wtorek, 26 sierpnia 2014

42.





***
~trzy lata później~
Pojechałam załatwić sprawy na mieście, a Tommy został pod opieką Louisa. Obiecał, że nie spuści go z oczu nawet na sekundę zważając na fakt, że jechał razem z chłopakami na tor. Nikki i Izzy wyprowadziły się, bo nie dogadywały się zbytnio z chłopakami i cały czas się kłócili. Pewnego razu wzięły Toma na spacer i go zgubiły. Wkurzyłam się na nie, ale nie tak jak Tommo, który kazał im wypierdalać. Od tego czasu nasz kontakt się urwał.
Ally jechała ze mną, bo chciała kupić sobie jakieś rzeczy, a ja miałam rozmowę z dyrektorką przedszkola, ponieważ razem z Lou doszliśmy do wniosku, że mały musi mieć kontakt z rówieśnikami. Takim oto sposobem chcemy zapisać go do jednego z przedszkoli w Los Angeles. 
***
Do L.A. przeprowadziliśmy się rok temu po tym jak te idiotki zgubiły mojego syna. Dziś Katie razem z Ally pojechały na miasto, a ja z Harrym, Zaynem, Liamem i Tommy’ m do warsztatu naszego kumpla. Było kilka samochodów, a my potrzebowaliśmy części. Ostatnio zacząłem składać wóz razem z młodym.
Szedłem na równi z chłopakami, trzymając Tommy’ go za rączkę w kierunku naszego najlepszego gościa, który załatwia nam różne części. Derek pochylał się nad maską swojego oczojebnego Mercedesa –Benz SLS AMG.
-Yo, Jordan!- krzyknął Malik i przybił z nim sztamę.
-Siema- kiwną do nas głową.- jak tam młody?- przykucnął przy Tommy’ m i podał mu rękę, którą mój syn uścisnął.
-Dobrze- powiedział pewnie.- składamy z tatą autko- mimo, że miał dopiero trzy lata to mówił bardzo płynnie i był śmiałym dzieciakiem. –ale mama nie pozwoliła zabrać silnika z jej auta- skrzyżował ręce na piersi i tupnął nogą, na co Derek się zaśmiał. Ale młody ma rację, bo Katie nie pozwoliła rozebrać swojego Bugatti Super Sport pod pretekstem, że uczciwie go kupiła za ciężko zarobione pieniądze i sama wyremontowała. Nie mówię, że robiła lewe interesy, bo sam wcześniej też takie robiłem, ale to tylko silniki W16 8,0 l 64V DOHC, quad - turbo 1001 KM. Co z tego, że ma najszybszy samochód na świecie? Dla dziecka mogłaby go oddać, ale nie… Phi egoistka.
-Spoko młody, chyba coś dla ciebie znajdę- puścił mu oczko i wszedł do garażu, a my ruszyliśmy za nim. Tommy puścił moją rękę i biegał od jednego samochodu do drugiego. Derek pokazywał nam towar, a my z uwagą oglądaliśmy każdy pokazany przez niego silnik. Po dwudziestu minutach i naradach uznaliśmy, że weźmiemy część z Hennessey Venom GT.
-Młody idziemy- powiedziałem odwracając się do syna, którego nie było. –Tommy! -wrzasnąłem i zacząłem się rozglądać. –Tommy!- powoli zaczynało mnie to wkurwiać. Dobrze wie, że gdy go wołam i gdy jeździ z nami na tor lub do Jordana to ma się nie chować.
-Młody to nie jest śmieszne!- wrzasnął Harry wprost do mojego ucha.
-Kurwa- warknąłem.- Tommy!- wyszedłem przed warsztat i podszedłem do wozu. Prawdopodobne, że tam właśnie siedzi i udaje, że prowadzi. Niestety nie było go ani w furze Zayna, Liama i Harrego. Został tylko mój… i znowu pudło. Za wycieraczką była jedynie karteczka, którą szybko wziąłem do ręki i zacząłem lustrować wzrokiem. Każde przeczytane przeze mnie słowo wprawiało mnie w furię. Złość gromadziła się we mnie, aż w końcu nie wytrzymałem i z całej siły kopnąłem w tej pierdolony wóz!
-Co jest stary, znalazłeś go?- zapytał Liam, a ja w ramach odpowiedzi podałem mu karteluszek.- may mlodego jeśli chcesz go odzyska… to masz peha, bo go nie odamy. To twoje zapłata za błendy przeszłośći. Muwiliśmy, że porzałujesz- skończył i zmarszczył brwi.- co to kurwa za analfabeta pisał. Wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi na błędy ortograficzne, a teraz to było mało istotne. Mieli moje dziecko, a jak tylko dowiem się kto porwał mojego synka to rozpierdolę mu łeb i w najlepszym przypadku do końca życia będzie kaleką, a w najgorszym będzie gnił w ziemi.
-Stary znajdziemy go- poklepał mnie po plecach Malik.
Tommy
-O ile wcześniej Katie nie rozpierdoli ci łba- kurwa Harry ma rację. Katie mnie wykastruje za to, że zgubiłem naszego syna.
-Ja pierdole! –po raz kolejny zajebałem w koło, a noga zaczęła pulsować. –Liam zapytaj Jordana czy ma tu monitoring, jeśli tak to zajmij się tym, Malik dzwoń do Brada i powiedz, żeby poinformował wszystkich na torze, żeby go szukali, Harry nie wierzę w to co teraz powiem, ale jedź do domu i zbajeruj Katie- to najgorszy pomysł na jaki mogłem wpaść. Harry nie potrafi trzymać języka za zębami, a teraz proszę go o to, żeby zajął czymś swoją kuzynkę, która ściemę wyczuwa od razu. Tak… jestem samobójcą.- ja jadę szukać- zgniotłem świstek i rzuciłem na miejsce pasażera. Wsiadłem do auta i odpaliłem silnik po czym odjechałem z piskiem opon. Muszę go znaleźć, muszę… nawet jakbym miał przeszukać całą Amerykę, znajdę go. Tego kretyna, który stoi za jego zniknięciem po prostu… niech Bóg ma go w opiece, bo rozjebie go!
***
Razem z Ally postanowiłyśmy wstąpić jeszcze do warsztatu Jonsonów. Mieszkamy tutaj od roku, a jeszcze ich nie odwiedziłam. Pewnym krokiem weszłyśmy do garażu, gdzie pod niebieskim nissanem leżał prawdopodobnie Tomas. Odchrząknęłam głośno, a chłopak wypełznął i otrzepał swoje ubranie umazane w smarze.
-Młoda, co tu robisz?- nie wyglądał na zadowolonego moim widokiem.
-Odwiedzam was? –ciemny blondyn podrapał się zakłopotany w tył głowy.-gdzie Matty?
-Załatwia coś na mieście- machnął ręką. –gdzieś ty się tyle czasu podziewała?
-Tu i tam- zaśmiał się pod nosem, apotem powiedział, że powinnam już iść, bo ma dużo na głowie. Zachowywał się co najmniej dziwacznie. Do domu wróciłyśmy około szóstej po południu. W salonie siedział Harry i o czymś zawzięcie myślał.
-Cześć miśku- Ally od razu się na niego rzuciła i pocałowała. Chłopak zaśmiał się nerwowo po czym powiedział, że bardzo mocno ją kocha i zapytał czy w razie czego może na nią liczyć, gdyby jego życie było zagrożone przez wkurzoną wariatkę. Blondynka zmieszana zgodziła się i obiecała, że zawsze będzie jego księżniczką w lśniącej zbroi i będzie go broniła. –a gdzie reszta?
-Na torze- zmarszczyłam brwi.- znaczy nie! U Jordana, tak u Jordana załatwiają silnik u Dereka!- uśmiechnął się szeroko.
-Tommy był grzeczny?- uniosłam na niego jedną brew, a on otarł krople potu z czoła. Coś mi tu nie pasuje.
-T- tak- przytaknął i starał się przekonać bardziej siebie niż mnie.
-Gdyby coś się wydarzyło, to byś mi powiedział?
-No pewnie- zaśmiał się nerwowo.- za kogo mnie masz? Za frajera? Przecież jesteś moją kuzynką, nie boję się ciebie, nie jesteś walniętą wariatką- śmiał sie rozpaczliwie.
-O której mają przyjechać?
-Jak przyjadą, to będą, nie?- unikał mojego wzroku i włączył telewizję.
-Harry- warknęłam. –gadaj, bo inaczej…
-Nie powiem- wstał z sofy i odsunął się na bezpieczną odległość.
-Masz powiedzieć!- powoli traciłam do tego człowieka resztki cierpliwości.
-Nie mogę, bo mi rozpierdolisz łeb!
