sobota, 3 maja 2014

34.


***
„Kto może obezwładnić siłę morza,
Która płynie w Twoich żyłach.
Ciepło słońca które weszło w Ciebie i
Nie pozostawia Cię w spokoju, kotku,
Kto może zatrzymać to co sprawia,
Że jak tańczysz , Twoje biodra tracą kontrolę (Sexi...!)
I ten ogień który płonie wewnątrz,
I powoli Cię zamienia w dziką bestię”

Razem z Zaynem byliśmy już w Niemczech, Rosji, Włoszech, Francji, Portugalii, Holandii, Danii, krajach skandynawskich, a teraz jesteśmy na Ibizie. Tańczymy w jednym z najlepszych klubów, popijamy drinki, czyli najprościej mówiąc korzystamy z życia jakie wygraliśmy! Naszych przyjaciół nie widzieliśmy dobre 6 miesięcy i szczerze mówiąc to stęskniliśmy się za nimi, dlatego jutro wracamy. Dziś natomiast jeszcze trwa, a muzyka jest zajebista.
-Chodź- mulat szarpnął mnie za rękę i wywlókł na balkon, na którym zaczął mnie namiętnie całować. Jego ręce spoczęły na moich pośladkach, które ścisnął, a po chwili siedziałam już na balustradzie.
-Jak spadnę to możesz się pożegnać z jajami- szepnęłam mu do ucha, na co się zaśmiał, a potem łapczywie wpił się w moje wargi. Całował z pasją i namiętnością, a ja oddawałam każdy z jego buziaków. A wiecie co jest najlepsze? To, że ludzie dookoła nas mają na nas wyjebane, moglibyśmy się tu teraz zacząć pieprzyć, a oni i tak mieliby to w dupie! Za to podziwiam tych ludzi, po prostu cieszą się życiem i żyją chwilą! W klubie grał zajebisty DJ, a my z Malikiem zajebiście się bawiliśmy.
-Chodź wracamy – wymruczał do ucha, zagryzając jego płatek. Zeskoczyłam z barierki i ruszyłam na równi z nim. Wsiedliśmy do wozu i pojechaliśmy do hotelu. Siedziałam na jego udach, a on prowadził i mnie całował. Droga zajęła nam 10 minut, a potem wsiedliśmy do windy, gdzie znowu zaczęliśmy lecieć w ślinkę. Zayn uniósł mnie za tyłek na wysokość swoich ust, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder. Złapał za moje włosy i pociągnął, odchylając moją głowę do tyłu. Przyssał się do mojej szyi zostawiając mi pamiątkową malinkę. Drzwi się otworzyły, a on nie przestając mnie całować kroczył do pokoju, co chwila obijając moje plecy o ściany. Kiedy dotarł pod nasz pokój otworzył drzwi i wszedł do środka. Nogą zatrzasnął drzwi i oparł moje plecy o nie. Oderwał się od moich ust i oblizał swoje wargi, po czym roztargał moją bluzkę, którą obwiązał moje nadgarstki. Ruszył w stronę wielkiego łóżka. Rzucił mnie na nie, a chwilę później leżał już na mnie. Przywiązał mi ręce do szczebli, a potem zaczął obdarowywać moje usta, szyję i dekolt pocałunkami, doprowadzając mnie tym samym do szaleństwa. Wiłam się jak szalona, a on wykorzystał moment i odpiął mój stanik. Za wszelką cenę próbowałam wyswobodzić ręce. Mulat zaczął pieścić moje piersi, tocząc kółeczka wokół sutków, a następnie w okolicach pępka. W błyskawicznym tempie pozbył się moich czarnych szortów z ćwiekami, pozostawiając mnie tylko w czarnych stringach. Wyswobodziłam jedną z rąk i złapałam go za koszulkę przyciągając do siebie.
Oddychaliśmy już zacznie szybciej. Stopy umieściłam na wysokości jego bioder i zsunęłam nimi jego spodnie, całując go zachłannie w usta. Nasze języki toczyły ze sobą walkę i w między czasie pomogłam mu zdjąć t-shirt. Malik wrócił do moich ud, których wewnętrzne strony zaczął całować. Jęczałam z podniecenia, co go jeszcze bardziej nakręcało. Włożył we mnie dwa palce i zaczął nimi poruszać, dając mi tylko namiastkę przyjemności. – krzycz- rozkazał, na co zaczęłam wykrzykiwać jego imię. Dawało mu to, tą cholerną satysfakcję. Po chwili wyjął swoje palce i znowu zaczął mnie całować, językiem masując moje podniebienie. Znowu korzystając z pomocy stóp pozbawiłam go bokserek. – Nikki –zaśmiał się, a potem zdjął i rzucił gdzieś moje stringi. Wszedł we mnie szybko, na co moje ciało wygięło się w łuk. Brunet sprawnie poruszał biodrami dając mi przyjemność. Jęczałam z podniecenia, a on dyszał. Jego zawsze idealnie ułożone włosy opadały mokre na czoło. Pieprzyliśmy się jeszcze długo tej nocy, aż w końcu wyczerpani zasnęliśmy wtuleni w swoich ramionach.
 ***
Rano obudziłem się w łóżku z Nikki. Blondynka leżała na mojej klacie spokojnie oddychając. Odgarnąłem jej włosy, na co się uśmiechnęła. Wiedziałem, że już nie śpi, dlatego ścisnąłem jej pośladek.
-Jeszcze ci mało?- zapytała nawet nie otwierając oczu. Zaśmiałem się i pocałowałem ją w usta.
-Ruszaj się, bo nam samolot ucieknie- niechętnie wstałem z łóżka i zabrawszy ubrania, poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, a potem ubrałem się. Zacząłem przed lustrem układać włosy, kiedy Swan weszła do łazienki ze swoimi ciuchami. Dziewczyna weszła pod prysznic, gdzie zaczęła się myć. Nie zwracając na nią najmniejszej uwagi, za pomocą żelu starałem się doprowadzić moje włosy do stanu przyjęcia.
-Dłużej się pindrzysz niż baba- skierowała do mnie Nikol, która właśnie ubierała na czerwony stanik krótki top, a na nogi czerwone stringi, jeansowe ogrodniczki.

