wtorek, 1 października 2013

15.



***
Co to znaczy, że teraz nie może gadać. Jeszcze ten oszołom, który się do niej podwala. Wkurwia mnie to powoli. Siedzę sobie na sofie i tępo gapię się w wyłączony telewizor. Nic mi się nie chce, kiedyś to bym sobie chociaż dla szpanu pojeździł po okolicy, a teraz? Miałem się już więcej nie przywiązywać, a co robię? Jestem idiotą nie chcę tego czuć, tej pustki, bo to dziwne. Chcę żeby Katie była tylko bezpieczna. Nie wiem co czuję do niej, wiem, że chcę mieć ją blisko siebie. Zastanawiam się co teraz robi. Mam różne wizje tego czym się teraz zajmuje. Poczynając od tych zwykłych jak spanie, czy rozmowa, a kończąc na najgorszych jak całowanie kogoś innego lub…
-Loui?- tylko jedna osoba tak do mnie mówi. Odwróciłem się i mina mi zrzedła. W drzwiach stała Izzy, niestety. – ktoś chce z tobą gadać
-Nie chce- mruknąłem.

-Ale to ważne- wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi.
-Co może być ważniejsze od…- przed schodami stał Dom Toretto, Brian O’Conner i Harry. – co?- westchnąłem zmęczony. – nie mam ochoty na wyścig- mruknąłem.
-Tu nie chodzi o to, tylko o Vexy- oświecił mnie Dom. Nie no nie wierze jak można się wpakować w kłopoty nawet nie będąc w L.A.!? Ona mnie zaskakuje. I to jeszcze z kim zadziera z Toretto! Ona jest nienormalna!
-Co Katie znowu zrobiła?
-Kto ją nauczył tak jeździć?- zmierzyłem loczka zimnym spojrzeniem. Stałem cicho.- no gadaj Tommo!
-Nie unoś się tu chłoptasiu- powiedziała Nikki, która właśnie wyszła przed dom z trzema colami. Podała mi jedną, a drugą Izzy. Upiłem troche zwilżając tym samym gardło.
-Koniec tej szopki gdzie jest dziewczyna?!- warknął Toretto.
-Skąd mam kurwa wiedzieć!? Nie ma jej tu! Jakby była to by przyszła! – teraz to już mną nosiło. Skąd mam niby wiedzieć, gdzie ona się szwenda!? Co ja kurwa jej opiekun, żeby wiedzieć gdzie jest?! Nie wiem gdzie jest i kiedy przyjedzie! Mam w dupie to, że z kimś się pożarła, jebie mnie to. Nie mieszam się w jej sprawy. Ma tylko wrócić, a później wytłumaczyć.
-Lou wyluzuj- poczułem dłonie na swoich ramionach, które lekko je masowały. Katie wisi mi masaż! Zapomniałem o tym, niech tylko wróci zaraz będzie musiała odpokutować. – już?
-Nie jeszcze troche- blondynka trzepnęła mnie w tył głowy, za który zaraz się złapałem. Co jak co, ale Nikki przywalić potrafi. – wariatka- tym razem uderzyła mnie pięścią w bark.
-Coś jeszcze?
-Nie
-Skończyliście? Jak tak to powiedz chociaż gdzie mieszka i jak nazywa się jej matka- tym razem odezwał się Brian. Uniosłem brwi i popatrzyłem na niego ja na idiotę.
-Nie- pokiwałem przecząco głową- bo ona mnie udusi wolę nie ryzykować- uśmiechnąłem się chytrze, co wyprowadziło ich z równowagi. Odeszli, a ja usiadłem z Nikki obok Belli na schodach i sączyliśmy cole.
 ***
Tej z Romanem i Suki załatwili nam wyścig, a stawką są samochody, a dokładniej mówiąc to dwa nissany. Jeden cały czarny z reklamą coca-coli Nissan 240sx klik, a drugi to Nissan też 240sx czerwony z elementami zieleni w odcieniu neonu. klik. Jo jechała pierwsza, ale straciła sporą przewagę. Jej rywal o jakieś 45sekund szybciej był na mecie. Kiedy ona również przekroczyła linie kończącą ja wystartowałam. On już zawracał, a ja dopiero pokonałam ¾ trasy w tamtą stronę. Jechałam naprzeciwko niego. Na pewno stchórzy i zjedzie. Byłam spokojna. Dodałam więcej gazu, kilka metrów przed zderzeniem zjechał trafiając tym samym na trawnik. Zakręciłam za beczką na ręcznym i jechałam z nim na równi. Szybko włączył guziczki od podtlenku azotu, ja zostawiłam je na koniec. Gdy zbliżaliśmy się już ku końcowi dopiero teraz użyłam N2O. Wygrałam. Mamy auta! Yeah!…
Wieczorem Paul zaprosił nas do klubu. Dlatego poszłyśmy na małe zakupy. Po prysznicu ubrałam na siebie brązową spódniczkę, czarną koszulkę, szpilki. Zabrałam też torebkę. Pomalowałam się lekko, a włosy zostawiłam rozpuszczone. klik. Jo postawiła na małą czarną. Pod klubem byłyśmy po 15minutach. Pełno ludzi i charakterystyczny zapach, na który składał się dym papierosowy, alkohol i pot. Podeszłyśmy do baru i zamówiłyśmy po drinku. Po chwili poczułam jak ktoś kładzie dłonie na mich biodrach.