-Rozpierdolę ci też coś innego jeśli nie powiesz- wycedziłam przez zaciśnięte zęby. –gadaj!- rzuciłam się na niego, a on uciekał krzycząc, że nigdy nie powie. W czasie tej gonitwy wykręcił numer prawdopodobnie do Louisa i poskarżył się, że psychiczna Katie go goni i grozi upierdoleniem jaj. Upierdolę mu jaja!? Bez przesady, ale… dobra ma rację. Przez dobre dziesięć minut goniłam tego palanta, aż w końcu dorwałam go na placu zabaw. Pieprzony głupek jest szybki! Kiedy skakał przez konika to zahaczył nogą, a ja przygniotłam go własnym ciałem. –gadaj!- syknęłam odwracając go na plecy.
-Jesteś moją kuzynką, a to jest gwałt przy małych dzieciach!- zaczął zamaszyście gestykulować. Matki z dziećmi patrzyły na nas jak na psychicznie chorych oszołomów, ale w tej chwili nie obchodziło mnie to. Przygwoździłam jego nadgarstki do piachu. –Katie złaź ze mnie!- wrzeszczał jak mała dziewczynka.
-Najpierw powiesz mi co się stało.
-Nic, przysięgam!
-Harry!- wrzasnęłam z wyrzutem.
-Porwali go, tylko nie bij w twarz!- zasłonił rękoma buzię.
-Kogo? Louisa?!
-Gorzej…
-Tylko nie mów, że Tommy’ go- zamknął oczy i przygotował się na uderzenie.- mieliście go pilnować- z frustracji uderzyłam w jego klatkę piersiową, na co jęknął. –jak mogliście!? To tylko dziecko! Prosiłam, żebyście na niego uważali, ale nie… przecież pierdolone części są ważniejsze! – zrzucił mnie z siebie, a potem przytulił. Odepchnęłam go- nie dotykaj mnie! Idę szukać mojego syna- wściekła wyszłam z placu zabaw i wykręciłam numer do Brada. Miller odebrał po drugim sygnale.
-Co jest mała?
-Pomóż mi znaleźć Tommy’ go.
-Właśnie go szukam, gdzie jesteś?
-Na placu zabaw, piętnaście minut drogi od naszego domu.
-Okay, czekaj na mnie zaraz tam będę- jak powiedział, tak też się stało. Wsiadłam do samochodu Brada i rozpoczęliśmy poszukiwania. Przyjaciel opowiedział mi, że Louis gdy tylko spostrzegł, że małego nie ma zadzwonił do niego i prosił o pomoc. Od jakiś dwóch godzin przeczesują całe Los Angeles, a ludzie Brada starają się namierzyć samochód, który uprowadził moje dziecko. Około godziny dwunastej odwiózł mnie pod dom, gdzie był już Zayn i Liam. Obaj pracowali przy komputerze i starali się identyfikować porywacza. Odrzucali potencjalnych podejrzanych i osoby, którym wcześniej się narazili.
-Zayn- jęknęłam, a ich wzrok momentalnie powędrował na moją osobę.
-Przepraszam, jestem idiotą powinienem go pilnować- wypalił na wstępie, a potem schował mnie w swoich silnych ramionach.
-Kurwa- mruknął Payne, a my usiedliśmy na sofie obok niego. – za cholerę nie mogę tego rozgryźć, jakby taki ktoś w ogóle nie istniał. Zawsze są jakieś ślady, no kurwa zawsze- Liam ze wściekłości uderzył w laptopa. –ten ktoś to… -przeczesał dłońmi włosy i oparł głowę o zagłówek, głęboko wzdychając.
 ***
-Gdzie jedzmy?
-Zamknij się gówniarzu- warknąłem, zirytowany tym dzieckiem. Nie wiem jak oni z nim wytrzymują, ale ja po kilku godzinach mam już dość.
-A tata z mamusią wiedzę, że jedziemy na wycieczkę?
-Masz ty szczeniaku jakiś wyłącznik!?
-Tatuś powiedział, że kupi mi pieska- uśmiech z jego ust nie schodził nawet na sekundę.
-Po pierwsze to nie jest wycieczka, po drugie mam wyjebane na to co obiecał ci Tomlinson, a po trzecie i ostatnie zamknij się w końcu!- wrzasnąłem wkurwiony i starałem się skupić na drodze, ale ten bachor cały czas zadawał durne pytania, albo opowiadał czego naobiecywał mu Louis, Katie i reszta. Rozpieszczony smarkacz!
***
Do domu wróciłem po dwóch dniach całkowicie nieprzytomny. Nie spałem, tylko szukałem młodego. To jest kurwa nie możliwe, żeby zniknął bez śladu! W salonie na kanapie spała Katie. Brunetka miała worki pod oczami i wyglądała paskudnie. Okryłem ją szczelniej kocem i włączyłem komputer, żeby sprawdzić co znalazł Liam. Niestety nie było żadnych informacji. Przeczesałem ręką włosy, ziewając przy tym.
-Loui- przekręciłem głowę i zobaczyłem Katie, która nie wyglądała najlepiej. –powiedz, że go znalazłeś- jęknęła rozpaczliwie, a ja spuściłem tylko głowę.
-Jestem idiotą, wiem. Powinienem go pilnować, ale zawsze biegał między autami i nic się nie działo- zacząłem się tłumaczyć. Nie patrzyłem na nią, bo nie chciałem widzieć tego rozczarowania w jej oczach. Nagle poczułem jak chude ramiona oplatają moje ciało. Dziewczyna schowała głowę w zagłębieniu mojej szyi i cichutko płakała. –kicia, nie płacz. Obiecuję, że go znajdę i rozpierdolę tego analfabetę- warknąłem, a ona się odsunęła. –co?
-Analfabetę?- prychnęła ze zmarszczonymi brwiami, dlatego wyjąłem z kieszeni pognieciony kawałek papieru i jej podałem. Chwilę lustrowała tekst, a jej zmartwienie powoli zmieniało się w wściekłość… wręcz wkurwienie. Mogłaby teraz wydrapać mi oczy, a w najgorszym przypadku byłoby już po mnie. Zgniotła kartkę i rzuciła na stół.- zapierdolę tego gnoja- warknęła i wstała kierując się w stronę drzwi.
-Katie, czekaj!- wrzasnąłem za nią i wybiegłem. Brunetka wsiadła do swojego Bugatti, ale zdążyłem zająć na miejscu pasażera. Uruchomiła silnik i odjechała z piskiem opon. Gdyby nie fakt, że teraz jest niepoczytalna, ponieważ porwali nam dziecko, to uznałbym, że jest wariatką, która chce mnie zabić swoją szybką jazdą i zbyt gwałtownymi zakrętami – sam nie jeżdżę lepiej, ale bez przesady. Niebieskooka w ciągu dziesięciu minut zajechała pod warsztat tych ciuli Jonsonów. Weszła do środka niczym boss i szukała ich wzrokiem.  
-Mogę w czyść pomóc- wyszła do nas jakaś plastikowa dziunia w kusej kiecce oraz długich tipsach.- no heej- zaćwierkała w moim kierunku, na co kiwnąłem tylko głową z ustami zaciśniętymi w wąską linijkę. Katie głośno odchrząknęła, zwracając tym samym na siebie uwagę blondynki. –masz jakiś problem?- syknęła w jej stronę.
-Gdzie Matty?- wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Wyjechał, musiał załatwić sprawy- powiedziała, oglądając swoje paznokcie. – ale nie powiem ci gdzie- tego nie musiała mówić.
-Zapierdolę cie szmato- syknęła, a potem niczym prawdziwa kocica rzuciła się na nią i zaczęła ciągnąć za włosy. To były prawdziwe kocie zapasy. Blondyna piszczała, a Katie cały czas ją wyzywała.
-Ej! Co wy odpierdalacie?!- na pomoc tej blond zdzirze przyszedł Tomas, odciągnął ją na bezpieczną odległość i zasłonił swoim ciałem.- zrób coś z tą pieprzoną wariatką!- skierował w moim kierunku.
-Katie, chodź- pokiwała przecząco głową, na co westchnąłem. Nie miałem dziś na nic siły, jestem wypompowany z sił. Od dwóch dni nie spałem i nic nie jadłem.
-Nie, dopóki on- skazała na Jonsona.- nie powie, gdzie jest Matty!- tupnęła nogą i skrzyżowała ręce na piersi.
-Po co ci mój brat? Nagle zaczęłaś się nim interesować, po tylu latach uczucia się w tobie ożywiły?- prychnął, a ona już szykowała się do kolejnego ataku, ale w porę ją złapałem.
-Ten chuj porwał mojego syna- to zadziałało na mnie jak płachta na byka. Rzuciłem się na tego ciula i zacząłem okładać. Nie pozostawał mi dłużny, ale to on więcej razy oberwał, adrenalina wyeliminowała moje zmęczenie i teraz byłem tylko wściekły. W warsztacie dało się jedynie słyszeć pisk tej tapeciary. –Loui chodź- James złapała mnie za barki i odciągnęła, a właściwie to próbowała. Uderzyłem go ostatni raz w oko i wstałem.
-Gdzie on jest?- warknąłem, ale nie doczekałem się odpowiedzi.
