niedziela, 15 września 2013

12.



 ***
Katie mnie wkurwiła, nie jestem jej pieskiem na posyłki. Nikt nie będzie mi rozkazywał, a zwłaszcza laska. Nawet nie wie, jak mnie wkurza to jej przygryzanie wargi. Mógłbym coś teraz rozkurwić. Nie jestem bachorem, który musi się słuchać. Szedłem sobie brzegiem plaży, a dziewczyny pożerały mnie wzrokiem. Do uszu dobiegł dźwięk mojego telefonu, dlatego wyjąłem urządzenie z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. ‘Nikki ;)’ odrzuciłem połączenie. Teraz niech wszyscy dają mi święty spokój. Mam wszystkich dość. Usiadłem na skałce i rzucałem kamykami do wody, kiedy przypałętała się jakaś laska.
-Hej- zatrzepotała zalotnie rzęsami, a mi przypomniała się Katie dziś rano. Stop. Miałem o niej nie myśleć, ona mnie wkurwia. Wybić sobie ją z głowy. Ona nie jest dla mnie ważna.
-Siemka- mruknąłem i miałem nadzieje, że sobie pójdzie i da mi święty spokój, ale nie po co? Lepiej mnie dalej wkurwiać. Prawda? Tak jest o wiele lepiej! Kurwa!
-Mógłbyś mnie nasmarować?- wzruszyłem ramionami, a ona podała mi olejek. Posmarowałem ją, a później usiadła obok mnie i zaczęła się opalać. Czy tak trudno pojąć, że chcę zostać sam?! Specjalnie usiadłem na skałkach gdzie nie ma za dużo osób, nawet w pobliżu, a tu przychodzi taka blondynka z fajnym tyłkiem i idealnym ciałem. – jesteś z Miami?
-Nie z L.A.
-Co robisz wieczorem?
-Idę na wyścigi, miałem się ścigać, ale mnie wkurwili, dlatego nie mam zamiaru- uśmiechnęła się, a później musnęła palcami moje, które sobie leżały oparte o kamień. Spojrzałem najpierw na nasze ręce, a później na nią, a ta laska korzystając z chwili zaczęła mnie całować. Oddawałem każdy z jej buziaków, ale po chwili przestała. Nawet nie znam jej imienia, ale to mi nie przeszkadza.
-Mogę iść z tobą?- zmarszczyłem brwi- no na wyścig
-Jak tam chcesz- mruknąłem od niechcenia.
-Jestem Katie- o ironio! Boże drogi lubisz mnie dołowa prawda? To już kolejna Katie w tym miesiącu. Uśmiechnąłem się sztucznie.
-Louis- oblizała wargi i się zalotnie uśmiechnęła.
***
Kiedy doszliśmy do miejscówki Parkera postanowiliśmy znaleźć Vexy. Szukaliśmy jej wszędzie, ale nigdzie jej nie było, dlatego postanowiliśmy zapytać Tej’ a, albo Romana. Tego pierwszego nie mogliśmy znaleźć. Było już po 20 a Tomlinson gdzieś przepadł. Nagle z jednej z łodzi wyszedł Pearce, podeszłam do niego.
-Siemasz Izzy- uśmiechnął się- coś się stało?
-Właściwie to tak. Nie wiesz, gdzie szukać Katie?- uśmiechnęłam się lekko.
-W garażu Tej’ a robi przegląd- wskazał na blaszaną konstrukcję. Podziękowałam mu i razem z moją siostrą i chłopakami poszliśmy do wskazanego miejsca.
-Katie?!- krzyknęła Nikki, a po chwili usłyszeliśmy ciche przeklęcie, a później z pod Nissana Skyline GT-R 34 wyłoniła się postać brunetki ubranej w krótkie szory oraz samą górę od jej niebieskiego stroju kąpielowego cała umazana w smarze. Kątem oka widziałam ten błysk w oku Zayna.
-Co?- zapytała tym swoim słodkim głosikiem, po którym Louisowi mięknie serduszko. Osobiście sądzę, że ona jest lepsza od tych lasek, z którymi liże i zapewne robi coś jeszcze po wyścigach i na imprezach.
-Louis się odzywał?- pokiwała przecząco głową. – wiesz, że on teraz nie pojedzie?- dokończyła Nikol.
-To jasne, dlatego ja znowu pojadę i zgarnę szmal- uśmiechnęła się. Jest pewna siebie, no ale co się dziwić ma 17lat, a jest królową toru.
-Chcę to widzieć- uśmiechnął się chytrze Malik. Jest strasznym babiarzem. Najpierw ta laska z plaży, a teraz Katie. Jedno jest pewne jeśli się do niej zacznie podwalać, to Lou się wkurwi. Do garażu wparował Tej.
-Mała za pół godziny wyścig
-Spoko ile kasy na mnie obstawiłeś?- zatrzepotała rzęsami.
-50 patoli- puścił jej oczko i wyszedł.
-Dobra ja idę się ogarnąć- wskazała na swoje ciało, które było całe w smarze. Później wyszła łapiąc swoją bluzkę.
