namierzyć tego skurwiela i jechać po syna, ale nie mogłem. Wiedziałem, że jeśli teraz to zrobię i poproszę chłopaków o pomoc, to Katie będzie w niebezpieczeństwie; natomiast jeśli bym ją zabrał to naraziłbym ją tak jak Tommy’ go. Miałem nadzieję, że nigdy nie będę musiał dokonywać takiego wyboru. Dwie osoby, które są moim światem są w niebezpieczeństwie, a ja nie mam pojęcia co zrobić, aby obie zachować przy sobie bez żadnego uszczerbku na ich zdrowiu. Mój telefon zaczął dzwonić, dlatego wyjąłem go z kieszeni i spojrzałem na ekran – numer był zastrzeżony, a ja byłem w stu procentach pewien kto próbuje się do mnie dobić. Westchnęłam i nacisnąłem zieloną słuchawkę, przykładając komórkę do ucha.
-Mów chuju- warknąłem.
-Ciebie też miło słyszeć Tomlinson- mruknął urażony. –co u mnie? Dobrze. Co u twojego pierworodnego? Bywało lepiej. Gdzie jestem? Tam gdzie się wszystko zaczęło. Jakie są moje granice cierpliwości?…
-Gadasz z tatą?- w tle znów było słychać młodego.- powiedziałeś mu, że jesteśmy w Maimi?- przekręcił nazwę miasta, ale przecież ma dopiero trzy lata.
-Zamknij się gnojku!
-Nie nazywaj go tak- wycedziłem przez zaciśnięte zęby. –gdzie jesteś?- chciałem go zmylić, że niby nie słyszałem co mówił mój syn.
-Mówiłem- westchnął.- tam gdzie się wszystko zaczęło. Tam, gdzie Katie pierwszy raz dała mi dupy- moje mięśnie się napięły. Ona by się z nim nie przespała, prawda? –a potem przez kolejny miesiąc- zarechotał. –wracając do tematu… zastanowiłeś się nad wymianą?- już ja ci kurwa dam wymianę!
-Ta, podaj czas i miejsce.
-Za pięć dni w Pomarańczy, jednym z najlepszych klubów ze striptizem w Miami, o północy. Nie spóźnij się i nie kombinuj, bo ten smarkacz dostanie kulkę- rozłączył się, a ja cisnąłem komórką w ścianę najbliższego budynku.
-Czym ci ten telefon zawinił Tomlinson?- przede mną pojawiła się Emilly. Blondynka była ubrana w czarne skórzane rurki, białą bokserkę, która uwydatniała jej duży biust oraz flanelową koszulę w czerwonym kolorze, na nogach miała buty na obcasie. –co u Katie?- ledwo przeszło jej to przez gardło, wyglądała jakby zaraz miała zwrócić. –co u was?- kolejne pytanie pasło z jej ust, gdy nie doczekała się odpowiedzi na poprzednie dwa.
-Było dobrze, ale się zjebało. Norma- wzruszyłem ramionami i przykucnąłem, aby pozbierać resztki mojego telefonu.
-Tu niedaleko jest bar- przytaknąłem, a potem poszedłem ramię w ramię z dwudziestotrzylatką.
***
Louis wrócił do domu o drugiej nad ranem i postawił na nogi cały dom, mało tego… był w towarzystwie tej suki West. Kazał nam się szybko spakować, bo wie gdzie jest Tommy. Ruszyłam za Tomlinsonem do sypialni, gdzie zaczęłam pakować walizkę zupełnie jak on.
-Ignorujesz mnie- stwierdziłam po kilkunastu minutach ciszy.
-Spałaś z nim?- zapytał, patrząc na mnie z góry oraz skrzyżowanymi rękoma na torsie. Zmarszczyłam brwi całkowicie zdezorientowana.- spałaś, czy nie?!- wrzasnął, a mnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
-Z kim?
-Z tym chujem-syknął. Mógłby być nieco bardziej dokładny, każdego kto zalazł mu za skórę nazywa chujem. –Jonsonem- dodał lodowatym tonem.
-Matty’ m?
-A co kurwa z Tomasem też się pieprzyłaś?!- spoliczkowałam go. –powiedział, że dałaś mu dupy- dodał już normalnym tonem.
-Ta, po rzekomej śmierci Kai’ a, kiedy byłam tak zrozpaczona, że upijałam się codziennie przez dwa miesiące, dopóki Cami nie doprowadziła mnie do porządku- teraz to ja zaplotłam ramiona na piersi. Dlaczego wścieka się o moją przeszłość?- nie wiem o co jesteś zły. Nie robię ci wyrzutów o wszystkie laski, które w przeszłości zaliczyłeś- odwróciłam się i zapięłam torbę. Poczułam jak silne ramiona obejmują mnie w pasie, a potem ciepły pocałunek składany na moim obojczyku.
-Przepraszam, ale to mnie przerasta- odwróciłam się do niego przodem i delikatnie musnęłam jego usta. Zaczęłam gładzić jego kark, nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego.- jestem zazdrosny, o każdego kolesia, który kiedykolwiek cie dotykał, bo miał w przez chwilę cały mój świat w rękach- uśmiechnęłam się na te słowa. To urocze z jego strony. –powiedział, że mam nie kombinować, bo Tommy dostanie kulę- zesztywniałam. Jeśli chociaż jeden włos spadnie z jego główki to go rozpierdolę! – za pięć dni w Pomarańczy mamy się wymienić- puścił mnie i usiadł na łóżku. Schował twarz w dłoniach, a następnie przeczesał nimi włosy ciągnąc za ich końcówki. –kurwa, życie jest popierdolone- zajęłam miejsce obok niego i przyciągnęłam jego głowę do klatki piersiowej. –nie wiem, co zrobić. Chcę, żeby było jak dawniej. Po chuj go brałem do Jordana? Katie, czemu ja muszę być aż tak pojebany?