-Chodź- brunetka złapała za moje ramie i wyprowadziła z warsztatu. Wpakowała mnie do samochodu i usiadła na miejscu kierowcy. Złapała telefon i wybrała jakiś numer, potem przyłożyła komórkę do ucha. –no nareszcie- westchnęła.-… gdzie jesteś?… może dlatego, że porwałeś moje dziecko?!- teraz już wiedziałem, że rozmawia z tym chujem. Wyrwałem jej urządzenie i sam zacząłem z nim gadać.
-Słuchaj jebany skurwielu, jeśli chociaż włos spadnie z jego główki to cie zapierdolę!
-Louis, miło cie słyszeć- zaśmiał się, co jeszcze bardziej wyprowadziło mnie z równowagi. Przez niego moje plany diabli wzięli.
-Gadasz z moim tatą? – w tle dało się słyszeć głos Tommy’ go.
-Zamknij się smarku- warknął.- czy ten gówniarz kiedyś się zamyka?
-Nie nazywaj go tak- wycedziłem przez zaciśnięte zęby.- co mam zrobić, żeby go odzyskać?
-Typowy Tomlinson od razu przechodzi do rzeczy- zaśmiał się.
-Znasz mnie jak mało kto- mój głos był przesiąknięty sarkazmem.
-Chcę Katie- rozłączył się.
-Loui- złapała mnie za ramię i lekko potrząsnęła. –Loui- podałem jej telefon.- Louis, do cholery!- wściekły na nią spojrzałem. –co powiedział? Czego chce w zamian za Tommy’ go?
-Chce… ciebie. 
__________________________________________
Epilog już wkrótce!! Tymczasem ZASKOCZCIE mnie komentarzami!! 
Buźka miśki ;**

czwartek, 14 sierpnia 2014

41.




„Więc ruszamy w długą podróż do domu
Bo nie chcę tracić swojego czasu sam
Chcę się zgubić i jechać już zawsze
Możemy rozmawiać o niczym
Tak, o czymkolwiek kochanie
Więc ruszamy w długą podróż do domu wieczorem
Ruszamy w długą podróż do domu.”

***
Pakowałam walizki, podczas gdy Zayn bawił się na moim i Louisa łóżku z Tommy’ m. Tomlinson wyjechał jakiś tydzień temu razem z Liamem i Harrym załatwić jakieś części z Meksyku. Nie żebym miała z tym problem, ale mógłby pojechać później i pomóc mi trochę przy dziecku, co aktualnie robi Malik. Zayn bardzo się stara i widać, że mały Tomlinson go lubi.
-Na ile jedziecie?- zagadnął mulat nie przerywając zabawy z bobasem.
-Na tydzień- westchnęłam, dalej starając się upchnąć te wszystkie rzeczy do głupiej torby.
-Mhm, mogę żel Louisa?
-Po co?- nie odpowiedział tylko poszedł do łazienki, by po chwili wrócić i zająć poprzednie miejsce. Zaczął coś nucić pod nosem, a ja pakowałam teraz ubranka Tommy’ go. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Złapałam za komórkę i otworzyłam MMSa. Zaczęłam się śmiać, gdy tylko zobaczyłam to zdjęcie. Na owej fotce był mój syn oraz przyjaciel, którzy mieli podobne fryzury. –serio Zayn?- powiedziałam przez śmiech, na co dumny wypiął klatę.
-Wyślę do Louisa- zaczął klikać na swoim Iphone’ e. –jadę do Cami na weekend. Rozważa przeprowadzkę do nas i chce rzucić studia- wow zawsze mi powtarzała, że chce skończyć studia i to jest jej priorytetem, a teraz… Dla Zayna chce zrezygnować ze swoich marzeń, o których opowiadała mi gdy tylko się poznałyśmy. To naprawdę urocze, ale czy naprawdę chce zostawić coś na co pracowała całe życie? Była sumienną uczennicą i zawsze przykładała się do nauki. –coś się stało?- pokiwałam przecząco głową, chcąc wyrzucić to wszystko z głowy. Może powinnam mu o tym powiedzieć? –Katie- podszedł do mnie i złapał za ramiona, po czym jedną dłonią uniósł mój podbródek ku górze, abym mogła spojrzeć w jego brązowe tęczówki. –czemu?
-Bo naprawdę cie kocha, te studia to były jej marzenia, dlatego proszę nie zrań jej.
-Przecież ją kocham i nigdy nie skrzywdzę- zapewnił, a potem schował mnie w swoich silnych ramionach. Nagle mnie olśniło, dlaczego Louis nie zabrał Zayna do Meksyku? Odsunęłam się od niego.
-Powiesz mi prawdę?- zmarszczył brwi, ale niepewnie pokiwał pionowo głową.-czemu Loui cię nie zabrał?
-Prosił, żebym się zajął wami.
-Jestem dużą dziewczyną, poradziłabym sobie, chyba, że… o mamuniu, ale z niego pieprzony dupek!- trzepnęłam Zayna w ramię.- zgodził się na propozycję Hobbs’ a! Jak mógł!? A ty!? Dlaczego nie powiedziałeś?!- czułam wściekłość, która narastała we mnie z każdą sekundą.
-Katie to nie tak jak myślisz- Malik starał się złagodzić sytuację, ale szło mu to kurewsko marnie.
-A jak?! Obiecał, że będziemy żyć normalnie!
-No właśnie, dlatego to robi. Chce żebyśmy przeprowadzili się do L.A.
-Mam to w dupie!- pchnęłam go, a potem wzięłam Tommy’ go na ręce. Maluszek lekko ciągnął za moje włosy, ale dziś mi to nie przeszkadzało. –Ally!- weszłam do pokoju blondynki, która kończyła się już pakować. Usiadłam na jej łóżku, a ona obok mnie. –co powiedział Harry, gdy wyjeżdżali z Louisem i Liamem do Meksyku?- chciałam wiedzieć, czy mój kuzyn też jest podłym oszustem.
-Jechali załatwić części tak mówił- prychnęłam. Obaj są dupkami i kłamczuchami, bo nie mają jaj by się przyznać. Oczywiście nie zgodziłabym się, ale przecież pieprzony Tomlinson i tak postawiłby na swoim modląc się, żebym się nie dowiedziała, ale przecież mnie zna. Odkrycie prawdy wcale nie zajmuje mi dużo czasu. –bo jechali załatwić części, tak?- zapytała wolno, całkiem zmieszana.
-Mieli po nie jechać, ale woleli pomóc Hobbs’ owi złapać pieprzonego Logana i Roberta!- warknęłam. Zdenerwował mnie. Obiecał, że nie będzie kłamał i zawsze będziemy mówili sobie prawdę, a tym czasem co robi? Łże jak pies i wychodzę na idiotkę.
-A to skurwiel!- uniosłam na nią brwi. Nigdy nie używała takich słów, ale w pewnym stopniu ją rozumiem, każdy ma swoje granice wytrzymałości, a oni przeważyli tą szalę. –pieprzyć ich, jedziemy do mamy, a potem do twoich rodziców- przytaknęłam. Blondynka zniosła swoją walizkę, a potem wzięła swojego bratanka i zapięła do w foteliku. Zabrałam również nasze bagaże i zaniosłam je do bagażnika. Wsiadłyśmy do samochodu, którym pierwszy raz od kilku długich miesięcy nie mogłam jeździć. Odpaliłam silnik i pojechałam na lotnisko. Postanowiłyśmy wyłączyć telefony , gdy tylko wsiadłyśmy do samolotu.
W Nowym Yorku wylądowałyśmy o godzinie szesnastej. Zajechałyśmy taksówką do hotelu, gdzie zostawiłyśmy bagaże, a potem pojechałyśmy do szpitala. Pani Samantha wyglądała już lepiej, a lekarz oznajmił, że za kilka miesięcy będzie mogła opuścić klinikę i wrócić do domu. Siedziałyśmy w jej sali, gdzie leżała jeszcze jedna kobieta, z którą się zaprzyjaźniły. Tamta pani miała na imię Kimberly i wyglądała na czterdzieści lat.
-Ally bądź tak miła i pójdź nam po kawę- blondynka posłuchała rodzicielki i poszła do automatu, który stał na korytarzu. –Katie, gdzie Louis?
-W Meksyku i znowu pakuje się w kłopoty- przeczesałam palcami włosy.- ja już powoli nie mam do niego siły- jęknęłam i poprawiłam Tommy’ go na rękach.
-Mogę?
-No pewnie- przekazałam syna mamie Lou. Kobieta była naprawdę zadowolona.
-Louis był trudnym dzieckiem zgłasza, że wychowywał się bez ojca, ale zależy mu na tobie i Tommy’ m.
-Wiem, ale przecież w związku nie powinno być tajemnic, a decyzje powinny być podejmowane wspólnie, a on traktuje mnie jak dziecko – jęknęłam obrażona. Czasem czuję się jak dziecko specjalnej troski, a Tomlinson jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza. Kocham go naprawdę mocno i nie wyobrażam sobie bez niego życia, ale mam dziewiętnaście lat! Byłam w domu dziecka, w wieku szesnastu lat uciekłam z domu i wymiatałam na wyścigach, po czym stałam się mistrzynią, igrałam ze śmiercią… NIE JESTEM BEZBRONNĄ DZIEWCZYNKĄ, KTÓRA POTRZEBUJE OCHRONY 24/7!