***
Zabrałam czyste ciuchy i bieliznę. Powędrowałam do łazienki. Zdjęłam brudne szorty oraz bikini, które rzuciłam gdzieś w kąt i weszłam pod prysznic. Odkręciłam zawory i zwilżyłam ciało. Umyłam się moim ulubionym żelem, a włosy szamponem, następnie spłukałam całą pianę. Wytarłam się ręcznikiem, a później ubrałam czarną bieliznę. Na nogi wsunęłam skórzane spodnie, bluzkę szeroką w ramionach z łbem tygrysa. Na stopy nałożyłam trampki od All Star. Na nadgarstek moja bransoletka z mottem oraz z ćwiekami. klik.  Włosy rozczesałam, lekko się pomalowałam i wyszłam z łazienki. Do torebki z napisem ‘hi’ włożyłam telefon i portfel. Wyszłam z łodzi i wsiadłam do auta. Przekręciłam kluczyk w stacyjce i ruszyłam w stronę miejsca wyścigu. Na komórkę przyszła wiadomość.
‘Za 4 minuty zaczynamy T’

Wcisnęłam gaz do dechy i zaczęłam wymijać inne samochodu, które spokojnie jechały drogą. Po jakiś 4 minutach byłam na miejscu. Ludzie zrobili miejsce, a ja przejechałam. Później wysiadłam z wozu i podeszłam do Parkera i Pearce’ a. Gadali coś, a ja błądziłam wzrokiem po ludziach szukając Louisa. Nigdzie go nie było, nie no chwila to jego zielone… dupek! Podły dupek! Niech się z tą dziunią… Aaaaałaaa! Jestem wściekła! Wkurwiona! Pogrywał sobie ze mną! Oszukał, bawił się. Zabijałam go wzrokiem i robiłabym to jeszcze przez dłuższy czas, ale ktoś trącił mnie w bok. Tym kimś okazał się być Tej, który kiwnął w stronę wozu. Jeszcze dzisiejsza noc i wracam do domu, do San Diego.
-Katie, co ci?- zapytał Eddie, na co potrząsnęłam głową, że nic. Troche mnie wkurwił tym, że dzisiaj rano i po południu mnie całował i to nie jak zwykłą kumpelę, tylko zachłannie i namiętnie, a teraz prawie gwałci tą wywłokę. – Kat- naciskał dalej żebym mu powiedziała.
-Nic mi nie jest – wsiadłam do wozu, a przed maskami stanęła jakaś dziewczyna i dała sygnał startu. Mimo, że byłam Nissanem wystartowałam z dęba, na co ludzie zaczęli krzyczeć. Byłam na prowadzeniu i nie zamierzałam nikomu pozwolić mnie wyprzedzić. Pokonywałam ostre zakręty, na których wykonywałam drift. Jechałam tędy wczoraj, więc wiem co i jak.  Pod koniec jakiś palant mnie wyminął. Wkurwiłam się, ale znając Parkera znów nakaże podnieść most. Tak się też stało, a ja wcisnęłam dwa guziczki i podobnie jak wczoraj wyminęłam gościa w locie i wygrałam. Różnica jest taka, że gość nigdzie nie wjechał. Wysiadłam z wozu, a Tej tylko się triumfalnie uśmiechnął. Po chwili poczułam, że tracę grunt pod nogami. Moment później znowu stałam na asfalcie. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayna, który się do mnie uśmiecha, a później pocałował mnie w policzek. Zarzucił ramie na moje barki i przytulił. Tej podał kasę i znowu odpaliłam mu działkę.
-Przejdziemy się?- szepnął mi na ucho, a ja przytaknęłam. Ruszyliśmy na spacer. Kiedy mijaliśmy Louisa był wściekły. Po 15 minutach wróciliśmy, a nikogo nie było. Robiło się zimno, dlatego Malik użyczył mi swojej kurtki, była o troche za duża. O mojego Nissana opierał się Hobbs. No kurwa pięknie.
-Cześć Katie- wysilił się na lekki uśmiech- czyżby wyścig?- uniósł brew i z uwagą mi się przyglądał.
-Przecież widzisz, że wracam ze spaceru. Nie ścigam się, chyba nie muszę ci przypominać co stało się rok temu?
-Wiesz, że ze mną się nie igra- wsiadł do swojego czarnego Range Rovera i odjechał. Napotkałam tylko na podejrzany wzrok mojego kolegi.
-To nic ważnego. Wsiadaj – wskazałam na auto, w którym po chwili siedzieliśmy. W krótkim czasie znaleźliśmy się u Tej’ a. Wysiedliśmy i każde poszło w swoją stronę. Rozmawialiśmy głównie o tym wyścigu. Weszłam na łódź i szłam w kierunku łóżka. A tu zgon, normalnie kurwica mnie zaraz trafi. Jest u MOJEGO przyjaciela, który dał MI tą łódź z TYM łóżkiem, a on prawie ją pieprzy. Odchrząknęłam głośno, a oni na mnie spojrzeli. – to nie hotel, wypad laluniu, bo chcę spać. Jego możesz zabrać ze sobą- uśmiechnęłam się sztucznie, a ona zabrała z podłogi bluzkę i wybiegła. –no co nie idziesz za swoją dziewczyną?- mój głos był przesiąknięty jadem. Nie zdziwiłam się kiedy za nią wyszedł. Rozebrałam się, by zostać w samych majtkach, a na górę wciągnęłam za dużą koszulkę Eddie’ go. Położyłam się do łóżka, a po chwili przyszedł Tomlinson. Położył się obok i jak gdyby nigdy nic mnie przytulił. Jaja sobie robi czy jak?! Zerwałam jego uścisk, który zacisnął na moim brzuchu i odrzuciłam jego dłonie. Przesunęłam się bliżej brzegu łóżka.