-Nikki bądźmy szczerzy, ty to kochasz- stwierdziłem wychodząc. Zacząłem pakować swoje ubrania, a kiedy skończyłem dołączyła do mnie Nikki. Dziewczyna wrzuciła do swojej torby ubrania, a potem zeszliśmy na dół. W restauracji zamówiliśmy śniadanie. Zjedliśmy, a potem ruszyliśmy do wozu. Walizki wrzuciliśmy do bagażnika i pojechaliśmy na lotnisko. Blondynka siedziała na moich kolanach i całowała w szyję. Dobrze wiedziała, że lubię kiedy to robi. Po niecałych trzydziestu minutach byliśmy już na lotnisku. Przeszliśmy odprawę, a potem siedzieliśmy już w samolocie, który chwilę później wystartował. Przegadaliśmy cały lot, który wcale nie był spokojny. Jakiś szczeniak cały czas kopał mi w fotel, co powoli zaczynało mnie wkurwiać.
-Słuchaj smarku…- wrzasnąłem i wstałem, odwracając się do tyłu. Mały, tłusty rudzielec wpierdalał burgera, zupełnie jak jego ojciec z matką.
-Jakiś problem?
-Pilnuj pan dzieciaka, bo nie ręczę za siebie.
-Za grosz kultury, ta dzisiejsza młodzież- jego matka pokiwała głową z politowaniem.
-Słuchaj paniusiu, bo powtarzać nie będę. Jeszcze raz ten smarkacz kopnie mi w fotel, to…
-Malik zamień się miejscem- Nikki teraz klęczała na fotelu zupełnie tak jak ja.- sory za tego idiotę, ale krótko dzisiaj spał. – uśmiechnęła się sztucznie.
-Proszę pilnuj swojego niewychowanego, bezczelnego i aroganckiego chłopaka- baba skrzyżowała ręce pod wielkimi cyckami.
-Uważaj na słowa babciu- warknęła.- bo tylko ja mogę tak o nim mówić-wskazała na nią palcem, a potem zamieniliśmy się miejscami. Reszta lotu przebiegła spokojnie. Około godziny 20 byliśmy już na lotnisku w Rio de Janeiro. Taksówką dojechaliśmy pod nasz nowy dom. No, no, no Tomlinson się postarał. Zapłaciłem za nasz transport i weszliśmy do willi. Całe towarzystwo zamulało na sofie przed dużą plazmą.
-Tęskniliście za najseksowniejszym gościem we wszechświecie?- wszyscy odwrócili głowy, a Katie się szeroko uśmiechnęła. Wstała i podbiegła do mnie i Nikol, po czym mocno nas przytuliła. Przywitałem się z Izzy całując ją w policzek, a z chłopakami przybiłem sztamę. Resztę wieczoru spędziliśmy na opowiadaniu im o naszej wycieczce.
***
Rano Louis odwiózł mnie na lotnisko, ponieważ chciałam lecieć do Mediolanu, odwiedzić Cami. Lot minął mi spokojnie, a po wylądowaniu pojechałam pod akademik. Kulturalnie zapukałam, a po usłyszeniu pozwolenia weszłam do środka.

-Katie! –pisnęła i rzuciła się na mnie z przytulasami. – nawet nie wiesz jak się cieszę! Chodź- złapała mnie za nadgarstek i zaprowadziła na swoje łóżko, gdzie usiadłam. W jej pokoju siedziały jeszcze trzy dziewczyny. Dwie brunetki i jedna blondynka. – to Vicky, Madie i Liv, a to moja siostra Katie, ale gadaj co u ciebie- usiadła po turecku naprzeciwko mnie.
-No więc mieszkamy w Rio i nareszcie się układa, ale mam tylko jeden problem- blondynka zmarszczyła brwi.- tęsknię za tobą głupku- mocno ją przytuliłam. – idziemy się przejść?- Torres przytaknęła, a potem wyszłyśmy na świeże powietrze. Spacerowałyśmy po parku zajadając się lodami waniliowymi.
-A co u ciebie i tego idioty?- zignorowałam to, jak nazwała Louisa.
-Wiesz, ja chyba… - nie wiedziałam jak mam jej to powiedzieć.- no… bo… okres mi się spóźnia- dodałam ciszej.
-Jesteś w ciąży!?- wydarła się na co trzepnęłam ją w brzuch. – przepraszam. Byłaś u ginekologa? –pokiwałam przecząco głową. – Kat- jęknęła.- jutro pójdziesz, bo jestem umówiona na wizytę, ale ty z niej skorzystasz- pokiwałam przecząco głową.- musisz, chcę wiedzieć, czy jestem ciocią- wywróciłam oczami. Pochodziłyśmy jeszcze trochę, a potem wróciłyśmy do akademika. Wzięłyśmy po kolei prysznic, a potem poszłyśmy spać.
Rano obudziła mnie moja siostra, która była już gotowa do wyjścia. Z ubraniami poszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, a potem się ogarnęłam. Wsiadłyśmy do samochodu Torres i pojechałyśmy. Czekałyśmy cierpliwie, a kiedy nadeszła moja kolej cała podenerwowana weszłam do gabinetu. Lekarz nakazał mi podwinąć koszulę i położyć się. Nasmarował mi brzuch żelem, a potem zaczął badanie USG. Serce biło mi zdecydowanie zbyt szybko.
-No i co?- zapytałam niepewnie.
-Gratuluję Katie, zostaniesz mamusią- jasna cholera! Mężczyzna wydrukował, a potem podał mi zdjęcie. Zszokowana wyszłam stamtąd, a potem razem z Cami wsiadłam do auta.
-Kat i co ci powiedział?- blondynka była mega podjarana, ale ja tylko podałam jej zdjęcie.- Awww mały Tomlinson.
-Od kiedy lubisz Louisa?- zapytałam zdziwiona.
-Nie lubię, ale on cie uszczęśliwia, dlatego dałam mu szansę- przytuliłam przyjaciółkę, a potem wróciłyśmy do mieszkania. Zaczęłyśmy się przygotowywać do imprezy.       