-Csi, Loui, będzie dobrze, obiecuję ci- pocałowałam go w czubek głowy, w taki sposób w jaki on to zawsze robił. –Matty pożałuje- przytulił się do mnie zupełnie jak Tommy i kurczowo zaciskał pięści na mojej koszulce.
***
Do spotkania z Jonsonem zostało kilka minut. Louis starał się przekonać Katie, żeby założyła tą cholerną kamizelkę kuloodporną, ale młoda jest bardziej uparta od niego. Według planu Vexy miała pójść zamiast Tomlinsona i pogadać na spokojnie z Matty’ m, jeśli to by nic nie dało wtedy
wchodzimy my i robimy rozpierdol. Cholera, jeśli coś się stanie mojemu chrześniakowi to rozpierdolę mu łeb. Nikt nie ma prawa porywać syna chrzestnego Zayna Malika bez konsekwencji.
***
-Uważaj tam- przytaknęłam i musnęłam szybko jego wargi. Poprawiłam białą koszulkę i weszłam do dobrze znanego mi klubu. To tutaj wszystko się zaczęło. Tu poznałam braci Jonson i to właśnie tutaj pierwszy raz pieprzyłam się z Matty’ m w męskim kiblu. Lokal nie zmienił się nawet w najmniejszym stopniu. Zaraz po przekroczeniu progu wzrok przyciąga scena oraz metalowe rury, na których tańczą pół nagie striptizerki. Po lewo znajduje się długi bar, a po prawej lorze – na środku jest parkiet do tańca. Podziwiam właściciela, który połączył burdel z klubem, to genialny pomysł i dobry biznes.
Rozejrzałam się chcąc wyszukać sylwetki mojego byłego przyjaciela. Siedział pod sceną i pożerał wzrokiem tańczącą dla niego brunetkę w samej bieliźnie. Zaraz obok niego siedział mój syn, który popijał prawdopodobnie sok jabłkowy – ten kretyn jest chyba na tyle mądry, żeby nie poić dziecka alkoholem. Pewnym krokiem ruszyłam w jego kierunku.
-Mama!- Tommy chciał do mnie podbiec, ale ten idiota złapał go za koszulkę skutecznie mu to uniemożliwiając.
-Gdzie twój chłoptaś?- prychnął, rozglądając się szukając wzrokiem Louisa.
-Puść go- pokiwał przecząco głową z głupkowatym uśmiechem na ustach. –Matty mówię poważnie, puść moje dziecko!
-Nie podnoś głosu- upomniał mnie. Czy on sobie ze mnie właśnie kpi?!- oszczędzaj się na później.
-Myślisz, że po tym jak uprowadziłeś mojego syna prześpię się z tobą!? Czy ty jesteś jakiś nienormalny?! Lecz się pojebany chuju!- wyprowadził mnie z równowagi.
-Oho, moja niegrzeczna Katie wróciła- zachichotał pod nosem.- możemy być szczęśliwi, ty, ja i ten mały gnojek.
-Puść go.
-Najpierw mnie pocałuj.
-Tommy chodź- kiwnęłam głową, a on ochoczo wstał, ale znów jego plany diabli wzięły. –puść go do Louisa- jęknęłam błagalnie.
-Czy jednak coś wykombinował – mruknął jakby sam do siebie. –niech zgadnę, masz podsłuch- pstryknął palcami. Powoli traciłam cierpliwość do tego człowieka. Brunet wstał i podszedł do mnie. Złapał mnie pod kark i przyłożył pistolet do głowy. –Chad, najmniej się gówniarzem- kiwnął na Tommy’ go. Jakiś rudzielec przykucnął przed nim i złapał za kołnierzyk koszulki oraz również do jego lewego płata czołowego przyłożył spluwę. –Tomlinson, zapraszamy! Dołącz do swojej rodzinki! – brak jakiejkolwiek reakcji.- przyjdziesz i sam zadecydujesz, które z nich pierwsze zginie?! – drzwi się otworzyły, a wszedł przez nie mój mężczyzna. W jego oczach była pustka, a sam był jakby pusty w środku. Niemrawym krokiem szedł w naszym kierunku.
-Aaaa! Ty mały gnoju!- szybko przekręciłam głowę i zobaczyłam rudzielca, który łapie się za krocze, a potem mojego synka, biegnącego w kierunku Lou. Szatyn przykucnął i mocno przytulił dziecko, które potem wziął na ręce. – rozpierdolę mu łeb!- Matty zatrzymał go ramieniem i uśmiechnął się w sposób cwaniaczka.
-I tak mam co chciałem- wzruszył ramionami Jonson.
-Ale ja nie- Louis puścił Tommy’ go, który pobiegł w stronę wyjścia. Czy on do reszty zgłupiał, żeby o północy wypuszczać go samego!?- Zayn się nim zajmie, Katie- przytaknęłam.- teraz powiem ci- wskazał na Matty’ go.- co zrobimy. Puścisz moją dziewczynę i bez żadnych akcji pozwolisz nam wyjść. Nie będziesz się mieszał do naszego życia, albo… cóż druga opcja jest taka, że zaraz wkroczą tutaj federalni i zrobią rozróbę.
-Już sam nie potrafisz załatwiać spraw, tylko wyręczasz się gliniarzami?!- parsknął śmiechem Jonson.
-Chronię swoją rodzinę- wzruszył ramionami. –gdybym nie miał dziecka i kobiety, którą kocham już dawno leżałbyś z kulką między oczami.
-Jak słodko- zatrzepotał rzęsami. –chłopaki!- do lokalu zaczęło schodzić się z jakieś dwadzieścia osób i otaczać nas.