-Katie?- zapytał, ale się nie odezwałam- o co jesteś wkurzona? Sama zaczęłaś tą szopkę. Najpierw ja, później mój przyjaciel, kto następny?- zaśmiał się.
-Nie jestem taką dziwką jak ty- mruknęłam i przytuliłam się do poduszki. Matoł! Kto mu dał prawo, żeby mnie tak nazywać?! Za kogo się uważa!? Nie mogłam zasnąć, cały czas patrzyłam na mały zegarek, który stał na szafce obok łóżka. Czas tak się wlókł, że ledwo dotrwałam do szóstej rano. Wstałam i popatrzyłam na śpiącego Louisa. Później nałożyłam wczorajszą bluzkę i jakieś szorty. Pozbierałam klamoty i wyszłam. Szłam w kierunku biura Parkera i zostawiłam mu kartkę, że wyjeżdżam. Następnie wsiadłam w samochód i pojechałam do domu. Jechałam bardzo szybko, muzykę miałam włączoną na fula i otwarte okno. Na nosie były okulary. Aż tu nagle…
________________________________
Ox dodaje dziś, bo przez tydzień wątpię, że sie wyrobie. Tia uroki szkoły ;/ no ale pytania:
1. Katie wybaczy Lou, że ją zranił?
2. Zaynowi podoba sie Katie?
3. Louis jest wkurwiony na Zayna, za to, że spędził czas z James?
4. Jak rozdział?
Zachęcam do zadawania pytań dla bohaterów. Możecie pytać o wszystko. 
KOMENTUJCIE, bo to motywuje, obserwujcie. 
Dziękuję za komy pod poprzednim postem jesteście kochani <33
Buźka miśki ;**

środa, 11 września 2013

11.



   ***
Tak stało. Jak jeszcze raz nazwie cie ‘mała’ to go zajebie. Tylko ja tak mogę mówić, nikt inny. Boże co się dzieje?
-Nie- skłamałem. No bo co jej powiem, że jestem zazdrosny, chociaż nie jestem? Po prostu tylko ja tak do niej mówię. Do pomieszczenia wparowała Nikki.
-Chodźcie z nami na plaże, ale nie tutaj. Tam w okolice skałek
-No okay, tylko ubiorę strój
-Katie
-No weź to będzie odpoczywanie- ta jasne. Brunetka wyjęła z plecaka bikini i poszła do łazienki, a po chwili ja do niej wszedłem przebierając się w szorty. Szliśmy na nogach. Malik gapił się na Nikki, a właściwie to jej tyłek, a Liam z Izzy szli za ręce. Ja natomiast obejmowałem ramieniem Katie. Po 15 minutach doszliśmy na miejsce. Nie było tu prawie wcale ludzi. Laski zdjęły ubrania i położyły się na kocu, który rozłożył Liam. My też się rozebraliśmy. Liam i Bella leżeli na brzuchach. On miał ramie na
jej nerkach, a ona na jego szyi. Nikki też leżała na brzuchu, a Zayn? Jak to Zayn gapił się jej na tyłek. Katie odpoczywała na plecach, a ja kreśliłem palcem kółka na jej pępku, przez co chichotała pod nosem. Słońce grzało jak cholera i odbijało się w wodzie. Zebrało się troche więcej ludzi. –idziesz się kąpać?- Katie wstała i wystawiła dłoń w moim kierunku.
-Nie chce- mruknąłem, a ona tylko wystawiła język w moim kierunku.
-A wy?- blondynki wstały i ruszyły w stronę oceanu. Razem z Zaynem i Liamem, który właśnie usiadł zaczęliśmy się im dokładnie przyglądać. Zaczęły szeptać, a chwilę później, tuż przed wejściem do wody uniosły ręce ku niebu i zaczęły kręcić tyłeczkami. Zaśmiałem się pod nosem i wstałem. Ruszyłem
biegiem w stronę brunetki. Złapałem w pasie i wskoczyłem do wody zanurzając nas. Jedynym dźwiękiem jaki z siebie wydała był pisk. Wynurzyliśmy się, a ona chlapnęła mi wodą w twarz.
-No co? Przecież chciałaś się kąpać- powiedziałem przez śmiech.
-Głupek- teraz to ona też już się zaśmiała. Podszedłem bliżej i pocałowałem. Złapała za moją szyję i przyciągnęła mnie bliżej siebie. Przeniosłem ręce na jej pośladki, które na marginesie są zajebiste i uniosłem do góry. James oplotła nogami moje biodra, na co się uśmiechnąłem. Ruszyłem w głąb oceanu, a po chwili woda sięgała mi do pach. – co ty chcesz zrobić?
-Zawsze chciałem całować się pod wodą- po moich słowach zanurzyłem nas i złączyłam znowu nasze wargi. Oddawała każdy z moich pocałunków, a po chwili nasze języki toczyły ze sobą walkę.
***
Nie wiem czy on dalej ją urabia, czy się w niej zakochał. Jednego jestem pewien, a mianowicie, że Nikki ma seksowny tyłeczek i teraz pluska się w wodzie. Nagle poczułem dźgnięcie w bok. Spojrzałem na mojego ‘oprawcę’, którym okazała się był śliczna brunetka o idealnym ciele.
-Halo- zamachała mi ręką przed nosem- żyjesz?