-Martwi się, tym bardziej, że teraz macie dziecko- uśmiechnęłam się lekko. Ona miała rację, zachowałam się egoistycznie. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Niepewnie spojrzałam na wyświetlacz i przełknęłam głośno ślinę. Wstałam z krzesełka i wyszłam na balkon, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Gdzie jesteś?- warknął Tomlinson.
-A ty? Hobbs jest dumy, dostał to czego chciał?- prychnęłam zirytowana.
-Nie wiem, o czym mówisz.
-Nie udawaj głupka! Pomogłeś Luke’ owi złapać Logana i Roberta! Jesteś pieprzonym kłamcą!
-Gdzie jesteś?
-Nie zmieniaj tematu, tylko się przyznaj!- nie oczekiwałam od niego wielkich rzeczy. Po prostu chciałam, żeby przyznał mi rację oraz przeprosił, że mnie okłamał.
-Eh- westchnął głęboko, na co wywróciłam oczami.- masz rację- no co ty nie powiesz? Widać, że nie znasz swojej dziewczyny. Przede mną nic się nie ukryje jestem niczym Detektyw Monk. Lepsza od agentów NCIS i szybciej rozwiązuję zagadki od tych z Kryminalnych Zagadek Miami! –ale zrobiłem do dla was- zmarszczyłam brwi.- Hobbs gadał, że oni mogą skrzywdzić ciebie i Tommy’ go. Nie przeżyłbym, gdybym was stracił- aww jaki on jest uroczy. Od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku. –po za tym Hobbs załatwi nam powrót do L.A. tylko musimy trochę poczekać.
-Kocham cie wiesz? Przepraszam, że wyjechałyśmy bez ciebie, ale byłam wściekła.
-Nie gniewam się. Kocham cie kicia, będę już jutro- rozłączył się, a ja wróciłam do środka. Ally rozmawiała z Sam o nowej szkole oraz… Harrym. Ostatnio zaczyna się między nimi psuć, ale wiem, że Hazziątku na niej zależy i to tylko przejściowe. O’ Conner jest trudny do rozgryzienia i czasem zastanawiam się czy nie wypadł z kołyski, bo jego teksty niekiedy są nie na miejscu. Ciągle gada o foczkach. Ile można słuchać o laskach i pieprzeniu? Posiedziałyśmy jeszcze chwilę i porozmawiałyśmy z mamą Ally oraz Lou, a potem poszłyśmy do hotelu, wcześniej informując, że przyjedziemy jutro razem z Louisem.
***
Siedzieliśmy na łóżku Cami w akademiku i gadaliśmy o jej decyzji, żeby rzucić studia i wprowadzić się do nas. Jestem jak najbardziej za, ale po rozmowie z Katie nie jestem pewny.
Zaraz po telefonie Tomlinsona, że James jest już w Nowym Yorku, spakowałem się i wsiadłem w samolot do Mediolanu. Musiałem ją zobaczyć i porozmawiać. Nie chcę, żeby przeze mnie rezygnowała z marzeń.
-Ale na pewno mogę się do was wprowadzić?- zapytała głosem skruszonej dziewczynki, która obawia się najgorszego.
-Nie będziesz spała na ulicy –wywróciłem oczami.- no pewnie, że tak. Czasem zadajesz takie durne pytania- zaśmiałem się pod nosem, a na co ona przyłożyła mi pięścią w bark. Torres jest drobną blondynką, ale przywalić też potrafi. Ze smutną miną zacząłem pocierać bolące miejsce. –jedziesz na jakiś używkach?- zapytałem wprost, a ona wybuchła nie pohamowanym śmiechem.
-No pewnie, cały czas piję Redbulla- zachichotała, na co przyciągnąłem ją do swojej klatki piersiowej i mocno tuliłem, co chwila całując w czubek głowy i czochrając jej blond kudły. Jest taka zabawna i urocza, że sam się sobie dziwię, że zakochałem się w takiej dziewczynie. Przeważnie gustowałem w takich laskach jak Nikki, a tu proszę… jest taka Cami, która skradła moje serce. Ludzie mają rację mówiąc, że przeciwieństwa się przeciągają. Cieszę się, że ją mam. –ten skurwiel nie będzie miał nic przeciwko?- wywróciłem oczami na jej słowa.
-Po pierwsze jesteś moją dziewczyną i będziesz spała u mnie, po drugie Louisowi nic do tego, a po trzecie nie nazywaj go tak, bo mnie kurwica trafia jak widzę, że skaczecie sobie do gardeł cały czas, to się robi nudne.
-Uh!- warknęła, ciągnąc lekko za końcówki swoich włosów.- ja po prostu nie lubię go za to co zrobił Katie, zachował się jak bezuczuciowy palant. Nie potrafię się do niego przekonać i gdy go widzę, mam ochotę go uderzyć… najlepiej czyś ciężkim, na przykład patelnią! O! Albo kijem hokejowym, żeby wybić mu głupoty z głowy! – zaśmiałem się pod nosem i wpiłem się w jej wargi. Nie potrafię się na nią złościć. Chcę, żeby ze mną zamieszkała, nawet jeśli oznacza to, że codziennie będę wysłuchiwał ich kłótni z byle powodu. Chcę ją mieć zawsze blisko siebie, chcę przytulać ją gdy mam na to ochotę i całować codziennie rano, wieczorem i w południe…
-Wprowadź się, nawet i dziś możemy polecieć do Rio, spakuj się i pozałatwiaj wszystkie sprawy. Ja poszukam ci uniwerku w Rio z twoim kierunkiem, ale błagam zamieszkaj ze mną, bo nie wytrzymuję bez ciebie- wypaliłem na jednym wdechu, a na co blondynka położyła się na mnie i zaczęła całować, nie chcąc pozostać jej dłużnym – oddawałem każdą pieszczotę.
***
Po rozmowie z mamą i dojścia do porozumienia z Ally, znowu wsiedliśmy do samolotu i polecieliśmy do Los Angeles. Po wylądowaniu pojechaliśmy od razu do domu Toretto. Mia i Letty zajęły się Katie i Tommy’ m, a Dom chciał pogadać ze mną, dlatego zabrał mnie na przejażdżkę jego nowym samochodem, którym było Ferrari F430, no nie powiem autko zajebiste, ale ja kierowałbym lepiej, niż on.
-To o czym chciałeś gadać?- zapytałem, gdy ten zatrzymał się an torze. Dawno tutaj nie byłem, ale nie wiele się zmieniło. Pełno wozów, kierowców i półnagich lasek, które śliniły się na mój widok… na pewno na mój, bo Dom jest już stary i jedyna panienka, którą kręci jest Letty. –co to za jeden?- wskazałem na blondasa, który zajmował moje miejsce parkingowe, miejsce mistrza.
-West, nowy król toru- prychnął Toretto.
-Nie jego doczekanie- warknąłem.
-Myślisz, że jesteś od niego lepszy?- spojrzałem na niego z drwiną. Myślę? Heh ja to wiem! Ten szczeniak pewnie nie odróżnia pedału gazu od hamulca i ma automatyczną skrzynię biegów! Ile on może mieć?! Góra szesnaście lat, jeszcze ma mleko pod nosem, a to nie jest zabawa dla gogusiów, tylko prawdziwych facetów. –udowodnij- czy on mnie podpuszcza? Nie będzie to jedna z tych chwil, gdy ja zgodzę się na jego propozycję, a ona naskarży na mnie mojej dziewczynie i znowu będziemy mieli ciche dni? Ostatnio popadam w paranoje, ale Katie jest dla mnie całym światem i kurwica mnie trafia, gdy się kłócimy. –chyba, że się boisz- wzruszył ramionami. Prychnąłem z niedowierzenia! Ja mam się bać?! Co on kurwa pierdoli!?
-Ej ty!- wrzasnąłem w kierunku blondaska. –tak ty!- wskazałem palca na gościa, który zaczął się rozglądać.- chcę się ścigać o twój tytuł- małolat prychnął, a potem kiwną ręką na swoich dwóch przydupasów, którzy z dłońmi zaciśniętymi w pięści zaczęli na mnie iść. Brunet zamachnął się, ale byłem szybszy i pierwszy go znokautowałem. To samo zrobiłem z tym drugim. Ruszyłem na blondyna, który bajerował jakąś laskę. Odepchnąłem od niego dziewczynę i złapałem za fraki, unosząc kilka milimetrów nad ziemię. –słuchaj smarku, chcę się ścigać, dopóki mnie nie pokonasz, mistrzem nie będziesz. Jestem Louis Tomlinson!- rozłożyłem ręce na boki, a całe towarzystwo ucichło i patrzyło na mnie jak na ducha.
-Przecież on nie żyje- wtrąciła jakaś rudowłosa dziewczyna.