-Hobbs!- powiedział pewnie Tomlinson, a do tego całego gówna dołączył Luke. Mógł chociaż powiedzieć, że poprosił go o pomoc. –jesteś na muszce trzydziestu gliniarzy uzbrojonych w karabiny maszynowe. Przegrałeś- zaczął powoli do niego podchodzić, a ten chuj wycelował w niego. Mimo wszystko Louis pewnie stawiał kolejne kroki. Spojrzał na mnie i przytaknął. Padł strzał.
-Kurwa!- Matty puścił mnie, a ja biegiem ruszyłam do Tomlinsona. Kolejny strzał i krople krwi na moim barku i rękawku białej koszulki.
-Kurwa, ty chuju!- Lou złapał się za bark, jednak zasłaniając mnie. Policjanci zapanowali nad tym chaosem i żaden z wspólników Jonsona zupełnie jak on nie ruszali się. –Szatyn pchnął mnie i ruszył wściekły na Jonsona. Kopnął jego pistolet w odległym kierunku, a potem zaczął go okładać. Mimo, iż Hobbs oraz reszta próbowali go odciągnąć, on kompletnie ignorując swoją ranę nie przestawał go bić. Luke zaszedł go od tyłu i założył mu nelsona. –kurwa, uważaj!- zawył z bólu.
-Panuj nad sobą- popchnął go na mnie.
-Chodź, trzeba to opatrzyć- przytaknął i objął mnie zdrową ręką, wyprowadzając z lokalu.
***
Z moim barkiem nie ma nic poważniejszego. Katie uparła się, żeby obejrzał to lekarz, dlatego byłem zmuszony jechać do szpitala – jakby sama nie mogła wyjąć głupiej kulki, co za trzęsidupa. Katie siedziała w ogrodzie, a ja postanowiłem skorzystać z okazji i zabrać Tommy’ go na małą wycieczkę. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do jubilera. Po zaparkowaniu i zamknięciu auta, złapałem jego rączkę, żeby znowu go nie zgubić. Pchnąłem drzwi i wpuściłem go przodem.
-Po co tu przyszliśmy? –przyglądał mi się ze marszczonymi brwiami.
-Jutro zabieram mamę na Hawaje- jego oczy się zaświeciły.- tyle, że ty zostaniesz z Zaynem. Chcę się jej oświadczyć i poślubić, dlatego tu jesteśmy.
-Nie rozumiem…
-Pomożesz mi wybrać pierścionek, a potem pojedziemy po bilety i zadzwonimy w kilka miejsc.
-A co jeśli mama się nie zgodzi?- zagiął mnie tym pytaniem. Młody ma rację, co zrobię jak Katie powie nie?
-Znajdziemy ci nową mamę.
-Nie chcę!- wydarł się na cały sklep i skakał jak furiat.
-Heej, żartowałem- zaśmiałem się, łapiąc go za barki. –no chodź- młody podszedł do szklanej lady i dokładnie wodził wzrokiem po biżuterii.
-Ten! Niech nam go pani sprzeda, mamusi się spodoba!- pośpieszał starszą kobietę, która właśnie schylała się po pierścionek. –mama lubi niebieski kolor! Tato, tato weź ten!- czterdziesto parolatka zachichotała pod nosem, a potem pokazała mi owy przedmiot. Pierścionek był wykonany z białego złota, z szafirem oraz małymi diamencikami. – bierzemy go!- uderzył dłońmi w blat, niczym pewny swojego wyboru konsument. Kobieta spojrzała na mnie zza okularów, a ja tylko przytaknąłem z uśmiechem. Brunetka zapakowała biżuterię do czerwonego pudełeczka.
-Potrzebuję jeszcze obrączki, wezmę te- wskazałem na złote okręgi, które również włożyła do ładnego opakowania. Zapłaciłem kartą, a potem zabrałem reklamówkę i syna za dłoń, po czym wyszliśmy. Następnie szliśmy do jakiegoś sklepu z ubraniami, żeby kupić kieckę dla Katie, a dla mnie jakąś koszulę. Wybraliśmy białą koronkową sukienkę na ramiączkach do połowy uda i białą koszulę wraz z krawatem – Tommy się uparł, bo sam osobiście nie przepadam na takimi dodatkami. Kolejnym punktem były bilety, hotel i jakiś facet, który udzieli nam ślubu…
Wstałem o trzeciej rano i poszedłem do pokoju syna. Obudziłem go i kazałem pożegnać się z Katie, tylko tak, żeby jej nie obudził. Młody pocałował jej policzek, a następnie wrócił spać. Zaniosłem nasze walizki do bagażnika, a potem Katie. Zayn nas zawiózł na lotnisko, a potem pomógł z bagażem zważając na fakt, że niosłem moją ukochaną. Po odprawie wpakowałem ją do samolotu.    
***
Obudził nas Tommy, który skakał po łóżku. Przysięgam w tej chwili mógłbym go zakneblować, a rozwiązać dopiero jak się wyśpię. Wróciłem o drugiej z toru, gdzie wygrałem wyścig, a o trzeciej obudził mnie Tommo z prośbą, żebym podrzucił go i Katie na lotnisko, a prze weekend zajął się młodym. Teraz mniejsza wersja Louisa budzi mnie o dziewiątej. Co z nimi nie tak!?
Nałożyłem poduszkę na głowę i udawałem, że mnie to nie rusza. Cami chichotała pod nosem, a kilka sekund później zaczęła skakać z nim. Czy wszyscy muszą być przeciwko mnie?
-Zaaaaynnnn!- krzyczał Tommy.- wstawaj! Obiecałeś, że pójdziemy do fryzjera! – westchnąłem i odsłoniłem twarz. Trzylatek szczerzył się, aż w końcu skoczył mi na przeponę, na co głośno jęknąłem. –no chodź! Proszę! Chcę ściąć włosy!