-Tak- złapałem za jej kończynę, aby zaprzestała tego machania przed moją twarzą. – co chcesz?
-Żebyś nasmarował mi plecy- uśmiechnąłem się na te słowa. – więc?- uniosła jedną brew i wyglądała ślicznie.
-Siadaj- usiadła przede mną i podała olejek do opalania. Wycisnąłem troche na dłonie, którymi zacząłem wcierać w jej ciepłe ciało. Ona natomiast mruczała pod nosem. Posłałem Li triumfalny uśmieszek. Po jakiś 5 minutach skończyłem- okay – odwróciła się i uśmiechnęła.
-To może teraz ja cię nasmaruję- zaśmiałem się i pokiwałem głową z politowaniem. Zresztą co mi szkodzi. – to jak zgadzasz się?- zdaję sobie sprawę z tego, że ze mną flirtuje i podoba mi się to. Odwróciłem się do niej plecami, a po chwili czułem na ramionach jej ręce. Mógłbym przysiąc, że jej się to podoba bardziej niż mnie. Nie na każdym kroku spotyka się takiego gościa jak ja. Zajebiście umięśnionego, przystojnego i niegrzecznego. Laskom podobają się moje oczy, a ja to wykorzystuje, zrobią dla mnie wszystko. Masowała mnie jakieś 10 minut. Liam patrzył na mnie z nie do wierzeniem, aż do czasu kiedy podeszła do niego jakaś ruda lisica. Zaczęła z nim flirtować, ale jemu się to nie podobało, a mi? Powiedzmy, że miałem się z czego śmiać.
-Ja mam dziewczynę!- wrzasnął, a jej mina zrzedła.
-Nie wierzę- zachowywali się jak para szczyli.
-To patrz- wskazał na ocean, w którym kąpali się nasi przyjaciele. –ta ładna blondynka- wskazał na Izzy, albo Nikki, bo stały obok siebie.
-To udowodnij- skrzyżowała ręce na piersi, a Liaś wstał i pewnym krokiem ruszył w kierunku niebieskiej głębi. Pogadał chwilę z blondynkami, które w pewnym momencie wskazały na rudą kocicę. Izzy musnęła usta Payne’ a. Razem z moją towarzyszką wybuchnęliśmy śmiechem, a ona wkurwiona odeszła. Liam już do nas nie wrócił tylko zabawiał się z nimi w wodzie.
***
Kiedy już się wymoczyliśmy wyszliśmy do Malika, który wyrwał jakąś dupe, czy mi to przeszkadza? Nie wiem. Wiem natomiast, że Louis jest w końcu szczęśliwy przy Katie. Głupio mi po tym jak jej pojechaliśmy, w dzień kiedy jechała za Tomlinsona w wyścigu. Niby nam wybaczyła, ale nadal jest nam, a raczej mi głupio. Poopalaliśmy się jeszcze chwilę, a później poszliśmy do warsztatu Tej’ a, w końcu musimy zrobić przegląd dla Louisa. Pozbieraliśmy manatki i wróciliśmy w siódemkę, tak w siódemkę. Ja, Izzy, Liam, Katie, Louis, Zayn i ta jego wywłoka. Gadaliśmy o tym wyścigu, który organizuje Parker.
-Tylko uważaj, bo Tej zawsze ma coś w zanadrzu- uśmiechnęła się, przygryzając przy tym wargę. Kątem oka widziałam wkurzoną buźkę szatyna. Nienawidzi jak ktoś przygryza wargę.
-Co to znaczy, że ma coś w zanadrzu?- zapytała moja siostra. Wyjęła mi to pytanie prosto w ust, ponieważ też mnie to ciekawi.
-Wczoraj jego ludzie podnieśli most- wyszczerzyliśmy na nią oczy.
-O czym wy mówicie?- co za głupia kretynka. Zamiast patrzeć w te jego czekoladowe oczyska i podniecać się na widok jego buźki, klaty i całej reszty. Mogłaby słuchać, albo chociaż nie zabierać głosu.
-O wyścigach- wytłumaczył jej Malik.
-Ty też się ścigasz?- zatrzepotała rzęsami.
-Czasami- uśmiechnął się chamsko, a ona była cała w skowronkach.
-To może pojedziesz moim Nissanem?- zmarszczyłam brwi. On przeważnie jeździ zielonym Mitsubishi.
-Nie- skrzywił się.
-A jak coś się zjebie? To będziesz wracał z buta- skrzyżowała ręce na piersi i specjalnie zagryzła dolną wargę.
-Kat- warknął, ale ona nie ustąpiła- Katie- znowu na nią warknął- czy ty zawsze musisz mnie wkurwiać?!- wrzasnął i ruszył w przeciwnym kierunku. Wkurwił się na nią i nie dziwię się, zawsze tak reaguje, jak próbuje się nim manipulować lub narzuca mu się swoją wolę. Vexy posmutniała i przyśpieszyła kroku zostawiając nas samych.
***
Ja nie chciałam go wkurzyć, chciałam mu tylko dać mój samochód, żeby jego zajebiste Mitsubishi się nie rozjebało podczas wyścigu. Obraża się jak małe dziecko, które prosisz o posprzątanie pokoju. Denerwuje się i wpada w szał. Bez kitu. A myślałam, że jest inny. W naszym ‘pokoju’ wydawało mi się, że się martwi, ale się myliłam. Po prostu dalej mi nie ufa! Jest skończonym dupkiem. W końcu dobiegłam do warsztatu Parkera. Po przekroczeniu progu jego biura wpadłam w ramiona Pearce’ a, na którego ustach pojawił się chytry uśmieszek.