***
Wpatrujesz się uparcie w sufit w ciemnościach
A w twoim sercu to samo uczucie pustki
Bo miłość przychodzi powoli, ale odchodzi tak szybko
Cóż gdy zasypiasz znowu widzisz ją
Ale nigdy jej nie dotykasz i nigdy nie możesz jej zatrzymać
Bo kochałeś ją zbyt mocno, bo bez reszty oddałeś się miłości”

Tommo, Liam i dziewczyny poszli do klubu, a ja zostałem, bo łeb mnie napierdala. Zszedłem na dół się napić, kiedy do domu weszła Katie. Brunetka była jakaś nieswoja i miała nieobecny wzrok.
-No hej- spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła, a potem podeszła i mocno się we mnie wtuliła. – ey, wszystko gra mała?- pokiwała przecząco głową. Odsunąłem ją od siebie na kawałek. – to mów co cie gryzie- dziewczyna złapała mnie za rękę i prowadziła w stronę stołu, gdzie usiadła na krześle, a ja naprzeciw niej.
-Louis mnie zostawi- stwierdziła, a potem starła samotną łezkę, która spływała po jej prawym policzku.
-Co? O czym ty gadasz Katie!?- czego ta dziewczyna się na jarała? Przecież Tomlinson ją kocha i chce dla niej jak najlepiej. Z jakiego powodu miałby ją zostawić? No chyba że…- zdradziłaś go?- zapytałem szeptem.
-Co!? Nie! Zayn oszalałeś!? Przecież ja go kocham!- uniosłem ręce w geście obronnym.
-Co niby czemu…- nie dokończyłem, bo podała mi kwadratową kartkę, która okazała się być zdjęciem USG.- jesteś w ciąży!? –zdziwiłem się.
-On mnie zostawi, kazał brać tabletki- brunetka rozpłakała się jeszcze bardziej. Nie lubię, gdy dziewczyny płaczą, a zwłasza takie ładne. – Zayn – jęknęła z bezsilności.- co ja mam teraz zrobić? Nie chcę go stracić- mówiła przez płacz. – proszę pomóż mi- patrzyła na mnie zapłakanymi oczami.
-Powiedz mu, tak będzie najlepiej.- już miała się odezwać, ale nie pozwoliłem jej. Teraz mówię ja.- mała prędzej czy później się dowie. Zresztą wiesz jak mówią, jak cie kocha… - przytaknęła, ale dalej lamentowała.- ja ci zawsze pomogę, bo jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się wspierają. -James obeszła stół i znowu się we mnie wtuliła. Moczyła mi koszulkę, ale ona może. Gładziłem jej plecy , mówiąc, że będzie dobrze. Usłyszeliśmy jak drzwi wejściowe sie otwierają, a reszta drze się wniebogłosy. Co to oznacza? Zalali się w trupa. – Katie powiedz mu teraz. Zobaczymy jak zareaguje, jest schlany, a jutro o tym nie będzie pamiętał.- Vexy przytaknęła i odsunęła się ode mnie. Zaczęła nerwowo strzelać palcami, a do kuchni wszedł Tommo. Od razu się uśmiechnął i zachłannie wpił w jej wargi. Dziewczyna odepchnęła go lekko, a potem wzięła głęboki wdech.
-Loui… bo… - szatyn zmarszczył brwi. Szczerze to już go sobie wyobrażam w roli ojca. Ten dzieciak będzie miał przerąbane jak coś spieprzy. Jak na przykład zawali szkołę, albo nie będzie go słuchał. Kat dalej mieszała się w swoich wypowiedziach, ale lepiej niech ona mu to powie.- je- estem w … no… bo ty… - wzięła głęboki wdech i zaczesała włosy do tyłu. – będziesz ojcem- mruknęła cicho.
-Puściłaś się z kimś!?- wrzasnął.
-Nie!- zaprzeczyła.
-Chcesz mnie wrobić w dziecko, jakiegoś makaroniarza!- wrzasnął, a ona cała rozryczana przywaliła mu siarczystego liścia, że aż odwrócił głowę.
-Jesteś podły!- wybiegła z kuchni.
-Suka- podsumował Tomlinson. Czy on słyszy co mówi? Dobra, spoko jest najebany, ale jutro będzie tego żałował, jak nie obudzi się obok Katie. Wyjął z lodówki piwo i usiadł na blacie. Oparłem się o blat stołu i patrzyłem na niego z obrzydzeniem. Serio, chciało mi się rzygać jak na niego patrzę. – co się gapisz?
-Pojebało cie czy jak?- uniósł na mnie brwi.- ranisz ją, a sam gadałeś, że ją kochasz!
-Bo tak było, dopóki nie wskoczyła do łóżka jakiemuś studencikowi- jego głos był mega opanowany.
-Myślisz, że Katie zrobiłaby ci takie coś!? Zdradzała z tobą Kai’ a! Kocha cie, a ty ją wyzywasz od dziwek i szmat!
-Bo taka jest.- nie wytrzymam z tym człowiekiem.- a może to twoje, co?!- zeskoczył z blatu i podszedł do mnie. – pieprzysz co popadnie, Nikki i inne laski. Katie też posuwałeś!?- przegiął. Zamachnąłem się i przywaliłem mu z pięści w ryj. Zachwiał się na nogach, a ja wyszedłem. –możesz sobie ją wziąć!- krzyknął za mną, na co uniosłem dłoń i pokazałem mu środkowy palec. Wróciłem do pokoju i położyłem się spać. Łeb mnie napierdala niemiłosiernie i jest gorąco. W brzuchu zaczynało mi się przewracać. Poderwałem się z łóżka i pobiegłem do kibla. Pochylając się nad sedesem zwróciłem wczorajszą pizzę.
     ***
Obudziłem się z potwornym bólem głowy. Katie nie było obok mnie. Czułem jak coś przy oku mi pulsuje, pewnie się wczoraj z kimś pobiłem. Nie pamiętam nic z wczorajszego wieczoru. Moje wspomnienia urywają się na tym jak poszliśmy do klubu. Pamiętam, że piliśmy, a jakaś laska się do mnie przystawiała, przelizałem się z nią, ale tylko to. Nie zdradziłem Kat, bo pocałunek to nie zdrada. Zwlekłem się z łóżka i poszedłem do kuchni. Wyjąłem z lodówki wodę, a z szafki tabletki, które zapiłem. Na tarasie siedziała Katie i paliła. Szybko do niej wyszedłem. Wyjąłem szlug z jej dłoni i wyrzuciłem.