-Cóż możesz to nazwać cudem, zmartwychwstaniem, albo po prostu ktoś się jebnął i puścił plotę. Żyję i mam się świetnie, prawdziwy król wrócił- chwilę była cisza, a potem muzyka znów zaczęła dudnić w głośnikach, a ludzie zaczęli zbierać się wokół mnie i wypytywać co się stało. Zlewałem ich jednak i podszedłem do ojca mojej dziewczyny. – po co to było? Zrobiłeś to tylko po to, żeby im o mnie przypomnieć?- to dziwne, przecież on ledwo co mnie trawi.
-Ludzie potrzebują wiary, a ty dajesz ją tym małolatom- mimowolnie się uśmiechnąłem. Oni jako pierwsi pokochali mnie takim jaki byłem naprawdę. Tutaj nie musiałem niczego udawać i mogłem być sobą bez żadnej ściemy. –kilka tygodni temu usłyszałem jak jakiś smarkacz mówi do swojego kolegi, że gdyby miał jedno życzenie to chciałby z tobą pogadać- zmarszczyłem brwi. Gdzie ten facet chodzi i jak spędza wolny czas? Bawi się w jakiegoś pedofila i śledzi małe bezbronne dzieci? Jezu Chryste, będę miał teścia – zboczeńca. Mentalnie uderzyłem się ręką w twarz. Nie wierzę… no po prostu nie wierzę. Poczułem jak ktoś mnie popycha, dlatego gwałtownie się odwróciłem i zobaczyłem tego ciecia.
-Louis Tomlinson, tak?- przytaknąłem.- nie wierzę! Jesteś po prostu frajerem, który się pod niego podszywa! – westchnąłem i wymacałem portfel w tylniej kieszeni czarnych spodni. Wyjąłem dowód i mu pokazałem. –to fałszywka- stwierdził, na ja powoli traciłem cierpliwość.- ścigaj się ze mną.
-Skończyłem z tym- te słowa ledwo przechodziły mi prze gardło, ale obiecałem Katie, że nie będę się narażał zgłasza teraz, gdy wszystko zaczęło się układać.
-Tomlinson by tak nie powiedział- splunął na moje nowe buty. Wkurwił mnie gnojek.
-Bo ten Tomlinson ma rodzinę, a ty zafajdałeś mi nowe buty gnojku- warknąłem. Budowało we mnie z każdą sekundą. Kusiło, żeby wsiąść do wozu i wysłać tego małolata na szary koniec, ale było też ryzyko, że Dom powie o tym Vexy. Nerwowo tupałem nogą i nie mogłem tego opanować, aż poczułem czyjąś dłoń na barku.
-Idź, nie powiem jej –Toretto puścił mi oczko, a potem rzucił kluczyki.
-No młody, szykuj się na porażkę- uśmiechnąłem się triumfalnie, a potem wsiadłem za kółko. Zajechałem na start, a obok mnie ten frajer niebieskim Nissanem Skyline. Przed maskami stanęła blondynka na obcasach, ubrana w kuse szorty i stanik. Uniosła dłonie w górę, apotem je opuściła dając sygnał startu. Już na samym początku zdobyłem przewagę i zostawiłem tego gówniarza daleko za sobą. Czułem, że żyję i nie skłamię mówiąc, że czułem się na swoim miejscu. Zawsze kochałem wyścigi i marzyłem, żeby robić to zawodowo, chciałem żeby mi za to płacono i moje pragnienia się spełniły. Gnałem przed siebie, a licznik wskazywał już dwieście kilometrów na godzinę, nie zdejmowałem jednak nogi z gazu. Na ostatnim zakręcie amator mnie wyprzedził, ale przed nami był most, który zaczął się unosić. Młody zbyt wcześnie wcisnął guziki od przyśpieszenia, widać, że nie wiele jeszcze wie o tym stylu życia. Kontrolka wskazywała dwieście dwadzieścia, a ja wjeżdżałem już na ruchomą konstrukcję. Odczekałem jeszcze chwilę i wcisnąłem dwa guziczki przy kierownicy. W powietrzu przeskoczyłem tego ciula i wylądowałem pierwszy. W ciągu dziesięciu sekund znalazłem się na mecie i zatoczyłem dwa pełne kółka, zakurzając tym samym wszystkich dookoła. Wysiadłem z wozu i znów wszyscy mnie otoczyli i gratulując.
-To naprawdę ty- pisnęła jakaś małolata i mnie przytuliła. Odepchnąłem ją. –co robisz?- zaśmiała się nerwowo, wyglądała na zmieszaną.
-Ta, to ja, ale mam dziewczynę- zmarszczyła brwi. Przeczesałem włosy głęboko wzdychając. Jakiś szatyn podał mi plik banknotów, które z przyzwyczajenia przeliczyłem. W dłoni trzymałem dwadzieścia kawałków, które są niczym w porównaniu z moimi obecnym stanem konta, na którym jest kilkanaście miliardów. Dziesięć tysięcy włożyłem do kieszeni, a drugą część rzuciłem mojemu przeciwnikowi. 
-Co robisz?- zapytał zmieszany.
-Jesteś całkiem niezły, ale za wcześnie używasz podtlenku azotu. Trzymaj się młody- wolnym i dumnym krokiem ruszyłem w kierunku Toretto, który gawędził z Romanem, Parkerem, długonogą brunetką i jakimś chińczykiem. –wygrałem, odzyskałem tytuł- rzuciłem obojętnie, a wzrok zebranych powędrował na mnie.- siema Tej, Roman- przybiłem z nimi sztamę.
-Tommo- uśmiechnął się Parker. –znasz już Gisele i Hana?- pokiwałem przecząco głową. –to Louis opowiadałem wam o nim, młody posuwał córkę Doma- spuściłem głowę z głupkowatym uśmiechem, żeby tylko Toretto tego nie zauważył.
-Zrobiłem jej też dziecko- wzruszyłem ramionami, na co Dominic warknął. –Tommy to fajny dzieciak, co nie dziadziu?- zarzuciłem ramię na jego barki, a złośliwy uśmieszek nie schodził mi z ust.
-Zabieraj te witki, bo je połamię- wszyscy zebrani zareagowali śmiechem. –wracamy do domu- wsiadłem do czerwonego Ferrari, a on usiadł na fotelu pasażera. Całą drogę pierdolił, że powinien mi zajebać za tego dziadziusia, ale nie zrobił tego ze względu na Katie i tego, żeby mój syn nie płakał nie poznając swojego ojca, który będzie miał zmasakrowaną twarz. Ku mojemu zdziwieniu przyjaciele Doma jechali za nami. Wysiedliśmy z wozu i weszliśmy do domu. Tommy spał, a Katie i Ally patrzyły z Mia i Letty na telewizję.
-Laski zbieramy się do nas- obie podniosły się i pożegnały. Zabrałem nosidełko z młodym, a potem zapakowałem do czerwonego wozu, na przednim siedzeniu. Dziewczyny usiadły z tyłu. Jechałem dość szybko, ale nikomu to nie przeszkadzało, oczywiście uwagi Katie, że powinienem zwolnić, bo jadę z dzieckiem przepuszczałem drugim uchem. W naszym domu byliśmy po piętnastu minutach. Wyjąłem klucz i tworzyłem drzwi, przepuściłem przodem kobiety, a potem wszedłem z dzieckiem. Ally zajęła pokój Nikki, a Katie poszła umyć młodego. Ja w tym czasie wypakowałem nasze walizki. Wszedłem do naszej sypialni, gdzie moja dziewczyna karmiła Tommy’ go. Poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic, a następnie wciągnąłem na biodra bokserki. Wróciłem do pokoju i rzuciłem się na łóżko. Brunetka leżała bokiem do naszego syna i zataczała kółeczka na brzuszku maluszka. Położyłem się po jego prawej i przyglądałem się im. Młody leciutko ciągnął za kosmyk włosów Katie.
-O czym myślisz?- spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
-O tym, że jestem cholernym farciarzem, bo was mam.
-Jesteś słodki –nachyliła się i musnęła lekko moje usta. – co Dom od ciebie chciał?
-Zabrał mnie na tor- westchnęła.- i ścigałem się, wiem, że obiecałem, ale to sprawia mi radość.
-Chcę, żebyś był szczęśliwy, ale boję się o ciebie- wydęła dolną wargę, a ja potarłem o nią kciukiem, na co się uśmiechnęła.
-Wiem, dlatego ścigam się od czasu do czasu. Kocham cie wiesz?
-Ja ciebie też kocham- dziewczyna ułożyła głowę na poduszce i wyjęła włosy z piąstki Tommy’ go. Objąłem ją ramieniem, a potem przyglądałem się tej najważniejszej dwójce w moim życiu. Ta, jestem zajebistym szczęściarzem i nie wyobrażam sobie nawet sekundy bez nich. Po pewnym czasie sam zasnąłem.   
___________________________________
Boże wstyd mi gdy widzę, kiedy był ostatni rozdział ;'( prosze nie bijcie (; powoli zbliżamy sie do końca, jeszcze tylko jeden rozdział epilog, cóż a potem zaczynamy Error. 