-Tommy!- podniosłem głos, chcąc zakończyć jego słowotok. Dlaczego nie pójdzie i nie podenerwuje Liama, czy chociażby Harrego i Ally?!
-Co?!- zaczął mnie przedrzeźniać. Przybiłem sobie mentalnego plaskacza.   
-Daj mi pół godziny i ubierz się, w piżamie żadna laska na ciebie nie spojrzy- pokiwał ochoczo głową z poważną miną i wybiegł z naszej sypialni.
-Masz taki dobry kontakt z dziećmi- wymruczała Torres muskając moją szyję.
-Gdyby nie to, że młody za trzydzieści minut znowu tutaj wbije, to bym cie…
-Idź się już ubrać- zepchnęła mnie z łóżka nim zdążyłem dokończyć zdanie.

***
Obudziłam się w samolocie. Obok mnie drzemał Louis. Chwila! Co ja do cholery robię w samolocie!? Zaczęłam się rozglądać jak zagubione dziecko, które ktoś uprowadził. Nagle zebrała się we mnie taka złość, że nie zważając na obecnych tutaj ludzi trzepnęłam Tomlinsona w głowę.
-Ała! Zdurniałaś!?- wydarł się i zmroził mnie wzrokiem.
-Gdzie mnie pajacu wywozisz i gdzie jest moje dziecko?- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Na Hawaje, a Tommy z Zaynem- wzruszył ramionami.
-Oszalałeś- prychnęłam. –pogrzało cie do końca! Straciłeś zmysły!
-Z miłości do ciebie, wyjdź za mnie.
-Co?!
-Zostań moją żoną- wyjął z kieszeni skórzanej kurtki małe czerwone pudełeczko, które otworzył.- wiem, że powinienem uklęknąć, ale tu nie ma zbyt dużo miejsca. Po prostu powiedz tak, Katie- spojrzał mi głęboko w oczy z uniesionymi brwiami.
-Okay- z całych sił przytuliłam się do niego, a reszta pasażerów zaczęła klaskać. To było jak scena  z komedii romantycznych…
~***~
Ubrana w białą koronkową sukienkę stałam na klifie naprzeciwko Louisa, który miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę oraz czarny wąski krawat. Po mojej prawej stał jakiś facet, który mówił coś w nieznanym mi języku. Właściwie to nie słuchałam go – całą uwagę poświęcałam mojemu narzeczonemu. Poczułam jak ktoś mnie szturcha. Przekręciłam głowę i posłałam znienawidzone spojrzenie temu pacanowi w jakiś dziwny strój.
-Pst, Katie- ze zmarszczonymi brwiami przeniosłam wzrok na Lou. – powiedz ʻē[i], a potem aloha wau iā ʻoe[ii] Louis- niepewnie przytaknęłam i powtórzyłam słowa, o które prosił, abym powiedziała. Nie miałam bladego pojęcia co takiego mówiłam oraz całkowicie zlewałam to, że mój akcent był dziwny. Tomlinson powiedział to samo tylko, że na końcu tego całego aloha wau iā ʻoe zamiast Louis powiedział Katie.
-Możecie się pocałować- no super! Teraz to potrafi mówić po angielsku! Phi, co za pedant! Louis złapał moją twarz w dłonie i przyciągnął bliżej swoich ust, które szybko znalazły rytm z moimi. Objęłam go w pasie, a po chwili, kiedy przestał mnie całować zwyczajnie tulił mnie do swojej klaty i wpatrywaliśmy się w zachód słońca.
-Jest pięknie- mruknęłam.
-Ty  jesteś piękna.
-Mam przystojnego męża…- rozmarzyłam się.- bo to był ślub, tak?- odepchnęłam się od jego umięśnionego torsu.
-No  pewnie- zachichotał, a potem wyjął kolejne pudełko, które otworzył i pokazał mi. W środku były dwie złote obrączki, z czego podał mi większą, a sam wziął mniejszą. Złapał za moją dłoń i wsunął mi na palec kolejny dzisiejszego dnia pierścionek. Zrobiłam to samo ze złotym pierścionkiem i założyłam na jego palec. –kocham cie, wiesz?
-Aloha wau iā ʻoe Louis-mężczyzna zachichotał i pocałował moje czoło.
-Chcę córkę- wypalił. –chodź, czeka nas noc poślubna- szybkim ruchem wziął mnie na ręce i ruszył w stronę hotelu i naszego apartamentu. Będąc już w pokoju zakluczył drzwi rzucił mnie na łóżko…
  ***
Siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy kreskówki z moim chrześniakiem. Tommy kłócił się z Harrym o to co powinniśmy oglądać. Miałem już serdecznie dość Spongeboba i Pingwinów z Madagaskaru. Ally i Cami upierały się na śpiącą królewnę, a Liam… jak to Liam wieczny fan Toy Story. Czasem zastanawiam się czy to nie jest ten kryzys wieku średniego, który jeszcze nas nie dosięgnął? Drzwi się otworzyły, a weszli przez nie roześmiani Katie i Louis.

-Mama! Tata!- Tommy biegiem ruszył w ich kierunku i wpadł w ramiona Tomlinsona, który wziął go na ręce i obrócił wokół własnej osi, szepcząc coś do ucha. Vexy dokładnie mu się przyjrzała.
-Co ty zrobiłeś z włosami?- Tommo zmarszczył brwi i go odstawił. Znów dokładnie go zlustrowali, a potem zmrozili mnie wzrokiem. –Tommy- warknęła brunetka.
-No co? – wzruszył ramionami.- Zayn powiedział, że laski na to lecą- zaśmiałem się pod nosem. Nie moja wina, że chciał mieć wygolone boki jak ja.
-Jakie laski?! Masz dopiero trzy lata!- oburzyła się Katie.