-Zapraszam do stolika- szepnął do ucha, a mnie momentalnie zrobiło się niedobrze. Wręcz chciało mi się rzygać, najlepiej na niego. Ugh. Zabrałyśmy napoje i poszłyśmy za nim do strefy dla vipów. Siedziała tam już Riley oraz jakiś dwóch goryli. Usiadłyśmy, a ten oblech obok mnie. Riley gdzieś polazła, a my zostałyśmy. –jak to jest, że wy kobiety potraficie owinąć sobie mężczyzn wokół palca?- zmarszczyłam brwi. Wskazał głową kierunek, w którym mam patrzeć. Riley uwodziła jakiegoś gościa. Wielkie halo, on jest brzydki i gruby, a ona w miarę. Też dała bym rade, ale nie poniżam się w ten sposób. –chodźcie- wstałyśmy i znowu jak stado baranów poszłyśmy za nim. Weszliśmy do jakiegoś pokoju, nakazał znowu usiąść na kanapie. Po chwili przylazła Riley z tym facetem, którego urabiała przy barze. Złapali go i przygwoździli do stołu. Zaczęli grozić, że jeśli nie da nam wolnej ręki przez 15 minut to zabije go i jego rodzinę. Później zdarli z niego koszulę i położyli na brzuchu szczura, którego przykryli metalowym wiadrem. – zgódź się. Kiedy wiadro się rozgrzeje szczur będzie się chciał wydostać, a jedyna strona nie zakryta blachą to południe- czy tylko mi się to wydaje chore!? Zaczął opalać specjalnym pistoletem wiaderko, po pewnym czasie mężczyzna zaczął krzyczeć.
-No dobra, wygrałeś! Dam wam te 15 minut- Paul uśmiechnął się triumfalnie.
-Dobra odpowiedź- poklepał go po policzku, a tu kurde dzwoni mi telefon. Wzrok wszystkich powędrował na mnie. – serio?!- zdziwił się, przytaknęłam z lekkim uśmiechem na ustach- nie odbieraj.
-Muszę, bo obiecałam
-Sama mówiłaś, że to nikt ważny
-Mówiłam, że WAŻNY!- wyszłam z pomieszczenia i odebrałam.
(rozmowa, L- Louis, K- Katie)
K- hejka Loui
L- cześć mała. Powiedz w coś ty się znowu wpakowała?
K- w nic
L- wiesz kto cie szuka?- nie mów Robert, nie mów Robert, ani Logan- Toretto i O’Conner
K- ja z nimi nie zadzierałam
L- na pewno?
K- nie ufasz mi?
L-ufam, dobra ja kończe zadzwonię jutro
K- pa- schowałam komórkę do torebki i wróciłam do mojego ‘pracodawcy’. – coś jeszcze, bo chce mi się spać- zasymulowałam ziewnięcie.
-Nie możecie iść, jutro o 9- przytaknęłam i złapałam Jo za nadgarstek. Szłyśmy do wyjścia.
-Chce mi się spać?- zapytała z podejrzaną miną, westchnęłam głęboko. Pojechałyśmy do Parkera…
***
Dziś nie chce mi się nic. Chcę leżeć i moim łóżku i odpoczywać. Jak na razie wszystko jest dobrze, bo Katie nic nie grozi. Chyba nic. Zastanawia mnie czemu Toretto i O’Conner jej szukają? Czemu pytają mnie o jej matkę? Czy to nie dziwne? Osobiście uważam, że to podejrzane. Tępo gapiłem się w plazmę na ścianie, w której nic ciekawego nie leciało. Same nudy i jakaś komedia romantyczna, która nie była śmieszna. Dziwna to już prędzej. Drzwi mojego pokoju się otworzyły, a ja niechętnie przekręciłem głowę. To jakieś żarty?

-Co tu robisz?- zapytałem od niechcenia. Nie chce z nią gadać. Nie chcę mieć z nią i tą jej szurniętą rodzinką narkomanów nic wspólnego. Blondynka podeszła do łóżka i położyła się obok mnie. Szybko się podniosłem do pozycji siedzącej.- gadaj- warknąłem, a ona się tylko uśmiechnęła.
-Uwielbiam jak jesteś zły- dotknęła mojej dłoni, ale szybko ją zabrałem. Nie tym razem skarbie. –wiesz, że tęskniłam?- uniosłem brwi i patrzyłem jak na debilkę.
-Za jak wielkiego idiote mnie masz?
-Za wielkiego, bo zadajesz się z Vexy- mruknęła, ale usłyszałem. – będzie tak samo jak z Kai’ em. – zaśmiała się.
-To znaczy…?- wpiła się w moje wargi, ale ją odepchnąłem.- co ty odpierdalasz?
-Chcę wrócić
-Ja nie chcę. Mam Katie
-Nic o niej nie wiesz. Nie wiesz z kim robiła interesy, z kim zadarła. Wygląda na słodką i niewinną, ale jest podstępną, egoistyczną, suką, która uwielbia manipulować ludźmi
-Chyba pomyliłaś się w opisie siebie- zaśmiałem się. Wiem jaka jest James. Strasznie irytująca i wkurzająca.