-Co ty odpierdalasz?- zapytałem w miarę spokojnie. Nigdy nie paliła, a teraz co?
-Spierdalaj- powiedziała, a potem otarła mokre od łez policzki. Co ja jej znowu zrobiłem? Chyba, że dowiedziała się o tym buziaku z tą dziewczyną z klubu.
-Katie to dla mnie nic nie znaczyło, dla Nataszy też. Zwykły buziak- westchnęła głośno ze zdziwienia.
-I kto tu zachowuje się jak dziwka?- zapytała, na co zmarszczyłem brwi.
-O czym ty gadasz?
-Siemka mała- wyszedł do nas Malik. – jak tam, wyspałaś się?- brunetka pokiwała przecząco głową. Co tu się kurwa dzieje? Zayn usiadł obok niej, a następnie wyjął z paczki, leżącej obok mojej dziewczyny fajkę. Odpalił ją i zaciągnął się.
-Co jest grane?- zapytałem zmieszany. – i czemu tak cholernie boli mnie to oko?
-W przyszłości uważaj na słowa, bo przyjebie ci mocniej – warknął mój przyjaciel.
-Ty mi przywaliłeś!? – zdziwiłem się. Katie wstała i zabrała kubek, wróciła do kuchni. – co jej się stało? Czemu mówiła o dziwkach i czemu mi przyjebałeś?- starałem się być opanowany, ale miotało mną.
-Zachowałeś się jak złamas, należało ci się. – kurwa przejdź do sedna. Czemu Kat się do mnie nie odzywa, boże co za kretyn. – i jeszcze raz ona będzie przez ciebie płakać, jeszcze jedna powtórka z wczoraj- pobladł, a potem gdzieś pobiegł. Zrezygnowany zapaliłem szluga.
***
Niech sobie nie myśli, że mu wybaczę. Może zapomnieć też o tym, że powiem mu, dlaczego się nie odzywam. Jeszcze ten tekst, że lizał się z jakąś szmatą. Mógł to zostawić dla siebie. Zayn wybiegł jak pocisk z tarasu i pobiegł do łazienki, z której wyszedł po kilku minutach. Mulat wyglądał jak wrak. Ocierał dłonią usta. Usiadł przy stole i przeczesał włosy. Postawiłam przed nim kubek z ciepłą herbatą.
-Dzięki- posłał mi słaby uśmiech. – jak się trzymasz?
-Jakoś- wzruszyłam ramionami. – jak się czujesz?
-Żałośnie, całą noc w kiblu przesiedziałem i rzygałem, łeb mi chyba zaraz rozpierdoli- jęknął.
-Zrobię ci zupy- mulat uśmiechnął się lekko, a później na dół zwlekła się reszta. Louis wrócił do kuchni i podszedł do mnie z zamiarem pocałowania. – odpierdol się ode mnie- warknęłam.
-Przecież… mówię, że tylko ją pocałowałem.
-Nie o to chodzi pajacu- mruknął Malik.
-To mnie kurwa oświeć! Bo zaraz się wkurwię! – wrzasnął na cały dom. Zayn popatrzył na mnie i uniósł brwi, ale pokiwałam przecząco głową. – Zayn!- warknął, a potem odwrócił się w moim kierunku. – gadaj Katie- jego ton był przesiąknięty złością. – nie będę się domyślał.
-Masz poważny problem- stwierdziłam.- próbuję ci nie przeszkadzać, a po tym co wczoraj powiedziałeś, jak sądzę powinnam się wynieść.
-Co ty pierdolisz?! Co powiedziałem?!- wszyscy teraz patrzyli na nas. Harry zaprzestał głośnego mlaskania, Nikki zatrzymała rękę, w której trzymała kubek w połowie drogi do ust. Liam miał tak samo, tylko że w ręku trzymał kanapkę, a Bella? Ona przestała malować paznokcie. – Kat gadaj!- potrząsnął mną za ramiona. – no mów!
-Zostaw mnie!- pisnęłam, kiedy zbyt mocno zacisnął dłonie. Nie miał zamiaru tego zrobić, ale chwilę później Zayn go ode mnie odsunął. Następnie pobiegł do toalety.
-A temu co, w ciąże zaszedł?- zaśmiała się Nikki.
-Jest chory, jakbyś nie zauważyła!- warknęłam. – ale skąd mogłaś wiedzieć, przecież wszyscy go wczoraj olaliście i poszliście się bawić!- wpadłam w szał. Jeszcze nigdy, po wyjściu z domu dziecka mi się to nie zdarzyło.
-Wyluzuj, co ty okres dostałaś?- oburzył sie Liam.
-Nie, ale ty jesteś idiotą! – wkurwiona do granic możliwości wyszłam z kuchni. Ubrałam buty i ruszyłam w stronę drzwi, kiedy wpadłam na Zayna.
-Wyjeżdżasz- stwierdził, na co pokiwałam przecząco głową.
-Idę do sklepu. Jesteś chory, nie mogę cie teraz zostawić, co byłaby ze mnie za przyjaciółka?- zaśmiałam się nerwowo. Zabrałam torebkę i wyszłam. Wolnym krokiem ruszyłam do najbliższego marketu. Jestem wdzięczna Malikowi, za to, że się za mną wczoraj wstawił i dzisiaj też. Do wózka wrzucałam produkty, na zupę dla Zayna, a później za nie zapłaciłam. Z torbami poszłam do apteki i kupiłam mu jakieś proszki i tabletki. Wróciłam do domu, gdzie unosił się cudowny zapach. Zdjęłam buty i ruszyłam do kuchni. Tomlinson stał przy kuchence i coś gotował. Nie zwracając na niego najmniejszej uwagi zabrałam się za przygotowanie rosołu.   
____________________________________
OK  jejciu już 34 rozdział... dzisiaj będzie trochę inaczej, bo znów pojawiają sie pytania:
1. Co sie dzieje z Zaynem?
2. Louis w końcu dowie sie o co chodzi?
3. Katie mu powie, czy może wyjedzie? A może Zayn mu powie?
4. Jak rozdział?
Mam propozycję dla was, a mianowicie nowy rozdział może pojawić sie w przeciągu poniedziałku, wtorku lub środy, ale pod warunkiem, że będzie co najmniej 20 komentarzy!! 
Zadawajcie pytania bohaterom w zakładce. 
Buźka miśki ;**
P.S. zapraszam jeszcze na:
 