-I co z tego?!- tupnął nogą.- mam dziewczynę w przedszkolu!- no młody jest szybki. Już sobie znalazł panienkę.
-Louis!- teraz to James tupnęła.- on jest za młody na dziewczyny!- charakter Tommy odziedziczył po swojej matce, a charyzmę i całą resztę po Lou.
-Tato!- zaraz zrobią dziurę w tych panelach.- mama po prostu jest zazdrosna!
-Jesteś moim synem, dziwisz mi się?! Jedyną kobietą w twoim życiu powinnam być ja, ewentualnie Ally i Cami!
-Zachowujesz się jak dziecko- młody założył ręce na piersi i odwrócił się do niej tyłem. – a Holly jest ładna i bardzo ją lubię.
-Dobra, spokój- no wreszcie Tomlinson wkroczył do akcji.- ty- wskazał na swoją dziewczynę.- nie rób afery z tego, że nasz syn ma już laskę, a ty młody nie krzycz po mamie i…- podrapał się zakłopotany w kark.- zabezpieczaj się czy coś tam- parsknąłem śmiechem zupełnie jak Harry. Louis dostał od Katie w brzuch.
-Rada prawdziwego ojca- zaśmiała się brunetka. –mój nigdy nie kazał mi się zabezpieczać.
-Boo wiedział, że go nie posłuchamy- pocałował ją w czoło.- a tak przy okazji to się ożeniłem- uśmiechnął się szeroko. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego. Cieszę się, że kilka lat temu Katie lazła środkiem drogi i ją potrącił. Mimo, że go wkurzała i doprowadzała do furii – on to kochał, bo jeszcze żadna laska nie zawróciła mu tak w głowie. Z żadną nie dzielił pasji i żadna nie potrafiła mu się z przeciwstawić. To go w niej pociągało i nie szkodzi, że tego nie okazywał – Katie już pierwszej nocy zakręciła mu w głowie. Teraz są szczęśliwi zresztą my też. Wszystko się ułożyło i skończyło dobrze.  


[i] ʻē- tak (po hawajsku)
[ii] aloha wau iā ʻoe (kocham cię)

_______________________________________________
I to tyle... Ride or Die właśnie dobiegło końca. Nie potrafiłam zabrać sie za tą końcówkę, ale uważam, że wyszła mi dobrze i spełniłam swoją początkową wizję tego opowiadania. Z jednej strony czuję się podle, bo w sumie było to niesamowite pisać o takiej tematyce, ale z drugiej strony to sie cieszę - trzeba ruszyć na przód i wymyśleć coś nowego. 
Podsumowując BARDZO WAM DZIĘKUJĘ ZA:
1) Za wsparcie i wszystkie miłe komentarze jakie tutaj zamieściłyście - jestem wam za to niezmiernie wdzięczna!!
2) Za cierpliwość, gdy długo nie dodawałam rozdziałów - czasem było naprawdę ciężko...
3) Za to, że w ogóle czytaliście, głosowaliście w ankietach i obserwowaliście - to jest coś, jeszcze nigdy nie miałam 49 obserwujących!! ♥
4) A przede wszystkim dziękuję, za wejścia oraz chęć czytania tych wypocin.
Już za kilka do kilkunastu dni pojawi sie ostateczne podsumowanie bloga!!
Tęsknię już za wami ;'(( 
Buźka miśki wy moje kochane ;**

wtorek, 26 sierpnia 2014

42.





***
~trzy lata później~
Pojechałam załatwić sprawy na mieście, a Tommy został pod opieką Louisa. Obiecał, że nie spuści go z oczu nawet na sekundę zważając na fakt, że jechał razem z chłopakami na tor. Nikki i Izzy wyprowadziły się, bo nie dogadywały się zbytnio z chłopakami i cały czas się kłócili. Pewnego razu wzięły Toma na spacer i go zgubiły. Wkurzyłam się na nie, ale nie tak jak Tommo, który kazał im wypierdalać. Od tego czasu nasz kontakt się urwał.
Ally jechała ze mną, bo chciała kupić sobie jakieś rzeczy, a ja miałam rozmowę z dyrektorką przedszkola, ponieważ razem z Lou doszliśmy do wniosku, że mały musi mieć kontakt z rówieśnikami. Takim oto sposobem chcemy zapisać go do jednego z przedszkoli w Los Angeles. 
***
Do L.A. przeprowadziliśmy się rok temu po tym jak te idiotki zgubiły mojego syna. Dziś Katie razem z Ally pojechały na miasto, a ja z Harrym, Zaynem, Liamem i Tommy’ m do warsztatu naszego kumpla. Było kilka samochodów, a my potrzebowaliśmy części. Ostatnio zacząłem składać wóz razem z młodym.
Szedłem na równi z chłopakami, trzymając Tommy’ go za rączkę w kierunku naszego najlepszego gościa, który załatwia nam różne części. Derek pochylał się nad maską swojego oczojebnego Mercedesa –Benz SLS AMG.
-Yo, Jordan!- krzyknął Malik i przybił z nim sztamę.
-Siema- kiwną do nas głową.- jak tam młody?- przykucnął przy Tommy’ m i podał mu rękę, którą mój syn uścisnął.
-Dobrze- powiedział pewnie.- składamy z tatą autko- mimo, że miał dopiero trzy lata to mówił bardzo płynnie i był śmiałym dzieciakiem. –ale mama nie pozwoliła zabrać silnika z jej auta- skrzyżował ręce na piersi i tupnął nogą, na co Derek się zaśmiał. Ale młody ma rację, bo Katie nie pozwoliła rozebrać swojego Bugatti Super Sport pod pretekstem, że uczciwie go kupiła za ciężko zarobione pieniądze i sama wyremontowała. Nie mówię, że robiła lewe interesy, bo sam wcześniej też takie robiłem, ale to tylko silniki W16 8,0 l 64V DOHC, quad - turbo 1001 KM. Co z tego, że ma najszybszy samochód na świecie? Dla dziecka mogłaby go oddać, ale nie… Phi egoistka.