No nic pozostaje mi tylko napisać, że bardzo dziękuję za komentarze, wejścia i oczywiście cierpliwość czytelników - jesteście najlepsi. 
Zapraszam was jeszcze na:
Buźka miśki i udanych wakacji ;**

piątek, 25 lipca 2014

Mega ważne zapytanie!!

Ostatnio mam fazę i głupieje na punkcie 5SOS niby jestem na wakacjach i wgl, ale cały czas chodzi mi po głowie pomysł na ff z chłopakami z 5SOS i zastanawiam się nad założeniem bloga właśnie o nich.
 Teraz to MEGA WAŻNE ZAPYTANIE, czyli; czy ktoś by wgl to czytał??
PROSZĘ O ODPOWIEDZI W KOMENTARZACH, to dla mnie ważne!!
Buźka miśki ;**
p.s. Dzięki za komentarze i jeszcze raz udanych wakacji ;]

poniedziałek, 14 lipca 2014

40.



„Zamknij na chwilę oczy
Nie myśl o tym, czy boisz się czy nie
Na chwilę zostawmy w tyle rozczarowań gniew
Dziś to, co mamy na pewno to siebie, nic więcej
Więc leć ze mną, niech chmury pędzą donikąd chociaż raz .”

***
~dwa miesiące później~
-Katie chodź na chwilę!- usłyszałam krzyk Louisa. Serio!? Wcześniej nie pozwalał mi nawet wstać z łóżka, a teraz mam iść, aż na pierwsze piętro? Jejku czy on oszalał?! Łapiecie sarkazm? Leniwie wstałam i ruszyłam w stronę schodów. Zaraz odpadną mi nogi, to już w tym miesiącu mam rodzić i cholernie się boję. Kiedy weszłam na piętro zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie nie widziałam chłopców.
-Lou!- nikt mi nie odpowiedział.- Louis do cholery!- jak na komendę pojawił się przy mnie szatyn. Objął mnie w pasie i pocałował za uchem. –co chciałeś?
-Mam niespodziankę, ale muszę ci zawiązać oczy- przewiązał czarny materiał wokół moich oczu i dalej obejmując prowadził w nieznanym mi kierunku.- dla twojej informacji ta niespodzianka była przewidziana dwa miesiące wcześniej, ale byłaś zła, więc nie chciałem cie bardziej drażnić- wywróciłam oczami. Byłam zła, bo traktuje mnie jak dziecko! –gotowa?- pokiwałam pionowo głową,  a on odwiązał chustę. Otworzyłam usta ze zdziwienia, a potem jak zahipnotyzowana chodziłam po pomieszczeniu. Było naprawdę piękne. W oczach zaczęły zbierać się łzy, które chwilę później spływały po moich policzkach. Odwróciłam się i podbiegłam do chłopaka mocno się do niego wtulając.
-Sam to zrobiłeś?
-Chłopcy pomagali i twój ojciec też- uniosłam brwi. – ta też byłem zdziwiony, ale składał tylko meble reszta to ja, Zayn, Liam, Harry i dziewczyny, ale one tylko patrzyły- machnął ręką, na  co się zaśmiałam pod nosem.
-A więc Tommy tak?- przytaknął. – jesteś kochany- musnęłam jego usta, na co od razu zareagował. Uniósł mnie, a ja owinęłam nogami jego biodra. Niósł mnie kawałek, a potem usiadł za mną na jasnym fotelu. Wtuliłam się w jego klatkę i przyglądałam pokojowi. Naprawdę się postarał. Nasłuchiwałam bicia jego serca. – Loui pojedziemy do rodziców?
-Ta, ale jak urodzisz, bo nie umiem przyjmować porodu –kolejny raz zachichotałam.- najpierw polecimy do Nowego Yorku do mamy, a potem do Los Angeles okay?- jako zgodę kolejny raz pocałowałam go.
-Tommo chodź na chwilę!- z dołu zaczął wołać Zayn. – stary ważna sprawa!
-Nie wierzę- mruknął pod nosem mój chłopak.- nawet chwili nie mogę sobie posiedzieć z moją dziewczyną- wstał i przykucnął przede mną. –wskakuj kicia- według jego polecenia objęłam jego szyję, a on złapał za moje uda wstając. Wyszedł z pokoju i zmierzał na parter domu. Zatrzymał się w salonie i puścił mnie na ziemię. – czego on chce!?- warknął w kierunku Malika. Z czystej ciekawości wyjrzałam zza Louisa, a potem szybko splotłam nasze dłonie razem. –ey spokojnie mała- objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. - jaki ty masz problem Hobbs!?
-Może grzeczniej?- wstał i zmierzał w naszym kierunku.
-A no tak przepraszam- spojrzałam na Tomlinsona ze zmarszczonymi brwiami. –czego ty kurwa chcesz!?
-Pomożesz mi złapać Shawa, Millera i Westa- wzdrygnęłam się na te nazwiska.
-Brad coś zrobił?- zapytałam, patrząc na niego niepewnie. Przecież… Brad taki nie jest, on mi pomógł, a Louis się z nim pogodził. Znaczy nie tyle pogodził, ale mają zawieszenie broni.
-Nieee- jęknął jakby znudzony. –Robert Miller – przytaknęłam, aby dać mu do zrozumienia, że zajarzyłam.
-Louis ci nie pomoże- wtrąciłam, mocniej ściskając dłoń mojego chłopaka.
-Serio?- uniósł na mnie brwi i popatrzył z kpiną. –jeśli chcecie wrócić do Los Angeles z czystymi kontami, to mi pomożecie.
-Tutaj nam dobrze- mierzyłam się wzrokiem z policjantem, który z sekundy na sekundę był coraz bardziej wściekły.
-Aby na pewno? Z dala od rodziny? Odpowiada ci to?- przytaknęłam. –a ty?- zwrócił się do Louisa.
-Mamy własną rodzinę- szatyn objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. Hobbs przytaknął i wyszedł bez słowa. – połóż się i odpocznij- cmoknął mnie w policzek. –muszę coś załatwić na torze.
-Okay- westchnęłam.-ale wróć szybko- przytaknął, a potem namiętnie mnie pocałował i wyszedł trzaskając drzwiami. Usłyszałam tylko warkot silnika i pisk opon.
-Too co masz zamiar robić?- spojrzałam na Malika, który popijał piwo i opierał się tyłkiem o oparcie sofy.
-Pomalujesz mi paznokcie u nóg?- chłopak zakrztusił się alkoholem, a potem zaśmiał uznając to za żart. –Zayn no proszę, sama nie dosięgnę- poruszałam palcami u nóg, a on pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Gdzie masz lakiery?
-Jesteś kochany!- pisnęłam i pobiegłam do łazienki, gdzie były moje lakiery. Przyniosłam wszystkie i usadowiłam się na sofie. Zayn usiadł na szklanej ławie i złapał za moją stopę. Włączyłam telewizję, a chłopak zaczął ozdabiać moje paznokcie.
-Na kiedy masz termin?
-Na ten tydzień- uśmiechnęłam się lekko. –dokładnie na dziś…
-Że co?! Katie jeśli zaczniesz rodzić, kiedy Louisa nie ma w domu, to przysięgam, że…
-Oj zamknij się – pacnęłam go w kolano. –przecież to zależy wszystko od Tommy’ ego – objęłam rękoma mój brzuch. Lubię czuć, gdy mnie kopie. Po trzydziestu minutach bezsensownej rozmowy, która miała na celu wbicie Zaynowi do głowy, jak i zapewnienie go, że nie zacznę rodzić; Malik skończył i poszedł zrobić mi herbatę. Na moich paznokciach były słodkie małe pandy. Brunet wrócił i podał mi jeden kubek. Nagle poczułam dość mocne kopnięcie, aż się wygięłam.- Zayn ja cie nie chcę straszyć, ale…
-Nie mów tego- powiedział z przerażeniem w oczach.
-Ale ja…
-Nie mów…
-Ale ja naprawdę…
-Katie! Obiecałaś!
-To co mam według ciebie zrobić?! Jak on już chce wyjść!- zaczęliśmy po sobie krzyczeć. Cholernie się bałam, zupełnie tak jak mój przyjaciel.
-Ściśnij nogi i siedź na dupie, ja dzwonie do Louisa- wyjął komórkę i pobiegł na górę. Co za dupek, dlaczego mnie zostawił samą?! Po chwili wrócił i pociągnął za mój nadgarstek. Biegłam za nim, aż do garażu. Potem wepchnął mnie do samochodu, zupełnie jak torbę, którą trzymał w ręku. Zajął miejsce kierowcy i otworzył pilotem drzwi. Wyjechał i ruszył w stronę szpitala z piskiem opon.
-Boję się- jęknęłam przerażona. Zayn mnie zignorował i łamał wszystkie przepisy. –ała!- zaczęłam krzyczeć. Nie kontrolowałam już tego. Bolało jak diabli. –gdzie Lou?
-Na torze, powiedział, że będzie za jakieś dwadzieścia minut.