sobota, 26 kwietnia 2014

33.



***

‘Mamy gdzie iść, lecz świat rusza się powoli
Urodziłem się by wieść najlepsze życie.
Zmierzam po wszystko i tak, nie jestem tu by upaść.
Czy to dobre czy złe jestem gotowy bawić się przez resztę mojego życia.’

Obudził mnie zimny powiew powietrza. Letni wiaterek delikatnie muskał moje odsłonięte stopy. Niechętnie otworzyłam oczy, by dostrzec przede mną stojącą postać Zayna. Mulat głupkowato się uśmiechnął. Szybko podwinęłam nogi i szczelniej okryłam się kołdrą.
-Mamy gościa- mruknął niezadowolony- twój stary znajomy- zmarszczyłam brwi. Mam dużo znajomych, a on mógłby mówić jaśniej- wysoki, opalony mięśniak, łysy, dużo tatuaży…- zaczął wymieniać- no Katie wykaż chodź troche zaangażowania w kalamburach.
-Zayn skończ pierdolić- mruknął przez sen Louis, który przytulił się do mojego brzucha. Chłopak wywrócił oczami.
-Hobbs przyjechał i chce gadać z nami wszystkimi. Łaskawie ruszcie dupska, bo jeszcze nie mamy kasy, a ty- wskazał na Tomlinsona- jeszcze ‘królem’- zrobił cudzysłów w powietrzu- nie jesteś – wyszedł zamykając drzwi.
-O co mu chodził z tym królem?- zaśmiałam się pod nosem przeczesując dłonią włosy Lou.
-Nie wiem- ziewnął i jeszcze mocniej mnie objął. Jak mi się nie chce wstawać. Jeśli leniuchowanie z Louisem to grzech to mogę grzeszyć do końca życia. Jestem po prostu najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, bo mam najlepszego chłopaka no i oczywiście przyjaciół. No ale trzeba iść na dół zobaczyć czego chce Luke. Próbowałam się wyswobodzić, ale Tommo mi nie pozwalał się ruszyć. Wierciłam się i wierciłam, ale on nie popuszczał- Katie – warknął- leż poradzą sobie.
-Loui –jęknęłam- jestem ciekawa.
-Ciekawość Kat to pierwszy stopień do piekła- pacnął mnie w nos.
-I tak jedną nogą już tam jestem- zaśmiał się, a potem złączył nasz usta w pocałunku. Po chwili jednak odepchnęłam go i uciekłam do łazienki, zabierając po drodze ubrania. Wzięłam prysznic, a po nim wytarłam się. Ubrałam bieliznę, a następnie krótkie jeansowe szorty i bluzę Lou. Podsuszyłam włosy i je rozczesałam. Wyszłam z łazienki mijając się z szatynem. Zbiegłam na dół po schodach i udałam się do kuchni, gdzie wszyscy siedzieli. Zajęłam miejsce obok Liama na krześle.
-Witaj Katie- uśmiechnął się policjant. Zmarszczyłam brwi. Czy on udaje, że się cieszy na mój widok, czy może faktycznie mnie polubił? Nieważne.
-Hej Hobbs- odpowiedziałam niepewnie. Malik postawił przede mną talerz z tostami oraz sok pomarańczowy, za co podziękowałam mu uśmiechem. Puścił mi oczko, a potem wyszedł na taras. Mulat wyjął z paczki papierosa i włożył go do ust następnie odpalając. Zaciągnął się, a potem wypuścił biały dym.
-… dlatego radzę wam trzymać się planu. Rozumiemy się?
-Co? – zapytałam zmieszana. Nie słuchałam go, bo moja cała uwaga skupiała się na Maliku.
-Siema ludzie- Tomlinson cmoknął mnie w usta, a potem usiadł na moich kolanach. – jak ty to robisz, że wyglądasz lepiej w moich ubraniach?- zachichotałam pod nosem. Federalny odchrząknął głośno.
-Tomlinson jak sądzę ty jesteś tu szefem, więc cie ostrzegam jeden przekręt, a pójdziesz siedzieć- nie pozwolę mu wsadzić Lou do więzienia!
-Czekaj żebyśmy się zrozumieli…- powiedział przez śmiech- my działamy według własnych reguł. Nie wpieprzaj się w to, jeśli chcesz dostać Bragę jarzysz gliniarzu?- Luke uderzył dłońmi w blat i wstał mierząc mojego chłopaka piorunującym spojrzeniem. Tommo nie pozostawał mu dłużny.
-Nie kombinuj młody –wskazał na niego palcem- jeśli dacie mi Bragę to macie uniewinnienia.
-Jak chcesz go dostać, to się od nas odpierdol i pozwól działać- warknął wstając z moich kolan. Zmierzał w stronę Malika, który nadal zatruwał swoje płuca.
-Kiedy zamierzacie działać?- szatyn zatrzymał się, ale nie odwrócił się w stronę policjanta.
-Za niedługo, nie poganiaj i nie krytykuj naszych metod- wyszedł na taras. Gliniarz przeniósł swój wzrok teraz na mnie.