-No witam panią- po tym jakże oklepanym tekście uśmiech pojawił mi się na mordce. – w czymś mogę pomóc?
-Tak, na początek mógłby pan mnie puścić- Tej zaczął się śmiać jak idiota, a Roman od razu mnie wypuścił z uścisku- Tej masz butle z podtlenkiem?
-Jasne mała, a co Louis potrzebuje?
-On nie pojedzie, tylko ja
-A co z tym, że masz połamane żebra?- uniósł pytająco brew.
-Już wszystko jest dobrze, zresztą lekarz powiedział, że mogę- wzruszyłam ramionami. Parker wstał i poszliśmy do jego garażu, gdzie aktualnie stał mój Nissan. Podał mi dwie butle z N2O, a później powiedział, że idzie obstawiać. Zaśmiałam się i zaczęłam majstrować. 
_____________________________________
Ok no to tak mamy rozdział napisałam też już troche następnego, ale musicie mnie ZACHĘCIĆ!! Dobra pytanka:
1. Zayn i Nikki?? Love or friendship?
2. Liam i Izzy?? 
3. Katie i Louis najpierw całowanie później kłótnia. Będzie coś w ogóle z tego?? 
4. Lou lubi Katie czy tak jak twierdzi Zayn 'urabia ją'??
5. Jak rozdział?
Zachęcam do zadawania pytań bohaterom
To jak zrobicie to dla mnie i zachęcicie do dokończenia nexta?? Pokażcie na co was stać xd 
buźka miśki ;**

sobota, 7 września 2013

10.



***
Dobre jest to uczucie spełnienia. Czuję, że teraz jestem we właściwym miejscu. Jadę sobie autostradą 160 kilometrów na godzinę i byłam wolna, a po telefonie Louisa też szczęśliwa. Za godzinę powinnam być już w Miami, ale moja komórka znowu zadzwoniła. Przełączyłam na kierownicy i odebrałam włączając głośnomówiący.
- No co tam?
- Katie my idziemy coś zjeść, a ty?
- Nie Adaś ja nie chcę pa- rozłączyłam się i zwiększyłam prędkość. Po niecałej godzinie byłam już pod ‘posesją’ Tej’ a- jeśli posesją można nazwać obszar gdzie mieściły się garaże, parkingi, przyczepy. Miał też dostęp do plaży. Cool. Zaparkowałam na miejscu, które należało zawsze do mnie. Wysiadłam, a tu mi jakiś murzyn się pluje.
-Yo, Yo, Yo laleczko to nie parking- patrzyłam na niego z miną wtf!? Wyminęłam go i poszłam na tyły. Dostrzegłam mojego o 22 lata starszego przyjaciela. Siedział i liczył kasę, którą zgarną pewnie za wyścigi na skuterach wodnych. Rozmawiał też z jakimś gościem. Zaszłam go od tyłu i zasłoniłam oczy.
- Xoxo zgaduj kto!- zdarł moje ręce ze swoich oczu i obrócił się do mnie przodem.
- Katie, gdzieś ty była mała?- przytulił mnie mocno. Nie mogę pojąć dlaczego wszyscy mówią do mnie mała przecież mam 160 centymetrów wzrostu.
- Słyszałam, że potrzebujesz pomocy, więc oto jestem- rozłożyłam ramiona chcąc udowodnić swoją wielkość, nie tą w centymetrach, ale czynach i osiągnięciach.
- Yo, ludzie to moja Katie, dziś się ściga, a ja stawiam na nią 20 patoli
- Przyjmuje- powiedziało w tym samym czasie dwóch gości i jedna dziewczyna. – ta małolata nigdy nie wygra – prychnął pod nosem jakiś blondasek.
- Tej zgłupiałeś!?- trzepnął go w ramię jakiś murzyn.
- Stary ona jeszcze nigdy nie przegrała- bo się jeszcze zarumienię, tak mi pochlebia. Hahaha. Resztę dnia pędziliśmy na plaży, a później przyjechał Adaś, Eddie i Ally. Około 21 pojechaliśmy na miejsce wyścigów. Tej pozbierał kasę, a wysoka i szczuła dziewczyna ubrana w szorty, które z ledwością zakrywały pośladki, oraz górę od bikini wyszła przed samochody, których silniki już warczały.  Uniosła ręce w górę, a później opuściła. Ruszyliśmy, jakiś afro- Amerykanin mnie wyprzedził, także byłam druga. Próbowałam go wyprzedzić, ale cały czas mnie blokował. Chwilę późnij przyśpieszył, ponieważ wcisnął jeden z guziczków od N2O (podtlenek azotu). Zmieniłam bieg i wcisnęłam więcej gazu, później kolejny bieg, aż zatrzymałam się na piątym. Ostry zakręt, na którym wykonałam drift i go wyprzedziłam, jednak nie na długo. Od mety dzieliło nas jeszcze troche kilometrów.