-Znam ją 3lata- wyszczerzyłem na nią oczy. – co zdziwiony?- zaśmiała się- jak ją spotkasz powiedz, że o nią pytałam – musnęła mój policzek i wyszła. Bez jaj czy ona wie w o się wpakowała? Chyba raczej nie. Zadarła z gangsterami! Zadarła z Toretto! Ona chyba pragnie śmierci. Opadłem na materac i zakryłem twarz dłońmi, którymi później przeczesałem włosy. Chyba zasnąłem…
Wysiadłem z samochodu po kolejnym wygranym wyścigu. Zmierzałem w kierunku Liama, Izzy i Nikki. Zayna z nimi nie było. Dostrzegłem go kątem oka lizał się z jakąś laską. Jego ręce znajdowały się na tyłku dziewczyny. Oderwali się na chwilę od siebie, żeby prawdopodobnie zaczerpnąć powietrza. Katie. To Katie jest tą laską. Wszystkie moje mięśnie się napięły. Podszedłem do niego i zacząłem nim szarpać i go wyzywać.
-Zostaw go!- krzyczała James, która próbowała nas rozdzielić. Po chwili stała już pomiędzy nami. – dość tego- złapała za dłoń Malika- chodź do domu- pochwyciłem jej rękę zmuszając do tego, żeby zaczekała i na mnie spojrzała, a ona co? Prychnęła tylko pod nosem. Jej wzrok był pełen obrzydzenia.
-Czekaj!- obudziłem się cały przepocony. Co to kurwa za sen!? Ona i Zayn nie będą razem nigdy. Malik się nawet niech do niej nie zbliża, bo pożałuje, a Katie do niego, bo nie pozwalam. Jest moja, tylko ja mogę ją całować, przytulać i robić inne rzeczy, na które w danej chwili będę miał ochotę. On niech się lepiej zajmie Nikki. 
__________________________________________
Oki mamy już 15! Pytanka:
1.  Louisowi brakuje Katie?
2. Kat i Jo nieźle sie wpakowały? Paul to psychopata? 
3. Sen Louisa co o nim myślicie? 
4. Jak rozdział?

Dzięki za dużą ilość komentarzy. 
Zachęcam do zadawania b]pytań do bohaterów, głosowania w ankietach oraz obserwowania.
Next= ilość komentarzy!! =zaskoczcie mnie! ☺
Liczę na was i kocham ♥ buźka miśki ;**
P.S. dla ułatwienia rozdzieliłam wam bohaterów na głównych i epizodycznych ;D

piątek, 27 września 2013

14.



***
Jak ona mnie wkurwia! Tak trudno odebrać ten pierdolony telefon?! Kurwa mać! Byłem u niej w domu, w San Diego, ale jej tam nie było. Może jest w Los Angeles? Wszystko było dobrze, ale to spierdoliła. Zaparkowałem pod jej domem i otworzyłem drzwi. Na sofie siedziała Camila i leciała w ślinkę z Mattem. Odchrząknąłem głośno, a oni odskoczyli od siebie jak poparzeni.
-Nie nauczyli cie pukać?- warknął brunet. Ma ślad jak mu Nikki przyjebała.
-Ubrudziłeś się- wskazałem palcem koło oka i się zaśmiałem, na co on mordował mnie wzrokiem.-Cami gdzie Katie?
-Nie wiem, myślałam, że już ją znalazłeś. Co ty jej zrobiłeś!?
-Nic. Zadzwoń do niej- wstała i zgarnęła komórkę z komody, później wybrała numer i przysunęła telefon do ucha.
-Nie odbiera
-To Katie- westchnął Jonson, a mną zaczynało nosić.- ona sobie poradzi, jest dużą dziewczynką. Nie potrzebnie się martwicie- podszedłem i złapałem go za szmaty.
-Będziemy się martwić o nią i dobrze wiem, że sobie nie poradzi. Zresztą ona jest teraz w niebezpieczeństwie- pchnąłem go i wyszedłem. Po drodze wpadłem na tego kretyna co się do niej podwalał. Czekać… jak mu było? Ha… Hazz… Harry o właśnie Harry.- uważaj jak łazisz
-Louis- uśmiechnął się- widziałeś Katie?
-Odpierdol się od niej- wrzasnąłem.- nie zbliżaj się, nie myśl o niej, zapomnij- wsiadłem do samochodu i pojechałem na tor, muszę się zrelaksować. Zatrzymałem się na linii startu, a zaraz obok mnie stanęło jakieś inne auto. Kretyn i co on sobie myśli? Że wygra? Idiota. Kiwnął głową i ruszyliśmy. Wyprzedziłem go, ale chwilę później to on był pierwszy. Na ostatnim zakręcie go minąłem i dodałem więcej gazu, wygrałem. Wysiadłem z mojego Mitsubishi, a on z czerwonego Nissana. – nigdy nie wygrasz
-Czyżby? Znam twój czuły punkt
-Nie mam takiego
-Serio?- uniósł brwi i się chamsko uśmiechnął.- Katie: brunetka, 160centymetrów wzrostu, piękna o szaroniebieskich oczach. Ślicznotka, ale zachowałeś się jak dupek i ci uciekła. Ja wiem gdzie jest
-Gdzie?- zaśmiał się gorzko.
-Mówiłem twój czuły punkt. Chcę się ścigać stawką będzie 50 000$, twój tytuł
-Gdzie Katie?!- warknąłem wściekły. Muszę wiedzieć gdzie jest, a on stoi i się cieszy – mów kurwa!