-Nie denerwuj go-mruknęłam niezadowolona.- i doceń, bo przystał na twoje warunki- wywrócił oczami, a potem skierował się w stronę wyjścia. Westchnęłam i zabrałam się za zjadanie śniadania. Po posiłku odstawiłam brudne naczynia do zmywarki i wyszłam do chłopków. Kiedy przekroczyłam próg ich wzrok padł na mnie i zaprzestali rozmowy. Troche mnie to zdziwiło, dlatego niepewnie podeszłam do Tomlinsona, który opierał się o werandę. Wspięłam się na nią i usiadłam. Malik spojrzał na niebieskookiego, a potem na mnie, po czym wszedł do środka. – stało się coś?
-Nie, a co niby miałoby się stać?- powiedział przez lekki śmiech, a potem podszedł do mnie. Oparł dłonie o moje uda po czym je rozszerzył i bardziej zbliżył się do moich warg. Wpił się łapczywie w moje usta, a nasze języki z czasem zaczęły współpracować. Oderwaliśmy się na chwilę, aby zaczerpnąć powietrza, a on oparł swoje czoło o moje. Nasze nosy się stykały- wiesz, że cie kocham?
-Serio?!- zdziwiłam się- myślałam, że tylko ja cie kocham, ale to bez znaczenia, bo…- przerwał mi buziakiem. Czułam jak się uśmiecha…    
***
Cały nasz plan pozostaje bez najmniejszych zmian. Tak jak ustalaliśmy, okradamy Bragę, a potem spadamy do Rio de Janeiro, a Hobbs może nas cmoknąć. Zresztą i tak musi nam dać te uniewinnienia, bo pomożemy mu udupić Bragę. Będziemy mogli bez przeszkód mieszkać w L.A. jednak Rio to nasze zabezpieczenie jakby coś mu się odmieniło. Za chwilę pojedziemy obczaić wszystkie zabezpieczenia jego kryjówki. Dokończyłem pić kawę, a potem pojechaliśmy w siedmiu pod wspomniane miejsce. Budynek był wielki.
-Ktoś tam musi wejść – zaczął Liam, a wszyscy spojrzeliśmy na Katie i Louisa.
-Nie ma opcji – pokręcił z dezaprobatą głową.
-Nikogo innego tam nie wpuszczą Lou, ja muszę- cmoknęła go w policzek, a potem ruszyła w stronę wejścia, zabrawszy wcześniej od Liama jakąś kamerkę. Wsiedliśmy do wozu i Payne włączył obraz. Widzieliśmy wszystko na co Kat nam pozwoliła. Szła przez korytarz kiedy jakiś facet ją zaczepił. Kątem oka widziałem jak Louis się spina. – Braga- brunetka spuściła głowę, ale chwilę później on uniósł ją za brodę.
-Vexy, mała gdzie się podziewałaś?
-J- ja- a miałam kłopoty- skłamała- muszę już iść- próbowała wrócić, ale szarpnął ją za nadgarstek, na co syknęła z bólu.
-Słoneczko ty moje już mi nie uciekniesz- uśmiechnął się chytrze. Zgaduje, że Katie była teraz podenerwowana. Tomlinson zaciskał natomiast dłonie na siedzeniu. – znowu będziesz dla mnie pracować…
-Nie chcę- mruknęła, a my usłyszeliśmy tylko trzask drzwi.
***
Nikt nie będzie jej mówić co ma robić! A zwłaszcza taki stary zboczeniec! Wyszedłem z auta trzaskając drzwiami i ruszyłem w stronę wejścia. Szybko znalazłem drogę do miejsca, gdzie była Katie i ten cały Braga. Facet zaciskał dłoń na jej nadgarstku.
-Kat- ich wzrok automatycznie powędrował na mnie- chodź wracamy do domu.
-Katie kto to?- zwrócił sie do brunetki, która przerażona swój wzrok utkwiła na mojej klatce piersiowej. – zadałem ci pytanie!- wrzasnął, na co ona pisnęła.
-To moja dziewczyna, więc łaskawie ją puść- warknąłem, a on się zaśmiał.
-Skarbie, a co z Kai’ em? Znudził ci się?
-Odpierdol się od niej- powoli traciłem cierpliwość. Zacisnąłem dłonie w pięści i zrobiłem kilka kroków na przód. – przeliterować!?
-Słuchaj smarkaczu…- nie dokończył, ponieważ przywaliłem mu. Katie znalazła się w moich ramionach. Zarzuciłem ramię na jej barki i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. James trzęsła się jak galareta.
-Ey mała – niepewnie uniosła na mnie oczy- on ci nic nie zrobi okay?- przytaknęła, a potem wsiedliśmy do wozu i pojechaliśmy do domu.
***
„Jeśli się nie zabijemy
Będziemy przywódcami zepsutej generacji
Jeśli nie oszukamy się
Czy uwierzą nam, jeśli powiemy im dlaczego
zabrnęliśmy za daleko?
Brnęliśmy za daleko
Czy goniliśmy królika w krainie czarów?
Tracimy sto wspaniałości
ale oni zrozumieją
To wszystko, by czuwać na długo”