-Pokaż na co cie stać- mruknęłam. Znając Tej’ a ma coś jeszcze w zanadrzu. Nie byłby sobą, gdyby czegoś nie wymyślił. Nagle most zaczął się unosić. A nie mówiłam? Mój rywal wcisnął drugi i ostatni przycisk od dopalaczy, ja jeszcze chwilę poczekałam. Na liczniku miałam już 160 wcisnęłam oba czerwone przyciski na mojej kierownicy. Wbiło mnie w fotel i kierowałam się prosto na most. Gość przede mną wzniósł się w powietrze, a ja kilka sekund po nim. Przeskoczyłam przez jego wóz i finisz bejbe! Dojechałam pierwsza do mety. Zrobiłam kilka kółeczek dla szpanu i wysiadłam. Ludzie stali w osłupieniu przednich wyszedł Tej i ten jego przyjaciel. Parker podszedł do mnie i przytulił, a później wręczył forsę. Druga przyjechała ta dziewczyna, a ten oszołom, który na początku był pierwszy gdzieś wjechał. W sumie miałam teraz w rękach 140 000 dolców. Ode mnie 20 000$, po 20 patyków od każdego, który się ścigał, czyli z moimi jest już 80 000$. Tej też dał taką samą kwotę no i jeszcze ci dwaj, z którymi się założył. Przeliczyłam i wręczyłam mu 70 000$.
-Uczcie się to się nazywa wzajemny szacunek – zamachał kasą przed ich nosami, a ja zachichotałam. Do uszu dobiegł dźwięk kogutów policyjnych, a wszyscy zaczęli wsiadać do samochodów i odjeżdżać. Na szczęście uciekliśmy. Wróciliśmy na posesję Parkera i usiedliśmy do kart.
***
Około szóstej rano dojechaliśmy pod warsztat tego Tej’ a. Wysiadłem, a za mną moi przyjaciele i weszliśmy na ten teren. Zaraz przyszedł jakiś Chinol i zaczął się pluć, że nie mamy tu wstępu.
-Zawołaj Katie- warknąłem. Nie lubię jak ktoś wkurza mnie z samego rana. – no już- dodałem tym samym tonem. Gościu poszedł, a chwilę później z przyczepy wyszła urocza brunetka, w majtkach i za dużej koszulce. Włosy sterczały jej na wszystkie strony, ale dodawało jej to tylko uroku.
-Loui- pisnęła i zaczęła biec w moim kierunku, a później rzuciła mi się w ramiona i mocno przytuliła. Po chwili jednak odepchnęła mnie troche i spojrzała marszcząc brwi i przygryzając tą cholerną wargę. Kurwa. – co tu robisz? Znaczy robicie? – spojrzała za mnie, a później spuściła głowę w dół dokładnie lustrując bose stopy.

-Katie chcieliśmy cie przeprosić- zaczęła Izzy.
-Źle cie oceniliśmy- dopowiedziała jej siostra.
-A ty pomogłaś Louisowi- dodał Malik.
-Wybaczysz nam?- zapytał z nadzieją Liam, a ona tylko do nich podeszła i przytuliła. Uśmiech wkradł mi się na usta.
-Co tu się dzieje?- wyszedł do nas jakiś murzyn, a za nim kolejny. Popatrzyłem niepewnie na Kat, która się do nich promiennie uśmiechnęła. Troche mnie to wkurwiło, ale się nie odezwałem. –Katie?- uniósł na nią brwi, a ona zachichotała pod nosem, który zmarszczyła jak królik. To zupełnie tak samo jak czytała tą kartkę od tej całej Camili.
-To moi przyjaciele Tej. Dałbyś im trzy przyczepy?- zatrzepotała rzęsami, a on się uśmiechnął.
-Dla ciebie wszystko mała- mała?! Kurwa tylko ja tak do niej mówię. Tylko ja tak mogę. Zacisnąłem dłonie w pięści. – to trzy?- Katie już chciała coś powiedzieć, ale ją uprzedziłem.
-Dwie, ja śpię z Katie- facet się tylko uśmiechnął, a James dziwnie na mnie spojrzała.
-Chodźcie- ruszyliśmy za nim. Pokazał nam co gdzie jest, a później wypożyczył za darmo dwie przyczepy moim przyjaciołom. Kat ruszyła prawdopodobnie do swojego tymczasowego miejsca zamieszkania, więc poszedłem za nią. Weszliśmy do środka, a ona rzuciła się na łóżko. Zrobiłem to samo, z tym wyjątkiem, że ona leżała na brzuchu, a ja na plecach. Szturchnąłem ją lekko, ale nie zareagowała, dlatego zrobiłem to jeszcze raz.
-Przestań- warknęła, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Dźgnąłem ją jeszcze raz- Loui- lubię kiedy tak do mnie mówi. Powtórzyłem czyn- no kurwa mać- podniosła się i usiadła na mnie okrakiem- przestań- powiedziała już łagodniejszym tonem.
-Czemu?- uśmiechnąłem się, na co zagryzła wargę. Znowu- przestań- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Teraz to ona się uśmiechnęła.
-Sam to zacząłeś- po raz kolejny zagryzła dolną część ust. Szybko się podniosłem i teraz ja górowałem nad nią. Pocałowałem, na co się troche zarumieniła.
-To ty dokończ-  uśmiechnęła się lekko, a później oplotła swoimi nogami mnie w pasie, złapała za moją szyję i przyciągnęła do siebie łącząc tym samym nasze usta w pocałunku. Oddawałem każdy. Zacząłem błądzić rękoma pod jej koszulkę, ale natknąłem się na chropowatą część. Odsunąłem się od niej. Miała zmieszaną minę. Zrobiłem jej krzywdę, to przeze mnie ma złamane żebra. Boli ją, ale udaje, że wszystko jest w porządku.