-Do zoba Tommo- wsiadł w samochód i odjechał. Zacząłem się drzeć i szarpać za końcówki swoich włosów. Kurwa mać! Gdzie ona jest?! Grozi jej niebezpieczeństwo, ja muszę jej pomóc. Nie chcę żeby po raz kolejny stała jej się przeze mnie krzywda. Później niech robi co chce, albo to czego ja chcę.
***
Weszłyśmy z Jo w towarzystwie Hobbs’ a i innych mundurowych do garażu. Stała tam jeszcze jakaś lafirynda. Garaż był ogromy, na środku były dwie płachty.
-Żartujesz sobie?! Dwie małolaty?!- zaczął śmiać się jak durny jakiś łysol. –one na pewno nie wiedzą jak wrzucić jedynkę- śmiał się jak jakiś chory psychicznie. Taka głupawka, że patrzyłam na niego jak na idiotę. Moje brwi nawet na moment nie opadły.
-Katie i Jo- westchnął Philips jeden z gliniarzy, który ścigał mnie rok temu, ale mu się nie udało. –to jest poważna sprawa…
-Tak, auta zapewne są naszpikowane różnymi gadżetami, żebyśmy was w chuja nie zrobiły. Bla, bla, bla- teraz to ja się zaczęłam śmiać. –imię nazwisko oraz inne dane tego gościa i pokażcie w końcu autka- Luke wywrócił oczami. Ta babka po zdjęła lniane narzuty, a naszym oczom ukazały się biało-różowy Nissan Silvia s13 klik oraz niebiesko- czarny Nissan 350z klik.
-Niebieski mój!- krzyknęłam i podbiegłam do samochodu, który zaczęłam podziwiać. Hobbs i Philips zawołali nas do siebie zaczęli opowiadać o tym gościu. No więc na imię ma Paul Morris, jest biznesmenem, który robi masę przekrętów.
-Musicie…- przerwał mu po raz kolejny mój telefon. Odrzuciłam połączenie, ale Louis uparcie próbował się do mnie dodzwonić- odbierz to kurwa!- wrzasnął. – bo mnie zaraz coś trafi.
-Szlag czy kurwica?- zapytała Jo, która przybrała minę myśliciela.
-Zaraz wrócę- wyszłam przed budynek i odebrałam.
(rozmowa, L- Louis, K- Katie)
K- Loui teraz nie mogę gadać
L- mała przepraszam, gdzie jesteś przyjadę
K- nie możesz
L- Katie gadaj- warknął.
K- Loui nie dzwoń do mnie przez tydzień proszę. Obiecuję, że po tym czasie do ciebie przyjadę może wcześniej, tylko proszę
L- muszę do ciebie dzwonić, żeby wiedzieć czy nic ci nie jest
K- jestem…
L- zamknij się i posłuchaj będę dzwonił codziennie, a ty masz odbierać
K- ale ty nie rozumiesz…
L- na razie mała- rozłączył się nie dając mi dojść do słowa. Jak on mnie wkurza! Grrr, ale chyba za nim tęsknię. Louis jest jak wkurwiający sąsiad, zaczepia cie, denerwuje, ale kiedy przestaje to robić jest ci źle. Zastanawiasz się czemu przestał, a później dochodzisz do wniosku, że właśnie tego chciałaś. Tylko, że Tommo nie przestaje mi dokuczać mimo, że to ja uciekam jak tchórz. Ja po prostu nie chcę znowu cierpieć, nie chcę żeby coś mu się stało przeze mnie. Już i tak wystarczy, że Kai przeze mnie stracił życie. Wróciłam do federalnych i Jo.
-To będzie wasza partnerka Riley… – wskazał na wysoką brunetkę po… wygląda mi na czterdziestkę. Ona też próbowała mnie wsadzić do pierdla, ale jej się nie udało.- Katie słuchasz?
-Co mówiłeś Luke?
-Że macie nie kombinować. Coś ci się stało?
-Nie- zaprzeczyłam- możemy już zaczynać?- przytaknął.
-Jedźcie pod ten adres- Riley podała nam nawigacje.- powinnaś umieć to zamontować Vexy- jej głos był przesycony jadem. Wiem, że mnie nie lubi i nie winię jej za to, ponieważ jest zazdrosna. Kiedyś się ze mną ścigała. Haha po użyciu podtlenku azotu wjechała w słup. Hahaha miałam taką bekę. Wsiadłam do niebieskiego Nissana i wyposażyłam to auto w GPS’ a tak jak Jo. Wyjechałyśmy z garażu policyjnego i odjechałyśmy z piskiem opon.  Wygłupiałyśmy się i gadałyśmy przez telefony. Śmiałyśmy się jak idiotki.
-To co go w końcu trafiło? Szlag czy kurwica jak myślisz?- zaczęłam się śmiać.
-Obstawiam to i to
-To co to za chłopak?
-Jaki?
-Który do ciebie cały czas dzwoni i nie kłam Katie
-To Louis
-Czekaj, czekaj Tommo?
-Ehe- zrobiłam manewr i jechałam tyłem z czego Jo zaczęła się śmiać. W tym momencie widziałam ją dokładnie.- tak umiesz?- włączyłam radio, które wcześniej ustawiłam, aby leciały tylko rockowe piosenki.