To dzisiaj. Tego dnia okradniemy Bragę i raz na zawsze skończymy ze statusem tych złych. Będziemy żyć bez przekrętów, z czystym kontem i w nowym mieście, gdzie nikt nas nie zna. Cholernie się boję, że coś nam nie wyjdzie i będziemy żałować tego skoku. Arturo dobrze wie, że chcemy go okraść, dlatego zabezpieczył swoje pieniądze na komisariacie. To chore, że Louis i Zayn są aż tak bardzo zdeterminowani co do tego. Za wszelką cenę chcę kasy i życia jak lordowie. Do współpracy zaprosili też Scotta.
W salonie siedział Luke i słuchał naszego planu, który objaśniał mu Liam. Policjantowi zaimponowała cała akcja.
-O której macie zamiar działać?- Louis spojrzał na zegarek, a potem cmoknął mnie przelotnie w usta.
-Za jakieś pół godziny- wzruszył ramionami, a potem wstał z moich kolan i poszedł do góry, prawdopodobnie się ubrać, bo dopiero co wstaliśmy, a on paradował w samych gaciach, w ikonki Batmana. Czasami sama się dziwie skąd on bierze bokserki w takie motywy.
-Dobra- umięśniony mężczyzna wstał i wyszedł, a Malik z Liamem poszedł jeszcze sprawdzić wozy. Siostry Swan podobnie jak Loui też ruszyły się ubrać. Nie czekając dłużej ruszyłam za chłopakami do garażu. Obaj pochylali się nad maskami czarnych BMW.
-Co jeśli się nie uda?- zapytałam wprost, a dwaj przyjaciele spojrzeli na mnie ze zmarszczonymi brwiami.- jak ktoś zginie? Braga jest brutalny- jęknęłam. Naprawdę kocham ich. Są dla mnie jak rodzina i nie wiem, co bym zrobiła, kiedy któremuś coś się stało. Zayn i Liam są jak bracia, a Izzy i Nikki to moje siostry, Louisa kocham całym sercem. Ja nie chcę tracić tych osób.
-Ey Katie- Malik powoli zaczął podchodzić bliżej mnie.- po pierwsze nie panikuj, bo kiedy to robisz, gadasz stanowczo za szybko, jak wariatka. –zaśmiałam się pod nosem.- po drugie nasz plan przewiduje wszystko, a po trzecie nie zapeszaj – schował mnie w swoich silnych ramionach i przytulił, dodając otuchy.
***
Plan był prosty. Nie szło dostać się tam kulturalnie, dlatego Hobbs zrobił nam drzwi w ścianie za pomocą swojego Navistara MXT klik. To naprawdę dobre auto, kiedyś może kupię takie swojemu synowi, o ile przeżyję. Po wjechaniu do środka hiszpańscy policjanci zaczęli do nas strzelać, ale Luke i jakaś Riley nas osłaniali. Zapięliśmy z Malikiem tytanowe łańcuchy do sejfu, a potem wsiedliśmy do wozów i ruszyliśmy. Skurwiały sejf nie chciał się ruszyć, a my dodawaliśmy coraz więcej gazu. Opony zaczynały się jarać, co skutkowało smrodem i dymem dookoła nas. Po kilku próbach w końcu puścił. Wyjechaliśmy z budynku i po skręceniu w lewo wjechaliśmy na drogę. Kilkutonowy sześcian rozdupiał wszystko na swojej drodze. W pościg za nami ruszyli chyba wszyscy gliniarze w Hiszpanii. Strzelali do nas, zniszczyli nam wozy, ale nie zamierzaliśmy się poddać. Szczerze to mam Bragę w dupie, dla nas liczy się szmal. Za pomocą łoki toki Izzy podawała nam zalecenia dalszej drogi.
-Za dwie przecznice, w prawo- tak też zrobiliśmy. – wszystko zgodnie z planem, ściga was każdy przekupiony gliniarz Bragi- no i prawidłowo. – kilometr, a potem w lewo.
-Nie da rady młoda!- wrzasnął Malik do przenośnego radia.- kolczatka- pierdolone gnoje.
-W prawo Malik!- obaj skręciliśmy w prawo, a sejf rozjebał radiowóz.
-Yeah! – wydarł się mulat. Następnie nasz ładunek przyjebał w bank i doszczętnie go zniszczył.
-Rozjebaliście bank!?
-Izzy duzi chłopcy prowadzą- oburzył się mój przyjaciel. – jadą na nas Tommo.
-Uliczka na lewo- zasugerowała nasza blond nawigacja. – z południa jedzie za wami cała kawalkada.
-Po zewnętrznej – mulat przytaknął, a potem zjechałem na sąsiedni pas, który oddzielony był od drugiego przez skalne słupki, latarnie, ławki oraz drzewa. Sejf rozwalał wszystko na swojej drodze i zablokował kilka radiowozów. Zrobiliśmy totalną rozróbę w Hiszpanii, normalnie zajebiście. Gliniarze zaczęli do nas strzelać, co spowodowało, że rozbili nam tylnie szyby. Bez przesady te wozy nie kosztowały 2 dolary! Malik zaczął gwałtownie skręcać, a nasz ładunek spychał z drogi policyjne wozy. Yeah! Postanowiłem zastosować tą samą taktykę. Popatrzyłem na Zayna, który tylko z uśmiechem pokiwał pionowo głową. W lusterku wstecznym zobaczyłem jak Liam i Scott w radiowozach zaczęli nam pomagać. Uderzali w policjantów, którzy tracili panowanie nad swoimi autami i wjeżdżali w drzewa, latarnie lub inne budynki.- dzięki chłopaki.
-Czysta przyjemność- odpowiedział Scott.
-Macie 10 sekund przewagi, nie zjebcie tego- wywróciłem oczami, na słowa Belli. Że niby my mamy coś zjebać, tak? Heh, śmieszna jesteś dziewczynko. Wjechaliśmy pod most i właśnie teraz zaczęliśmy realizować nasz własny plan. W starej ciężarówce jechały Katie i Nikki, a prowadził ją Hazz. Zamieniliśmy sejfy i jechaliśmy dalej. Wjechaliśmy na drogę, która oddzielała dwa brzegi rzeki.
-Za dużo ich- powiedział Malik. Wiedzieliśmy, że Hobbs ma nas na podsłuchu, musieliśmy udawać.
-Odetnijcie sejf- Izzy zaczęła „panikować”.- i uciekajcie.
-Duzi chłopcy prowadzą Bella- warknął Zayn. Zahamowaliśmy i wykręciliśmy w stronę, z której przyjechaliśmy. Zaczęliśmy grzać wozy, wcisnęliśmy guziki od podtlenku azotu, aż w końcu ruszyliśmy z dęba. Już wiem, z czego Katie czerpie tą przyjemność, bo to jest zajebiste. – yeah, teraz też tak umiem- pokiwałem głową z politowaniem. Chcą nas zabić, a on cieszy się, z tego, że stanął dęba. Jechaliśmy na nich, po drodze kasując kolejne wozy ludzi Bragi oraz radiowozy. Tytanowe liny obcinały dachy samochodów. Strzelali do nas z karabinów maszynowych, a chwilę później lądowali w wodzie. – kurwa!- wrzasnął, kiedy lina łączące sejf z jego wozem pękła. Kilkutonowy sześcian pociągnął moje auto w powietrze, ale na całe szczęście zdążyłem wyskoczyć. Moje czarne BMW wbiło się maską w auto, w który jechał Braga. Wszystko się skończyło. Nikt nie zginął, co świadczy o tym, że Katie niepotrzebnie panikowała.
-Stój!- odwróciłem się i zobaczyłem, że jakiś murzyn mierzy do mnie z pistoletu. Chwilę później usłyszałem strzał.
-Myślałem, że nie masz pozwolenia.
-Bo nie mam- wzruszył ramionami mulat. Kilka metrów przed nami zatrzymał się Hobbs i ta jego partnerka, co jej Katie nie lubi. Przed jego nogi wyczołgał się Braga. Policjant wycelował i strzelił mu w brzuch.
-To za moich ludzi skurwielu- nawet na chwilę się nie zatrzymał. – narozrabialiście.
-Chciałeś Bragę, to go dostałeś. Teraz nasze uniewinnienia.
-Sejf zostaje- uniosłem brwi na Riley. – możecie o nim zapomnieć, a teraz spieprzać małolaty.
-Możesz mi naskoczyć- zaśmiałem się pod nosem na słowa przyjaciela, a potem wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.
***
Siedzieliśmy w salonie w ósemkę i dzieliliśmy pieniądze. W sumie wyszło po 256 623 486 dolarów na głowę. Bardzo się cieszę, że nikomu nic się nie stało.
-To co teraz będzie?- zapytała Katie.
-My zwiedzimy troche świata- Malik objął moją siostrę ramieniem, a ta uśmiechnęła się lekko i oparła głowę o jego tors.