-Loui coś się stało?- usiadła po turecku naprzeciwko mnie. Po dłuższej chwili pokiwałem pionowo głową. Wzrok miałem wlepiony w jej klatkę piersiową. Też tam spojrzała- mnie już nie boli
-Nie kłam- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. – wiem, że cie boli
-Nie boli- z ciszyła ton. – przecież nic się nie stało
-Skrzywdziłem cie- mruknąłem, ale usłyszała. Szybko mnie przytuliła, co jest dziwne jak dla mnie.
-Nie prawda, to ja szłam środkiem…
-Nie kończ. Powiedz szczerze czy cie boli
***
-Przecież mówię, że nie. Dziś o 10 idę do lekarza, żeby zdjął opatrunek- Tomlinson patrzył na mnie podejrzanym wzrokiem. Przybliżyłam się i pocałowałam go w kącik ust. Uśmiechnął się lekko. Siedzieliśmy tak i gapiliśmy się sobie w oczy. Jego są takie jak woda na wyspach kanaryjskich. Piękne i hipnotyzujące.
-Czemu wyjechałaś?- dłonią gładził mój policzek- Sam coś ci zrobił?- pokiwałam przecząco głową- jeśli cię szantażuje, to go zabije. Tylko…
-Loui przestań. On mi nic nie zrobił. A wyjechałam, bo chciałam troche odreagować ja… to było niesamowite jak za ciebie jechałam, czułam się jak kiedyś, jak przed śmiercią Kai’ a- na twarzy szatyna pojawił się grymas. – kiedy on zginął obiecałam sobie, że już nigdy nie wsiądę do samochodu
-To czemu to zrobiłaś?- zmarszczył brwi.
-Dla ciebie- uśmiechnął się i mocno mnie do siebie przytulił. Siedzieliśmy tak aż do czasu, gdy do naszej przyczepy nie przyszedł Tej i Roman, który jest kolegą Parkera.
-Katie pojedziesz dziś też?
-Że niby gdzie?- warknął Louis.
-No w wyścigu
-Ona nie pojedzie, bo ma połamane żebra- przyciągnął mnie do siebie mocniej. Martwi się o mnie, to słodkie, ale nie może za mnie decydować.
-Loui, ale ja obiecałam- westchnęłam- zresztą mówiłam ci, że dziś zdejmują mi…
-Ja pojadę- wciął mi się w zdanie.
-Słuchaj nie znam cie, nie wiem jak jeździsz, nie chcę stracić forsy jak przegrasz- Tej już powoli tracił nad sobą panowanie. Nigdy nie widziałam go wkurzonego, bo on zawsze jest wesoły i żartuje.
-Mówi ci coś Ksywka Tommo?- uniósł na niego brwi, a Parker pokiwał przecząco głową. – to sobie sprawdź i przyjdź jak się zastanowisz, bo Katie nie pojedzie- moi przyjaciele wyszli, a ja mordowałam go wzrokiem. –no co?- westchnął i opadł na łóżko. Nie zwracając na niego uwagi poszłam do łazienki, gdzie się umyłam, a następnie ubrałam w krótkie jeansowe szorty i zwiewną bluzkę w kropki odsłaniającą brzuch. Na stopy ubrałam sandałki. klik. Lekko sie pomalowałam, a włosy tylko rozczesałam. Wyszłam z łazienki i mało nie dostałam zawału.
-Głupek- podsumowałam. Louis stał przy drzwiach i mnie wystraszył. Później wszedł do łazienki, a po 15 minutach wyszedł. Ubrany był w szorty i koszulkę na szerokich ramionach. Włosy miał jeszcze mokre, ale i tak wyglądał bosko… znaczy normalnie. Przyzwoicie.  Złapał mnie za dłoń i wyszliśmy na dwór. Mieliśmy jeszcze sporo czasu, dlatego zaciągnęłam go na tą mini plażę Tej’ a. Usiedliśmy na piasku i tępo gapiliśmy się w przestrzeń. – Loui?- zaczęłam niepewnie.
-Nom- mruknął pod nosem. Nic nie powiedziałam, bo nie wiedziałam jak to ująć w słowa. – mała coś się stało?- teraz na mnie spojrzał.
-Przytulisz mnie?- zaśmiał się pod nosem i usiadł za mną obejmując mnie swoimi ramionami. Kiedy mnie przytula czuję się inaczej bezpiecznie, ale przez to też się boję, że stracę go. Co jeśli moja przeszłość da o sobie znać? Jeśli Emily się znowu przyczepi to się chyba powieszę. Zrobi wszystko, aby mnie pokonać i zniszczyć. Ona lubi patrzeć jak cierpię. Kiedy jeszcze pracowałam dla jej ojca, aby zrobić mi na złość, to podwalała się do Kai’ a. Suka. Nie chcę, żeby znowu wyprowadzała mnie z równowagi. Nie chcę, aby dowiedziała się, że zależy mi na Louisie. Błękitnooki oparł podbródek o moje ramię i muskał moją szyję, co wywoływało uśmiech na mojej twarzy.
-No siemka ludzie- obok nas usiedli Zayn i Izzy. – a wy to co się tak migdalicie?- Malik poruszał śmiesznie brwiami.