-Nie, ale umiem tak- jej wóz zaczął się gibać w przód i w tył. Pokazałam jej kciuk do góry. Cool. Odwróciłam się, a po 10minutach szybkiej jazdy byłyśmy pod wielką willą. Stało tam jeszcze z sześć samochodów. Wysiadłyśmy, a ich kpiący wzrok padł na nas.
-Małolaty się nie pomyliły?- zaśmiał się jakiś mulat.
-Skoro tu są takie oszołomy to chyba tak- stwierdziła Jo.
-Chodźcie- przed nami pojawiła się Riley, nie wiem czemu, ale uważam, że jest fałszywa. Prędzej czy później pokaże swoje prawdziwe oblicze. Ruszyliśmy za nią. Prowadziła nas przez wielki ogród, aż do klifu, na którym była wypasiona willa. No nie powiem gościu ma niezły gust.  Paul stał do nas tyłem i gadał z kimś przez telefon. Riley podeszła do niego i przejechała dłonią po ramieniu. Morris odwrócił się i objął ją w pasie oblizując usta. Fuj. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. – dajcie prawa jazdy- popatrzyłam na nią z uniesionymi brwiami. Mówi serio?! Niech będzie, każdy podał jej swoje dokumenty, a później podała jakieś karteluszki.
-Jakiś czas temu policja skasowała mi moje czerwone ferrari. W schowku jest bardzo ważna paczka, pierwsza dwójka, która mi ją przywiezie dostanie pracę.
-Jak to ma niby pomóc?- zapytał jakiś dryblas.
-Szybkość idioto.- westchnęłam- on chce tylko szybkich kierowców, a nie frajerów jak ty
-Już cie lubie słoneczko- uśmiechnął się w moim kierunku. – start!- wrzasnął. Złapałam Jo za nadgarstek i ciągnęłam w stronę samochodów. Wsiadłyśmy i ruszyłyśmy. Chce tego uniewinnienia bardziej niż czegokolwiek. Byłyśmy na prowadzeniu, a na ogonach siedzieli nam ci goście. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Zabawmy się- powiedziałam do Jo. W szybkim tempie zmieniałyśmy biegi. Przejechałam pod ciężarówką i ją wyminęłam w tylnim lusterku widziałam jak ten gościu, którego nazwałam frajerem chciał powtórzyć mój trik, ale nie nadążył i tir po nim przejechał. Po jakiś 5 minutach zaczęły nas ścigać psy. Nosz kurwa myślałam, że nam ufają.  Wjechałyśmy na parking, a tu wszędzie łodzie. Ferrari, gdzie jesteś. Jest! Wysiadłyśmy, a Jo rozwaliła szybę. Otworzyłam je kulturalnie, a ona tylko wzruszyła ramionami. Wsiadłam do środka i zaczęłam szperać w schowku – nie ma
-Sprawdź w podłokietniku- według zaleceń mojej nowej kumpeli sprawdziłam.
-Jest- wysiadłam, a tu z jednej strony smerfy, a z drugiej nasi dzisiejsi rywale. –kłopoty- goście odjechali, a Jo zaczęła strzelać do mundurowych, późnej wsiadłyśmy do aut i pojechałyśmy zawieść przesyłkę. Po jakiś 10 minutach byliśmy już na terenie jego ogromnej posiadłości. Facet stał i klaskał.
-20 minut ładnie- uśmiechnęłam się lekko i rzuciłam mu szarą kopertę. Otworzył ją i wyjął z niej cygaro.
-Ryzykowałam życie dla fajek!?- warknęłam wściekła.
-Nie byle jakich są włoskie- uśmiechnął się. Zagryzłam wargę, jestem wściekła. – zapraszam na obiad- wskazał dłonią na wnętrze domu- Riley zaprowadź panie nad basen- kobieta przytaknęła, a my poszłyśmy za nią. Po krótkiej chwili byłyśmy nad basenem. klik. Usiadłyśmy przy stole, na którym były już cztery talerze oraz jedzenie. Na środku usiadł Paul, a my po bokach. – jedzmy- nałożyłyśmy sobie jedzenie i zajadałyśmy się. Było naprawdę pyszne. Moja komórka znowu zaczęła dzwonić- Katie odbierz- pokiwałam przecząco głową- nie muszę chyba ci mówić, że to irytuje każdego z nas?- zacisnęłam zęby i odeszłam od stołu i odebrałam.
(rozmowa, L- Louis, K- Katie)
K- Loui teraz nie mogę gadać
L- kręcisz z Harrym?
K- co?! Czy ty się czasem słyszysz!?
 L-odpowiedz- warknął
K- nawet jeśli to co?
L- tak czy nie!?
K- nie, na razie- rozłączyłam się. Czy ona jest aby na pewno normalny?! Jak może mówić takie rzeczy, przecież ja ledwo znam Harrego, a on mi… Grrr on to wie jak wyprowadzić człowieka z równowagi. Usiadłam do stołu.
-Chłopak?- uniósł na mnie brew Morris. Pokiwałam przecząco głową- to kto?
-Nie wiem kim dla mnie jest- znowu odezwał się mój telefon, tym razem SMS.
‘Przepraszam L’
‘Czemu mnie denerwujesz? K’
‘Czy to ważne? L’
‘Dla mnie tak K’
‘Lubie cie L’
‘;) K’
-Za dwa dni pojedziecie dostarczyć pieniądze na lotnisko, z moimi ludźmi, żebyście mnie nie wyrolowały- dołączyło do nas dwóch ludzi, to ten frajer i mulat. – a teraz uciekajcie- wstałyśmy i wyszłyśmy. Wsiadłyśmy do samochodów i pojechałyśmy. Obrałam kurs na warsztat Tej’ a. Parker bardzo się zdziwił na mój widok, ale pomógł i wypożyczył przyczepę.