-Spoko młody, chyba coś dla ciebie znajdę- puścił mu oczko i wszedł do garażu, a my ruszyliśmy za nim. Tommy puścił moją rękę i biegał od jednego samochodu do drugiego. Derek pokazywał nam towar, a my z uwagą oglądaliśmy każdy pokazany przez niego silnik. Po dwudziestu minutach i naradach uznaliśmy, że weźmiemy część z Hennessey Venom GT.
-Młody idziemy- powiedziałem odwracając się do syna, którego nie było. –Tommy! -wrzasnąłem i zacząłem się rozglądać. –Tommy!- powoli zaczynało mnie to wkurwiać. Dobrze wie, że gdy go wołam i gdy jeździ z nami na tor lub do Jordana to ma się nie chować.
-Młody to nie jest śmieszne!- wrzasnął Harry wprost do mojego ucha.
-Kurwa- warknąłem.- Tommy!- wyszedłem przed warsztat i podszedłem do wozu. Prawdopodobne, że tam właśnie siedzi i udaje, że prowadzi. Niestety nie było go ani w furze Zayna, Liama i Harrego. Został tylko mój… i znowu pudło. Za wycieraczką była jedynie karteczka, którą szybko wziąłem do ręki i zacząłem lustrować wzrokiem. Każde przeczytane przeze mnie słowo wprawiało mnie w furię. Złość gromadziła się we mnie, aż w końcu nie wytrzymałem i z całej siły kopnąłem w tej pierdolony wóz!
-Co jest stary, znalazłeś go?- zapytał Liam, a ja w ramach odpowiedzi podałem mu karteluszek.- may mlodego jeśli chcesz go odzyska… to masz peha, bo go nie odamy. To twoje zapłata za błendy przeszłośći. Muwiliśmy, że porzałujesz- skończył i zmarszczył brwi.- co to kurwa za analfabeta pisał. Wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi na błędy ortograficzne, a teraz to było mało istotne. Mieli moje dziecko, a jak tylko dowiem się kto porwał mojego synka to rozpierdolę mu łeb i w najlepszym przypadku do końca życia będzie kaleką, a w najgorszym będzie gnił w ziemi.
-Stary znajdziemy go- poklepał mnie po plecach Malik.
Tommy
-O ile wcześniej Katie nie rozpierdoli ci łba- kurwa Harry ma rację. Katie mnie wykastruje za to, że zgubiłem naszego syna.
-Ja pierdole! –po raz kolejny zajebałem w koło, a noga zaczęła pulsować. –Liam zapytaj Jordana czy ma tu monitoring, jeśli tak to zajmij się tym, Malik dzwoń do Brada i powiedz, żeby poinformował wszystkich na torze, żeby go szukali, Harry nie wierzę w to co teraz powiem, ale jedź do domu i zbajeruj Katie- to najgorszy pomysł na jaki mogłem wpaść. Harry nie potrafi trzymać języka za zębami, a teraz proszę go o to, żeby zajął czymś swoją kuzynkę, która ściemę wyczuwa od razu. Tak… jestem samobójcą.- ja jadę szukać- zgniotłem świstek i rzuciłem na miejsce pasażera. Wsiadłem do auta i odpaliłem silnik po czym odjechałem z piskiem opon. Muszę go znaleźć, muszę… nawet jakbym miał przeszukać całą Amerykę, znajdę go. Tego kretyna, który stoi za jego zniknięciem po prostu… niech Bóg ma go w opiece, bo rozjebie go!
***
Razem z Ally postanowiłyśmy wstąpić jeszcze do warsztatu Jonsonów. Mieszkamy tutaj od roku, a jeszcze ich nie odwiedziłam. Pewnym krokiem weszłyśmy do garażu, gdzie pod niebieskim nissanem leżał prawdopodobnie Tomas. Odchrząknęłam głośno, a chłopak wypełznął i otrzepał swoje ubranie umazane w smarze.
-Młoda, co tu robisz?- nie wyglądał na zadowolonego moim widokiem.
-Odwiedzam was? –ciemny blondyn podrapał się zakłopotany w tył głowy.-gdzie Matty?
-Załatwia coś na mieście- machnął ręką. –gdzieś ty się tyle czasu podziewała?
-Tu i tam- zaśmiał się pod nosem, apotem powiedział, że powinnam już iść, bo ma dużo na głowie. Zachowywał się co najmniej dziwacznie. Do domu wróciłyśmy około szóstej po południu. W salonie siedział Harry i o czymś zawzięcie myślał.
-Cześć miśku- Ally od razu się na niego rzuciła i pocałowała. Chłopak zaśmiał się nerwowo po czym powiedział, że bardzo mocno ją kocha i zapytał czy w razie czego może na nią liczyć, gdyby jego życie było zagrożone przez wkurzoną wariatkę. Blondynka zmieszana zgodziła się i obiecała, że zawsze będzie jego księżniczką w lśniącej zbroi i będzie go broniła. –a gdzie reszta?
-Na torze- zmarszczyłam brwi.- znaczy nie! U Jordana, tak u Jordana załatwiają silnik u Dereka!- uśmiechnął się szeroko.
-Tommy był grzeczny?- uniosłam na niego jedną brew, a on otarł krople potu z czoła. Coś mi tu nie pasuje.
-T- tak- przytaknął i starał się przekonać bardziej siebie niż mnie.
-Gdyby coś się wydarzyło, to byś mi powiedział?