-Powiedział gość, który nie wie jak wyznać Nikki miłość- odezwał się Tommo, na co z Izzy się zaśmiałyśmy. – która godzina?
-9.45, a co?- zmarszczyła brwi Bella. Loui wstał, a później podał mi dłoń, którą pochwyciłam i również przeniosłam się do pionu.
-Jedziemy do lekarza- odpowiedział jej, a później szliśmy w kierunku samochodu. Otworzył mi drzwi zielonego Mitsubishi, a ja wsiadłam. Zamknął drzwi, a następnie zajął miejsce ze strony kierowcy. Uruchomił silnik i ruszył z piskiem opon. Jechał jak zwykle szybko- kto cie nauczył tak jeździć?- wiedziałam, że prędzej czy później o to zapyta.
-Sama się nauczyłam. Kiedyś dla zabawy ścigałam się z moim kuzynem i dodałam zbyt dużo gazu pierwszy raz stanęłam dęba, później robiłam to za każdym razem, to taki mój znak rozpoznawczy- zaśmiał się pod nosem.
-Ile miałaś lat?
-No cóż jeśli chodzi o mechanikę to zaczęłam w wieku 13lat, a o wyścigi to 15. A ty jak to się stało?
-Podobnie jak ty, ale miałem 16lat. Zamiast iść do szkoły wolałem siedzieć w warsztacie z Zaynem, Liamem, Izzy i Nikki. Z tym wyjątkiem, że one wtedy jeszcze chodziły do szkoły. Mieszkaliśmy wtedy w Santa Barbara. Pewnego razu usłyszałem rodziców jak rozmawiają. Mój ojczym zmuszał mamę, żeby wysłała mnie do szkoły o zaostrzonym rygorze, gadał też, że rodzice Zayna, dziewczyn i Liama też się nad tym zastanawiają. Wiele razy miałem kłopoty, wiesz za bójki i inne takie.- on się przede mną otworzył. To niesamowite.
-A twój tata?- pokiwał głową, że nie powie. Może jeszcze nie jest gotowy? Rozumiem go i nie zmuszam. Jak będzie się czuł na siłach to powie.
-A twoi starzy?
-Moja mama mieszka w San Diego, a ojciec, który oddał mnie do domu dziecka w Bakersfield. – nawet się nie zorientowałam, kiedy byliśmy już pod szpitalem. Wysiedliśmy, a Loui zamknął auto. Weszliśmy do środka. Poszliśmy do recepcji, gdzie stała jakaś rudowłosa kobieta, z okularami na nosie. – dzień dobry
-Witam, imię i nazwisko
-Katherina James
-Przykro mi, ale…- wyjęłam w jej stronę banknot studolarowy- będziesz pierwsza- zachichotała, a ja z nią z tym, że ja ją przedrzeźniałam. Weszła do gabinetu, a za chwilę poprosiła mnie. Usiadłam na kozetce, a doktor, który był bratem tego mojego z L.A. zaczął wypytywać o co chodzi. Nakreśliłam mu sytuację, taką samą jak jemu bratu. Zdjął mi te bandaże i zrobił prześwietlenie.
-Katie – westchnął- musisz jeszcze kilka dni odpocząć
-Ja nie chcę- mruknęłam. Mężczyzna wyszedł, a po chwili wrócił z Louisem, co on kurwa mi tu odpierdala?! Pojebało go czy jak?!
-Dopilnuj chłopcze, aby jeszcze kilka dni odpoczywała
-Ona będzie odpoczywała- przytaknął, a później wziął mnie na ręce i szedł w stronę wyjścia.
-Loui puść, ja mogę sama iść
-Masz odpoczywać
-Ale chcę iść- nie słuchał mnie. Utworzył drzwi i usadowił mnie na miejscu pasażera. Usiadł ze swojej strony i zawiózł nas do Tej’ a, który siedział na środku placu z kolegami i grał w karty. Szatyn niósł mnie do ‘naszej’ łodzi, gdzie aktualnie mieszkaliśmy, ale zatrzymał go Parker.
-Ey Louis- niebieskooki odwrócił się, a na twarzy miał grymas. – chcesz się ścigać?
-Zależy
-Od?
-Kasy?
-Ey spoko żartuje. Katie ile na niego postawić?- zaczęłam się zastanawiać. Spojrzałam na Tomlinsona, który patrzył na mnie z uniesionymi brwiami. – 20 patoli ja też postawię 20. Znajdź jeszcze jakiś gości i się z nimi załóż. On wygra- cmoknęłam go w policzek, na co się uśmiechnął.
-Trzymam cie za słowo mała- czułam jak mięśnie Louisa się napinają, a na jego buźce widniał sztuczny uśmieszek. Ruszył dalej, kiedy byliśmy już w środku położył mnie na łóżku i usiadł obok. Był zły.
-Coś się stało?
_________________________________
Dobra mamy już 10 dzięki za komentarze, bo one dla mnie bardzo dużo znaczą. Okay no to teraz pytania:
1.  Louis ma wyrzuty sumienia?
2. Co sie odbędzie podczas wyścigu?
3. Louis otworzył sie przed Katie, zaufał jej?
4. Jak rozdział? 

Zachęcam do zadawania pytań bohaterom, na które z miłą chęcią udzielę odpowiedzi. 
Mam nadzieje, że rozdział wam sie podoba. 
Zachęcam do komentowania i obserwowania, jak również głosowanie w ankietach. 

Buźka miśki ;**