-Tej potrzebujemy nowych wozów
-A te?
-Naszpikowane gadżetami federalnych
-Katie czy ty nie miałaś jechać do domu?
-Hobbs mnie zgarnął- uśmiechnęłam się krzywo. 
______________________________________
Ok ok mamy już 14 dodaje dzisiaj, bo byłam zwolniona na zawody ;p Pytanka:
1.  Kim jest rywal Louisa?
2. O jakim niebezpieczeństwie mówił Lou?
3. Czy Katie i Jo pomogą złapać Paula Morrisa?
4. Jak rozdział?
20 komentarzy= nowy rozdział!!
Zadawajcie pytania bohaterom i do nexta miśki ;**

sobota, 21 września 2013

13.



***
Obudziłem się i przeciągnąłem. Wyspałem się dziś. Spojrzałem na lewo, a tam nikogo nie ma. Gdzie Katie? Powoli zacząłem przypominać sobie wczorajszy dzień. Nazwałem ją puszczalską. Nie wprost, ale o to mniej więcej chodziło. Wkurwiłem się jak Zayn się do niej podwalał, jak szli na spacer. Czy to dziwne? Sądzę, że troche tak. Może jest na dworze, na tej niby plaży Parkera? Wciągnąłem na nogi spodnie i wyszedłem na świeże powietrze. Niestety nikogo nie było na piasku. Postanowiłem iść do garażu, ale tam też jej nie było. Chyba nie jest… nie wiem czy mi to przez gardło przejdzie. Na samą myśl, że może być z moim przyjacielem nosi mną, a ja mam ochotę obić mu morde. Wszedłem do przyczepy Payne’ a i Malika. Gadali o wczorajszym dniu. Liam leżał sobie na łóżku i podrzucał piłeczkę tenisową nad głową, a Zayn w łazience układał włosy.
-No i jak tam wczorajszy spacer?- zapytał rozbawiony Liaś, co jeszcze bardziej podniosło mi ciśnienie. Nie zauważył, że stoję w tym samym pomieszczeniu co oni?- uderzyliście w ślinkę?- powiedział przez śmiech. Miałem wielką ochotę się odezwać i powyzywać ich, ale chciałem też znać odpowiedź czy dotykał jej ust. Czy w ogóle ją dotykał, a nie ma takiego prawa. Nie pozwolę nikomu jej tknąć, skrzywdzić czy nawet całować. I nie, nie jestem zazdrosny. Z łazienki wyszedł mulat z chytrym uśmieszkiem na ustach, już miał się odezwać, ale zrezygnował, kiedy mnie zobaczył.
-No kurwa odpowiedz!- krzyknąłem.
-A co jesteś zazdrosny? – uniósł brwi ze zdziwienia.- wczoraj prawie przeleciałeś tą laskę, a teraz martwisz się o Katie? To dziwne, bo jakby ci na niej zależało to byś jej tego nie robił- odpowiedział z chytrym uśmieszkiem. Koniec, skończył się grzeczny Louis. Zacisnąłem dłoń w pięść i przywaliłem mu. Zachwiał się na nogach i mi oddał. Bolało jak cholera.
-Gdzie Katie?- powiedziałem przez zaciśnięte zęby w stronę Liama, na co wzruszył ramionami.
-Zayn ją odprowadził na jej łódź, a później tu przyszedł. Nie wychodził- powiedział znudzony. Zmierzyłem jeszcze wzrokiem Malika i wyszedłem. Kurwa gdzie ona jest!? Jestem mega wkurwiony na nią i Malika. Przecież nic nie zrobiłem, to wszystko ich wina. Siedziałem sobie na piasku, w tym samym miejscu, gdzie wczoraj z Katie. Poczułem czyjąś dłoń na ramieniu, miałem wielką nadzieję, że to James, ale niestety. Nikki przysiadła się obok mnie opierając głowę o moje ramie.
-Lou coś się stało?- pokiwałem przecząco głową, mimo, że było to kłamstwem. – mi możesz powiedzieć, a ja postaram ci się pomóc- przekręciłem głowę, żeby na nią spojrzeć. Blondynka uśmiechnęła się lekko, a później mnie przytuliła. – powiedz
-Nie ma Katie- westchnąłem i opadłem na piach.
-Co ci się stało w policzek?- dotknęła lekko opuszkiem palca lewą część mojej twarzy, na co syknąłem. Bolało. Zayn potrafi przywalić.
-Nic- warknąłem. – gdzie Katie?
-Nie wiem, była wczoraj z Malikiem, a ja z takim fajnym gościem- była mega podjarana, jak małe dziecko, które dostało lizaka. W jej wypadku jest to wyrywanie, albo zapotrzebowanie seksualne.
-Spałaś z nim?- spytałem wprost, a ona pokiwała przecząco głową. – jesteś wkurwiona, że Zayn był z Katie?
-Nie, ale ty jesteś- zaprzeczyłem. Nie jestem. Ona mnie nie interesuje. Jest obojętna. Nic dla mnie nie znaczy. Po chwili przyszedł Liam, Izzy i Zayn. Mierzyliśmy się wzrokiem i żaden nie chciał odpuścić. Ja na pewno tego nie zrobię i nie dam mu tej satysfakcji- Zayn co ci się stało?