-Obiecał, że będzie- warknęłam. –rozpierdolę mu łeb jak się spóźni!- wrzasnęłam. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak wściekła.
***
Wsiadłem do samochodu z Hobbsem. Wiem, że Katie bardzo chce wrócić do Los Angeles. Pojechaliśmy na tor, żeby na spokojnie porozmawiać. Gliniarz wyjaśnił mi na czym to wszystko ma polegać. Miller, West i Shaw są w Sydney, a Brad ma mi pomóc ich złapać.
-Chcę też Liama i Harrego.
-A Malik?
-On pilnuje Katie, jemu ufam najbardziej- jak na zawołanie zaczął dzwonić mój telefon. Wyjąłem komórkę z kieszeni i odebrałem. –co jest stary?- zapytałem znów siadając na masce auta.
-Zapierdolę cię! Kurwa rozpierdolę ci łeb!
-Co ci znowu odpierdala?
-Ona rodzi! Twojemu synowi się śpieszy, a ja nie wiem co mam robić! Weź przyjedź, bo…!- mulat zaczął panikować, a mi serce zaczęło szybciej bić. Kurwa sam nie wiem co robić! Zacisnąłem rękę w pięść i próbowałem się uspokoić.
-Weź… nie wiem kurwa… spakuj jej jakieś rzeczy i wieź do szpitala, będę za jakieś dwadzieścia minut.
-Trzymam cie za słowo- rozłączyłem się i przeczesałem dłonią włosy.
-Kurwa-mruknąłem. –muszę jechać Katie rodzi, daj telefon.
-Po co?
-Żebyśmy byli w kontakcie kurwa!- policjant podał mi swojego Iphone’ a, a ja wpisałem mu swój numer.  Oddałem mu komórkę i wsiadłem do samochodu. W błyskawicznym tempie zmieniałem biegi i łamałem wszystkie przepisy, co w sumie nikogo nie powinno dziwić. W szpitalu byłem po trzydziestu minutach. –gdzie leży Katie James?- zapytałem opierając się dłońmi o ladę, za którą stały dwie kobiety.
-Jest na porodówce, piętro trzecie- skinąłem tylko głową i pobiegłem w kierunku windy. Wcisnąłem guzik, ale to cholerstwo nie przyjeżdżało.
-Kurwa mać!- wrzasnąłem i wbiegłem na schody. Przeskakiwałem co drugi stopień, aż w końcu wbiegłem na korytarz. Biegłem cały czas. Wreszcie zauważyłem Malika, który zdenerwowany chodził w te i z powrotem. –Zayn!- mulat odwrócił się i złapał mnie za koszulkę.
-Czy ty wiesz co ja tu przeżywałem!? Ona całą drogę wrzeszczała!- zaczął mną potrząsać.- powiedziała, że ci rozpierdoli łeb! A mnie chciała wykastrować! Jezu co za wariatka!
-Ey, ey, ey- zdjąłem jego łapy z mojej koszulki. –spokojnie stary, to Katie, ona by nigdy nie zrobiłaby nikomu krzywdy.
-Lepiej nie wchodź tam- wskazał na drzwi, do których od razu ruszyłem.
-Zabiję tego gnoja, zabiję!- wrzeszczała moja dziewczyna, zaciskając dłonie w pięści.
-Kicia?- niepewnie postawiłem pierwszy krok w kierunku łóżka szpitalnego. –wszystko dobrze?
-Dobrze!? Ja tu umieram, a ty się pytasz czy jest dobrze!?- krzyczała, a w jej oczach zbierały się łezki. Była cała czerwona, a na czole miała kropelki potu.
-Przyj- rozkazał lekarz, a ona zaczęła zgrzytać zębami, co wywołało u mnie śmiech.
-Loui nie prowokuj mnie- wysyczała, a ja złapałem ją za dłoń. –nie dam rady, nie potrafię- mamrotała pod nosem.
-Heej, będzie dobrze. Jestem tu z tobą- pocałowałem ją w czubek głowy.
Tommy
-Katie przyj- brunetka mocniej ścisnęła moją rękę i zaczęła przeć. Chwilę później słychać było płacz. Facet w kitlu podał brunetce niemowlę, które ona przytuliła ze łzami w oczach. Z uśmiechem popatrzyła na mnie. Byłem z niej dumny, że urodziła mi takiego syna. Młody miał niebieskie oczy i włosy podobne do moich. Po trzydziestu minutach zamieszania przewieźli Katie do innej sali, gdzie stało również łóżeczko dla Tommy’ ego. Weszliśmy z Malikiem do pokoju numer 223, a Vexy karmiła małego.
-Kicia, podobno chciałaś wykastrować Zayna- zacząłem i usiadłem na jednym z krzeseł.
-Bo cały czas panikował. Gdybyś nas w tym aucie widział, to pomyślałbyś, że jesteśmy jacyś psychiczni. Oboje krzyczeliśmy, a on darł się głośniej ode mnie- spojrzałem na przyjaciela, który siedział obok. Brunet wywrócił tylko oczami. – chcesz?- przytaknąłem, a ona podała mi syna. Był taki malutki, a ja bałem się, że zrobię mu krzywdę. Chłopczyk złapał za mój palec, co wywołało u mnie uśmiech.
***
Około godziny 20 wróciliśmy do domu. Katie była zmęczona, a Tommy zjadł i poszedł spać. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z Zackiem. Nawet go lubię, jest spoko. Louis przyszedł z butkami i kieliszkami.
-Jakieś święto?- zagadnęła Nikki.
-Syna mam- powiedział rozlewając bezbarwną ciecz.
-Czemu nie zadzwoniłeś wcześniej?- spojrzałem na Harrego.
-Jakbyś się kurwa nie włóczył…- zacząłem, ale przerwał mi Tomlinson.
-Nie poruszaj tego tematu, bo Zayn miał dziś dość wrażeń- wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać jak psychiczni. Złapaliśmy za kieliszki i łyknęliśmy za zdrowie Katie i Tommy’ ego. Potem było jeszcze kilkanaście kolejek, a my byliśmy już lekko wystawieni.
-… widzisz Liaś tak to już jest, malujesz lasce paznokcie, a ona ci gada, że zaczyna rodzić. Panika i zamieszanie- westchnąłem i wypiłem kolejny kieliszek wódki. Byłem już zmęczony, dlatego chwiejnym krokiem ruszyłem do swojej sypialni. Z lekkimi trudnościami otworzyłem drzwi i wszedłem do pokoju. Trzasnąłem i usiadłem na łóżku. Wyjąłem komórkę i sprawdziłem godzinę. Na ekranie widniały cyfry informujące, że jest wpół do piątej rano. Westchnąłem głęboko i kliknąłem w profil Cami. Wystukałem kilka słów, po czym wysłałem wiadomość informującą, że przyjaciółka urodziła zdrowego synka. Nagle do mojego pokoju ktoś wszedł. Nie byłem w stanie określić kim jest intruz, co było przyczyną panującego w pomieszczeniu półmroku i zaciągniętych rolet. Postać pewnie podeszła i usadowiła się na moich kolanach. Jej dłoń spoczęła na moim policzku, który zaczęła gładzić. W pewnym momencie ścisnęła moją szczękę. –przestań- mruknąłem. Mimo procentów w mojej krwi panowałem nad sobą. Nie chciałem zdradzać mojej dziewczyny.
-Zamknij się Malik- westchnęła, a ja już wiedziałem z kim mam do czynienia. Zepchnąłem przyjaciółkę z kolan, przez co wylądowała na ciemnych panelach.- kurwa Zayn- jęknęła wstając. Blondynka zaczęła masować obolały pośladek.
-Nikki, nie chcę- opadłem na materac plecami.
-Dlaczego? Zawsze chciałeś. Byliśmy… szczęśliwi, dopóki nie zacząłeś latać za Torres jak pies- niebieskooka stała nade mną ze skrzyżowanymi ramionami na piersi oraz wściekle mnie lustrowała. Od czasu do czasu tupała nerwowo nogą, co doprowadzało mnie do szału.- ta zdzira wszystko zniszczyła- złapała się za włosy i ciągnęła za końcówki.- nienawidzę tej dziwki!- pisnęła.
-Nie nazywaj jej tak- wycedziłem przez zaciśnięte zęby.- nie masz prawa tak o niej mówić Nikki. Zresztą mówiłem, że nic do ciebie nie czuję. Wbij sobie do głowy, że kocham Cami, a ty lepiej zajmij się Zackiem, bo to spoko gość- podsumowałem łagodniejszym tonem.
-Nie chcę jego, chcę ciebie- fuknęła obrażając się jak mała dziewczynka, która nie dostała wymarzonej lalki. Chociaż… nie, Nikki nie lubiła lalek, a gdy już takową dostała to obcinała jej włosy.
-To nie koncert życzeń. Dorośnij i pogódź się z tym- blondynka prychnęła pod nosem i dalej mordowała mnie wzrokiem. –nie chcę być niemiły, ale spadaj, bo idę spać- Nikol fuknęła i wyszła trzaskając drzwiami. Kiedyś chętnie bym się z nią przespał, ale teraz… Powiedzmy, że dorosłem i postanowiłem się ustatkować, co –sam się sobie dziwię- szczerze mi się podoba. Przekręciłem się na brzuch i przytuliłem poduszkę do lewego policzka.