-No pewnie- zaśmiał się nerwowo.- za kogo mnie masz? Za frajera? Przecież jesteś moją kuzynką, nie boję się ciebie, nie jesteś walniętą wariatką- śmiał sie rozpaczliwie.
-O której mają przyjechać?
-Jak przyjadą, to będą, nie?- unikał mojego wzroku i włączył telewizję.
-Harry- warknęłam. –gadaj, bo inaczej…
-Nie powiem- wstał z sofy i odsunął się na bezpieczną odległość.
-Masz powiedzieć!- powoli traciłam do tego człowieka resztki cierpliwości.
-Nie mogę, bo mi rozpierdolisz łeb!
-Rozpierdolę ci też coś innego jeśli nie powiesz- wycedziłam przez zaciśnięte zęby. –gadaj!- rzuciłam się na niego, a on uciekał krzycząc, że nigdy nie powie. W czasie tej gonitwy wykręcił numer prawdopodobnie do Louisa i poskarżył się, że psychiczna Katie go goni i grozi upierdoleniem jaj. Upierdolę mu jaja!? Bez przesady, ale… dobra ma rację. Przez dobre dziesięć minut goniłam tego palanta, aż w końcu dorwałam go na placu zabaw. Pieprzony głupek jest szybki! Kiedy skakał przez konika to zahaczył nogą, a ja przygniotłam go własnym ciałem. –gadaj!- syknęłam odwracając go na plecy.
-Jesteś moją kuzynką, a to jest gwałt przy małych dzieciach!- zaczął zamaszyście gestykulować. Matki z dziećmi patrzyły na nas jak na psychicznie chorych oszołomów, ale w tej chwili nie obchodziło mnie to. Przygwoździłam jego nadgarstki do piachu. –Katie złaź ze mnie!- wrzeszczał jak mała dziewczynka.
-Najpierw powiesz mi co się stało.
-Nic, przysięgam!
-Harry!- wrzasnęłam z wyrzutem.
-Porwali go, tylko nie bij w twarz!- zasłonił rękoma buzię.
-Kogo? Louisa?!
-Gorzej…
-Tylko nie mów, że Tommy’ go- zamknął oczy i przygotował się na uderzenie.- mieliście go pilnować- z frustracji uderzyłam w jego klatkę piersiową, na co jęknął. –jak mogliście!? To tylko dziecko! Prosiłam, żebyście na niego uważali, ale nie… przecież pierdolone części są ważniejsze! – zrzucił mnie z siebie, a potem przytulił. Odepchnęłam go- nie dotykaj mnie! Idę szukać mojego syna- wściekła wyszłam z placu zabaw i wykręciłam numer do Brada. Miller odebrał po drugim sygnale.
-Co jest mała?
-Pomóż mi znaleźć Tommy’ go.
-Właśnie go szukam, gdzie jesteś?
-Na placu zabaw, piętnaście minut drogi od naszego domu.
-Okay, czekaj na mnie zaraz tam będę- jak powiedział, tak też się stało. Wsiadłam do samochodu Brada i rozpoczęliśmy poszukiwania. Przyjaciel opowiedział mi, że Louis gdy tylko spostrzegł, że małego nie ma zadzwonił do niego i prosił o pomoc. Od jakiś dwóch godzin przeczesują całe Los Angeles, a ludzie Brada starają się namierzyć samochód, który uprowadził moje dziecko. Około godziny dwunastej odwiózł mnie pod dom, gdzie był już Zayn i Liam. Obaj pracowali przy komputerze i starali się identyfikować porywacza. Odrzucali potencjalnych podejrzanych i osoby, którym wcześniej się narazili.
-Zayn- jęknęłam, a ich wzrok momentalnie powędrował na moją osobę.
-Przepraszam, jestem idiotą powinienem go pilnować- wypalił na wstępie, a potem schował mnie w swoich silnych ramionach.
-Kurwa- mruknął Payne, a my usiedliśmy na sofie obok niego. – za cholerę nie mogę tego rozgryźć, jakby taki ktoś w ogóle nie istniał. Zawsze są jakieś ślady, no kurwa zawsze- Liam ze wściekłości uderzył w laptopa. –ten ktoś to… -przeczesał dłońmi włosy i oparł głowę o zagłówek, głęboko wzdychając.
 ***
-Gdzie jedzmy?
-Zamknij się gówniarzu- warknąłem, zirytowany tym dzieckiem. Nie wiem jak oni z nim wytrzymują, ale ja po kilku godzinach mam już dość.
-A tata z mamusią wiedzę, że jedziemy na wycieczkę?
-Masz ty szczeniaku jakiś wyłącznik!?
-Tatuś powiedział, że kupi mi pieska- uśmiech z jego ust nie schodził nawet na sekundę.
-Po pierwsze to nie jest wycieczka, po drugie mam wyjebane na to co obiecał ci Tomlinson, a po trzecie i ostatnie zamknij się w końcu!- wrzasnąłem wkurwiony i starałem się skupić na drodze, ale ten bachor cały czas zadawał durne pytania, albo opowiadał czego naobiecywał mu Louis, Katie i reszta. Rozpieszczony smarkacz!
***
Do domu wróciłem po dwóch dniach całkowicie nieprzytomny. Nie spałem, tylko szukałem młodego. To jest kurwa nie możliwe, żeby zniknął bez śladu! W salonie na kanapie spała Katie. Brunetka miała worki pod oczami i wyglądała paskudnie. Okryłem ją szczelniej kocem i włączyłem komputer, żeby sprawdzić co znalazł Liam. Niestety nie było żadnych informacji. Przeczesałem ręką włosy, ziewając przy tym.
-Loui- przekręciłem głowę i zobaczyłem Katie, która nie wyglądała najlepiej. –powiedz, że go znalazłeś- jęknęła rozpaczliwie, a ja spuściłem tylko głowę.