-Nic-wysyczał, a jego głos był przepełniony jadem. – widziałaś Katie?- czułem jak mięśnie mi się napinają.
-Pojechała do domu- odwróciłem się i zobaczyłem Parkera, który w ręku trzymał świstek. Podszedł bliżej i podał mi kartkę.
‘Przepraszam Tej, ale muszę wrócić do domu. Wiem, że cię zawiodłam, ale muszę odpocząć i przemyśleć kilka spraw. Nie chcę też ściągać ICH uwagi na mnie, ani moich przyjaciół, bo to nie fair, żebyście cierpieli za moją głupotę. Wybacz…  Katie ;*’
Jaką kurwa głupotę, w co ona się wpakowała?! Z tego zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Otworzyłem wiadomość
‘Ładna ta twoja Katie jest tak urocza i seksowna. Szkoda, że taki dupek jak ty ją rani. Zaopiekuję się nią za ciebie B’
Ja pierdole kurwa mać! Zajebię go jeśli ją tknie. Niech nawet nie próbuje mnie wyprowadzać z równowagi. Już raz mu wjebałem, skoro chce dostać po mordzie drugi raz to dobrze trafił. Jeśli chce przeżyć –łapy z dala od Katie.
***
-Jestem głodna- mruknęłam po kolejnym z rzędu burknięciu w brzuchu. Napakowany mężczyzna pokiwał głową. Odchyliłam głowę do tyłu biorąc głęboki wdech- chcę jeść.
-Najpierw gadaj
-Nie powiem z pustym żołądkiem- niechętnie rzucił mi cheeseburgera z Mc’ Donalda, którego odwinęłam i zaczęłam jeść- pić- kiwnęłam ręką na dużą colę, którą miał zamiar pić jego partner. Opalony mięśniak popatrzył na niego wymownie.
-Nie ma mowy
-Daj jej to pierdolone picie!- wrzasnął, a ten drugi postawił przede mną napój. Zjadłam i wypiłam. – masz dziewczyno spust – tak Fast foody pochłaniam szybko. – więc pomożesz czy nie?
-Co dostanę w zamian?
-Co byś chciała?
-Uniewinnienia dla siebie i przyjaciół
-Kogo konkretnie?
-Cami Torres, Izzy i Nikki Swan, Zayna Malika, Liama Payne i…- zawahałam się. Zranił mnie, a ja chcę mu ratować dupe?! Jestem idiotką! Cholerną kretynką, która ma nie równo poukładane w głowie.
-Może jeszcze Louisa Tomlinsona co?- zaśmiał się, ale ja zachowałam powagę.
-Do tego mojego kuzyna i Adasia
-Zapomnij małolato- zadrwił, na co wzruszyłam ramionami. – zabierzcie ją stąd- dwóch mężczyzn w mundurach złapało mnie pod ręce i wywlekło z sali przesłuchań. Aktualnie przebywam na komisariacie, a federalni chcą, żebym im pomogła złapać jakiegoś biznesmena, który robi przekręty. Znając ich zaraz się złamią i przystaną na moją prośbę, a raczej żądanie. Zamknęli mnie w celi z jakąś dziewczyną. Była nawet przyzwoita. Brunetka o niebieskich oczach, ubrana w botki, krótkie szory, białą bokserkę, a na niej czerwona koszulka w kratę. Włosy opadały na jej ramiona. Usiadłam na dolnej pryczy, a później się położyłam głęboko wzdychając. Życie jest do dupy, a Louis to palant.
-Jestem Jo
-Katie miło cie poznać- mruknęłam od niechcenia. Przekręciłam się na lewy bok i tępo patrzyłam na ścianę za dziewczyną, która siedziała naprzeciwko mnie.
-Czekaj zgadnę ciebie też próbowali przekabacić, abyś im pomogła proponując uniewinnia, ale się nie zgodziłaś?
-Mniej więcej. Chciałam też uniewinnienia dla przyjaciół
-Po co? Gdyby byli twoim prawdziwymi przyjaciółmi nie zostawili by cie samej- w sumie to ma rację, ale oni nie wiedzą, gdzie jestem. Czy mogę ich winić za własną głupotę? Raczej nie. Teraz dzięki niej mam jeszcze więcej rzeczy do przemyślenia. Co wcale nie ułatwia mi sprawy, co mam dalej ze sobą zrobić. Załóżmy, że się zgodzę na tą ich propozycje, a co później? Co mam zrobić? Wrócić sobie tak po prostu do Los Angeles i wieść życie, które nigdy nie będzie normalne? Nie chcę tego. Bo wiem, że znów coś się spieprzy i stanie się coś, przez co będzie mi źle. Skąd to wiem? Dla mnie to tradycja, zawsze gdy jest dobrze coś się spieprzy. Z natłokiem myśli zasnęłam.
***
Dzwoniłem do niej, ale nie odbiera. No dobra rozumiem, że może być na mnie zła, ale powinna chociaż odebrać od Parkera, albo swojego kuzyna prawda? Przez to, że nie odbiera dalej utrwalam się w przekonaniu, że ten skurwiel coś jej zrobił. Postanowiliśmy wrócić do domu, do L.A. Muszę z nią pogadać, dowiedziałem się też, że dokładnie w San Diego jest jej dom za sprawą Eddie’ go. I dobrze, bo będę wiedział, gdzie jej szukać. Po drodze tam wstąpimy.