***
Około godziny dwunastej przyjechał Louis i przywiózł mi normalne ubrania. Oczywiście nie twierdzę, że ta koszula nocna jest zła, ale o wiele bardziej wolę spać w majtkach i jego koszulce. Chłopak leżał na łóżku szpitalnym, a na jego brzuchu Tommy. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, a następnie włożyłam bieliznę, a na górę szorty z wysokim stanem w motywy geometryczne, szary i dopasowany t-shirt z liczbą 23 oraz czarne vansy. Rozczesałam włosy, które później spięłam w luźnego koka. Wróciłam do moich dwóch chłopaków. Nie mogę uwierzyć, że urodziłam dziecko, to takie… nierealne. Nigdy nie myślałam, że w wieku dziewiętnastu lat zostanę matką… Ja nigdy nie zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moja przyszłość. Wiele osób pewnie sądziło, że trawię do jakiegoś zakładu poprawczego, a tu proszę jestem mamę i mam najukochańszego chłopaka pod słońcem, mimo, że czasem mnie strasznie wkurza, bo jest nadopiekuńczy.
Położyłam się obok Louisa i oparłam głowę o jego bark. Szatyn jeździł palcem po policzku malucha, który słodko drzemał na jego klatce piersiowej, która z kolei powoli unosiła się w górę i w dół.
-Jest taki mały- westchnął. –boję się, że zrobię mu krzywdę.
-Też się boję, to taka kruszynka- Tomlinson zaśmiał się pod nosem. –chcę już wrócić do domu.
-To chodź- wstał i ostrożnie ułożył niemowlę w ramionach. Tommy był już ubrany, co pewnie jest zasługą pielęgniarki. –pójdziesz po wypis, a my do auta- przytaknęłam, na jego słowa.- nienawidzę szpitali- powiedział z obrzydzeniem i wyszedł. Ruszyłam do gabinetu lekarza, który odbierał poród i… czuwał nade mną? Kulturalnie zapukałam, a po usłyszeniu pozwolenia weszłam do środka.
-Cześć Katie, ty pewnie po wypis- pokiwałam pionowo głową, a mężczyzna w białym kitlu podał mi kartkę.
-Do widzenia- zamachałam na pożegnanie i wybiegłam ze szpitala. Bez problemu odnalazłam samochód Tomlinsona i wsiadłam na swoje miejsce. Z tyłu leżał Tommy w nosidełku, a Louis przyglądał się sobie w lusterku. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, na twarzy kilkudniowy zarost, a jego włosy były zmierzwione. Wyglądał seksownie i bardzo mnie kręcił. –do domciu- wydęłam dolną wargę i popatrzyłam na niego błagalnie. Szatyn potarł moją brodę kciukiem i cmoknął w usta, co czym uruchomił silnik i odjechał z piskiem opon.- ej, szpanerze jedziesz z dzieckiem.
-Niech się uczy jak wyrywać laski, też cie tak wyrwałem- wzruszył ramionami, uważnie patrząc na drogę.
-Potrąciłeś mnie- sprostowałam.- i byłeś gnojem, którego miałam ochotę wykastrować i pobić-wyjaśniłam, wracając myślami do pierwszych dni naszej znajomości.
-Ale gdybym nie był takim gnojem, to kto wie, czy teraz mielibyśmy syna.
-Kocham cie nawet wtedy, gdy jesteś gnojem- na ustach Tomlinsona zagościł chytry uśmieszek.
-Kocham cie nawet wtedy, gdy jesteś wredną zołzą- szturchnęłam go w ramię, a po kilkunastu minutach szatyn zaparkował na podjeździe. Wyjął z bagażnika torbę, którą przewiesił sobie przez ramię, a potem zabrał nosidełko i objął mnie drugą ręką. Otworzyłam drzwi i przekroczyliśmy próg, gdzie na schodach siedzieli chłopcy, którzy w momencie, gdy nas tylko zobaczyli wstali i zabrali Tommy’ ego. Liaś, Harreh i Zayn poszli z moim synem do salonu, a ja spojrzałam zdezorientowana na Lou. –kurwa mogliby sobie zrobić własne dzieci- zachichotałam i przyległam do niego ciałem i pocałowałam w usta. Szatyn pchnął mnie lekko na ścianę i oparł czoło o moje. –już się na mnie rzucasz- zaśmiał się pod nosem, na co wywróciłam oczami i odepchnęłam go lekko. Już mnie zaczyna wkurzać. –no ej, kicia żartowałem- powiedział przez śmiech i schował mnie w swoich ramionach. Po chwili poszliśmy do salonu, gdzie siedziała Ally z Tommy’ m na kolanach, a Harrym po lewej. Oboje o czymś gadali. Na fotelu siedział Zayn i…
-Cami!- wrzasnęłam i rzuciłam się na siedzącą na kolanach mulata blondynkę. –tęskniłam za tobą- przytuliłam się do niej.
-Katie złaś ze mnie- mruknął Zayn, który z trudem wygramolił się spod nas i podszedł do Louisa. Dalej tuliłam moją siostrę, która odwzajemniała uścisk.
-Okay- mruknęła po chwili i podeszła do stolika, gdzie stało nosidełko. –chodź maluszku- wyjęła Tommy’ ego  i wzięła na ręce. Usiadła na sofie i ułożyła niemowlaka na swoich kolanach. –aww jakiś ty słodki- zachwycała się, na co zachichotałam pod nosem. Obok mnie usiadł Louis i przytulił do swojej klatki piersiowej. –wcale nie przypominasz tego dupka Tomlinsona- mięśnie mojego chłopaka delikatnie się napięły.
-Camila- warknął, a blondynka tylko wywróciła oczami.
-Myślałam, że już się przyzwyczaiłeś do tego dupka- bardziej stwierdziła ze zmarszczonymi brwiami.
-Jesteś idiotką- wzruszył ramionami szatyn.
-A ty dupkiem- podsumowała.
-Muszę jechać na tor, Malik jedziesz ze mną?- Zayn przytaknął, a Lou musnął moje wargi i lekko pogłębił buziaka. Wstał po chwili i oboje wyszli z domu.
 ***
Wsiedliśmy do samochodu i jechaliśmy w kierunku toru. Louis prowadził, a ja bawiłem się radiem w celu znalezienia jakiejś ciekawej stacji.
-Zayn mam do ciebie prośbę- zmarszczyłem brwi, a szatyn zatrzymał auto i wysiadł. Poszedłem w jego ślady. Przyjaciel opierał się o maskę Nissana, dlatego również stanąłem w taki sposób.
-Więc? Jaka prośba?- założyłem ręce na klatce piersiowej.
-Bo chodzi o to, że…- tuż przed nami pojawiła się opalona sylwetka Hobbsa. Mój wzrok powędrował najpierw na gliniarza, a potem na Louisa.
-Więc jak będzie? Wchodzi czy nie?
-Wchodzisz w co!?- warknąłem. Jeśli on znowu pakuje się w jakieś gówno i chce, żebym mu pomógł to może zapomnieć. Mieliśmy żyć bez żadnych przekrętów.
-Chcę wrócić do L.A. Katie chce tam mieszkać, a ty dasz mi tydzień i zaopiekujesz się Katie i Tommy’ m, okay?- dalej mordowałem go wzrokiem. –Zayn- szturchnął mnie ramieniem, ale dalej nie zareagowałem.- Malik- warknął.
-Co kurwa?! Jak ci rozpierdolą łeb to co zrobisz?! Kurwa masz rodzinę i dalej chcesz…- pokręciłem tylko głową z niedowierzaniem. – słuchaj masz małe dziecko i chcesz żeby zostało bez ojca?
-Zayn skończ pierdolić- westchnął i odepchnął się od maski wozu. –Liam i Harry mi pomogą, ale tobie ufam najbardziej i proszę, żebyś zaopiekował się Katie i moim synem. Zrobisz to?- chwilę się zastanawiałem. Mam być w domu z tą napaloną wariatką Nikki, drugą wariatką, która zapisała się na studia, moją byłą adoratorką Ally, oszustką Katie oraz noworodkiem. Czy aby na pewno chcę być jedynym facetem zdominowanym w tym domu przez baby? –Zayn obiecuję, że ci to wynagrodzę.
-Niech będzie- wywróciłem oczami.
-Nie mów o tym Katie- zagroził palcem, a ja przytaknąłem. Boże jak James się o tym dowie, to będzie wściekła, ale i też zawiedziona, bo jesteśmy przyjaciółmi. 
_________________________________________
Przepraszam!! Wiem, że miałam dodać wczoraj, ale miałam małe problemy, bo sobie przecięłam palec i... mniejsza nie będę was teraz nudzić moim życiem. Wybaczcie mi i liczę, że rozdział wam sie spodobał, piszcie w komentarzach.