-Jestem idiotą, wiem. Powinienem go pilnować, ale zawsze biegał między autami i nic się nie działo- zacząłem się tłumaczyć. Nie patrzyłem na nią, bo nie chciałem widzieć tego rozczarowania w jej oczach. Nagle poczułem jak chude ramiona oplatają moje ciało. Dziewczyna schowała głowę w zagłębieniu mojej szyi i cichutko płakała. –kicia, nie płacz. Obiecuję, że go znajdę i rozpierdolę tego analfabetę- warknąłem, a ona się odsunęła. –co?
-Analfabetę?- prychnęła ze zmarszczonymi brwiami, dlatego wyjąłem z kieszeni pognieciony kawałek papieru i jej podałem. Chwilę lustrowała tekst, a jej zmartwienie powoli zmieniało się w wściekłość… wręcz wkurwienie. Mogłaby teraz wydrapać mi oczy, a w najgorszym przypadku byłoby już po mnie. Zgniotła kartkę i rzuciła na stół.- zapierdolę tego gnoja- warknęła i wstała kierując się w stronę drzwi.
-Katie, czekaj!- wrzasnąłem za nią i wybiegłem. Brunetka wsiadła do swojego Bugatti, ale zdążyłem zająć na miejscu pasażera. Uruchomiła silnik i odjechała z piskiem opon. Gdyby nie fakt, że teraz jest niepoczytalna, ponieważ porwali nam dziecko, to uznałbym, że jest wariatką, która chce mnie zabić swoją szybką jazdą i zbyt gwałtownymi zakrętami – sam nie jeżdżę lepiej, ale bez przesady. Niebieskooka w ciągu dziesięciu minut zajechała pod warsztat tych ciuli Jonsonów. Weszła do środka niczym boss i szukała ich wzrokiem.  
-Mogę w czyść pomóc- wyszła do nas jakaś plastikowa dziunia w kusej kiecce oraz długich tipsach.- no heej- zaćwierkała w moim kierunku, na co kiwnąłem tylko głową z ustami zaciśniętymi w wąską linijkę. Katie głośno odchrząknęła, zwracając tym samym na siebie uwagę blondynki. –masz jakiś problem?- syknęła w jej stronę.
-Gdzie Matty?- wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Wyjechał, musiał załatwić sprawy- powiedziała, oglądając swoje paznokcie. – ale nie powiem ci gdzie- tego nie musiała mówić.
-Zapierdolę cie szmato- syknęła, a potem niczym prawdziwa kocica rzuciła się na nią i zaczęła ciągnąć za włosy. To były prawdziwe kocie zapasy. Blondyna piszczała, a Katie cały czas ją wyzywała.
-Ej! Co wy odpierdalacie?!- na pomoc tej blond zdzirze przyszedł Tomas, odciągnął ją na bezpieczną odległość i zasłonił swoim ciałem.- zrób coś z tą pieprzoną wariatką!- skierował w moim kierunku.
-Katie, chodź- pokiwała przecząco głową, na co westchnąłem. Nie miałem dziś na nic siły, jestem wypompowany z sił. Od dwóch dni nie spałem i nic nie jadłem.
-Nie, dopóki on- skazała na Jonsona.- nie powie, gdzie jest Matty!- tupnęła nogą i skrzyżowała ręce na piersi.
-Po co ci mój brat? Nagle zaczęłaś się nim interesować, po tylu latach uczucia się w tobie ożywiły?- prychnął, a ona już szykowała się do kolejnego ataku, ale w porę ją złapałem.
-Ten chuj porwał mojego syna- to zadziałało na mnie jak płachta na byka. Rzuciłem się na tego ciula i zacząłem okładać. Nie pozostawał mi dłużny, ale to on więcej razy oberwał, adrenalina wyeliminowała moje zmęczenie i teraz byłem tylko wściekły. W warsztacie dało się jedynie słyszeć pisk tej tapeciary. –Loui chodź- James złapała mnie za barki i odciągnęła, a właściwie to próbowała. Uderzyłem go ostatni raz w oko i wstałem.
-Gdzie on jest?- warknąłem, ale nie doczekałem się odpowiedzi.
-Chodź- brunetka złapała za moje ramie i wyprowadziła z warsztatu. Wpakowała mnie do samochodu i usiadła na miejscu kierowcy. Złapała telefon i wybrała jakiś numer, potem przyłożyła komórkę do ucha. –no nareszcie- westchnęła.-… gdzie jesteś?… może dlatego, że porwałeś moje dziecko?!- teraz już wiedziałem, że rozmawia z tym chujem. Wyrwałem jej urządzenie i sam zacząłem z nim gadać.
-Słuchaj jebany skurwielu, jeśli chociaż włos spadnie z jego główki to cie zapierdolę!
-Louis, miło cie słyszeć- zaśmiał się, co jeszcze bardziej wyprowadziło mnie z równowagi. Przez niego moje plany diabli wzięli.
-Gadasz z moim tatą? – w tle dało się słyszeć głos Tommy’ go.
-Zamknij się smarku- warknął.- czy ten gówniarz kiedyś się zamyka?
-Nie nazywaj go tak- wycedziłem przez zaciśnięte zęby.- co mam zrobić, żeby go odzyskać?
-Typowy Tomlinson od razu przechodzi do rzeczy- zaśmiał się.
-Znasz mnie jak mało kto- mój głos był przesiąknięty sarkazmem.
-Chcę Katie- rozłączył się.
-Loui- złapała mnie za ramię i lekko potrząsnęła. –Loui- podałem jej telefon.- Louis, do cholery!- wściekły na nią spojrzałem. –co powiedział? Czego chce w zamian za Tommy’ go?
-Chce… ciebie. 
__________________________________________
Epilog już wkrótce!! Tymczasem ZASKOCZCIE mnie komentarzami!! 
Buźka miśki ;**