***
Może Jo ma rację? Może nie potrzebnie przejmuję się innymi? Powinnam myśleć tylko o sobie. Robić rzeczy, z których będę czerpać korzyści. Leżałam i dźgałam palcem w górną część metalowej ramy łóżka, na której leżał materac. Podniosłam się gwałtownie i zaczęłam chodzić po celi. Po prostu tak też mi się dobrze myśli.
-Przestań to robić- warknęła Jo. Zmarszczyłam brwi- nie zagryzaj wargi to wkurzające- zaśmiałam się pod nosem. Louis też tego nienawidzi. Jest przewrażliwiony na tym punkcie. Ciekawe dlaczego? Wróć Katie, wróć. Miałaś o nim nie myśleć, rób to co on i myśl tylko o sobie. Żeby tobie żyło się dobrze.
-Zgódźmy się na propozycje federalnych
-Zgłupiałaś!? I co chcesz później zrobić?- brunetka była zszokowana.
-Zapewne ten gość nam zapłaci, oni go złapią, a my zwiejemy z kasą, co powiesz na Wyspy Kanaryjskie?- uśmiechnęłam się szeroko zagryzając wargę. – otworzymy tam warsztat
-Dobrze kombinujesz- zeskoczyła z pryczy i podeszła do krat.- Hobbs! Chodź no, pilska mamy nowe warunki!- Luke powoli zbliżał się do naszego więzienia.
-Co?- mruknął jakby zmęczony użeraniem się z naszą dwójką. Otwarłam usta, żeby się odezwać, ale nie pozwolił – nie załatwię uniewinnień dla twoich przyjaciół Katie
-Nie, ale dla mnie i Jo tak jak się zgodzimy?
-W co ty pogrywasz?
-Nic, zgadzamy się- otworzył drzwi i nas wypuścił. Prowadził do pokoju przesłuchań. Usiadłyśmy na krzesłach, a on nam wszystko nakreślił. Co jak, kiedy i gdzie. Zajęło mu to godzinę- a auta?- zagryzłam dolną część ust.
-Katie do cholery- warknęła Jo, na co Hobbs zmarszczył brwi.- niech nie gryzie tej głupiej wargi- normalnie jakbym słyszała Louisa.
-Jutro będziecie miały wozy, będą tam GPS’ y, żebyście nas nie wyrolowały- przytaknęłam- na razie proszę- podał nam nasze telefony- twój cały czas dzwoni. Tomlinson.
-Niech się odpierdoli- zabrałam komórkę i zaczęłam przeglądać połączenia i wiadomości. 125nieodebranych od ‘Tommo ;)’ 10 wiadomości, 20 nieodebranych od ‘Tej ;p’ 21 od ‘Eddie ;]’ 12 od ‘Malik =]’  12 od ‘Nikki ;d’ 12 od ‘Izzy xd’ i 2 od ‘Liam ;3’. Liam to jedyny normalny, nie martwi aż tak. Znowu zadzwonił mi telefon, a na wyświetlaczu ‘Tommo ;)’. Odebrałam
(rozmowa, K- Katie, L- Louis)
K- czego przygłupie?
L- gdzie jesteś?- warknął
K- nie twój zasrany interes i nie dzwoń do mnie więcej. Zaynowi powiedz, że kurtkę mu oddam przy okazji- rozłączyłam się.
-Gdzie to niby ma być? – warknęłam w stronę Hobbs’ a, a po jego minie nie spodobał się mój ton. Mam na to wyjebane. Louis przegiął, to już nawet nie mogę się przejść na spacer z innym chłopakiem?! Sam prawie posuwał tą laskę na wyścigu, a teraz się wielce martwi pomyślałby kto. Phi mam to w dupie. Wstydzę się tego, że mu pozwoliłam się całować. Jestem bardziej wściekła na siebie niż niego, za to, że pozwoliłam aby zaszło to tak daleko.
-W Miami
-Jaja sobie robisz!? Jade stamtąd!
-Nie unoś się mi tutaj, bo to się źle skończy
-Tak, tak gróź mi dalej, a ja się tym wcale nie przejmę, bo zbyt dużo ludzi już to przed tobą robiło- wróciłyśmy do celi, a po chwili przynieśli nam duże cole z lodem i frytki. Po kolacji położyłyśmy się do łóżek. Mój telefon cały czas dzwonił, dlatego go wyciszyłam i włożyłam pod poduszkę. 
_______________________________
 Ok troche sie porobiło w tym rozdziale nie sądzicie? No ale mam dla was kilka pytań:
1. Zayn i Louis się pokłócili, ale dogadają sie?
2. Kim jest 'B'?
3. Katie i Jo dobrze zrobiły zgadzając sie na propozycje Hobbs' a?
4. Jo zaprzyjaźni sie z Katie?
5. Louis i Kat sie pogodzą?
6. Jak rozdział?

Od razu mówię, że NIE WIEM kiedy NEXT!!
Zadawajcie pytania bohaterom jeśli chcecie. 
Komentujcie bo to dla mnie dużo znaczy. Dzięki temu wiem, że wam sie podobają moje wypociny. 
Dzięki za poprzednie komy, wejścia. 
Głosujcie w ankietach.
Buźka miśki ;**