-My z Katie kupiliśmy już dom w Rio.
-Jest dość duży, także spokojnie zmieścimy się w nim wszyscy- uśmiechnęła się lekko brunetka, całując lekko usta Tomlinsona. Spojrzałam na swojego chłopaka, który sprawdzał coś na laptopie.
-To my zamieszkamy z wami- powiedział po chwili- i otworzymy warsztat- przybił z Lou coś na miarę żółwika, ale to było bardziej przekombinowane. Wymyślili to już w podstawówce.  
-Harry?- Katie spojrzała na loczka z nadzieją w oczach, a on z uśmiechem pokiwał pionowo głową.
-Tylko chce najpierw skoczyć do domu. A ty Scott?
-Sie okaże – wszyscy ruszyliśmy do swoich pokoi i zaczęliśmy się pakować, później pożegnaliśmy się z Nikki, Zaynem, Scottem i Harrym, a sami wsiedliśmy do samolotu do Rio de Janeiro.
***
Około godziny 21 wylądowaliśmy. Pojechaliśmy do naszego nowego domu. Louis przeszedł samego siebie, bo ta willa jest ogromna. klik. Zaraz po przekroczeniu progu szatyn wziął mnie na ręce i wszedł po schodach, otworzył jakieś drzwi i rzucił mnie na łóżko, gdzie zaczął całować. Oddawałam każdy gest i pocałunek…
 ___________________________
Szczerze? To nawet lubie ten rozdział, ale to do was należy ostateczna ocena... bardzo sie cieszę, że wam sie podoba to opowiadanie i fajnie, że są też nowi czytelnicy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jaki mam zaciesz, gdy czytam wasze komentarze. Nie chce mi sie zadawać pytań, dlatego też ich nie piszę, ale jeśli wy jesteście czegokolwiek ciekawi to walcie śmiało do zakładki ;p 
Buźka miśki ;**
P.S. zapraszam na:

KOMENTARZ=MOTYWACJA=NOWY ROZDZIAŁ SZYBCIEJ