wtorek, 20 sierpnia 2013

2.



- Hej- zmarszczyłam brwi- przyniosłem ci telefon i bluzę- podał mi moje rzeczy i patrzył znacząco na Cami, co sugerowało, że chce aby zostawiła nas samych. Dziewczyna poszła dalej malować.
- Dzięki za to- uniosłam bluzę i komórkę. Czekałam tylko na to, aż wyjdzie- to cześć- chciałam zamknąć drzwi, ale zastawił je nogą. Otworzył szerzej brązowy prostokąt i wszedł do środka.
- Słuchaj ja naprawdę nie chce mieć kłopotów, więc radzę ci nikomu o tym nie mówić
- Przestań mnie w końcu straszyć i zrozum, że ja się ciebie nie boję- szatyn momentalnie przyparł mnie do ściany i przyciskając z całej siły moje nadgarstki do tej samej powierzchni co plecy.
- A powinnaś- całe nadgarstki mnie bolały, ale nie dam mu tej satysfakcji, z tego że sprawia mi ból. – i pamiętaj o tym, że jeśli coś powiesz…
- Katie- Camila stała jak zamurowana.
- Powinieneś już iść- zwróciłam się do niebieskookiego, który poluźnił uścisk, a później już puścił.
- Dobranoc – rzucił na odchodne i wyszedł. Wróciłam do kuchni, a Cami za mną.
- Katie- zabrałam się za malowanie- Katie – starałam się ją ignorować- Katie do cholery!
- Co?! No co Cami?!- nie wytrzymałam i wybuchłam.
- Znowu się mieszasz w kłopoty! Wiesz kto to był?!- a niby skąd mam wiedzieć jak on ma na nazwisko? Dupek mnie potrącił, a teraz mi grozi. Pokiwałam przecząco głową- Louis Tomlinson
- Ten Louis Tomlinson?- zapytałam zdziwiona. Słyszałam o nim. Też jest mistrzem, a właściwie to mówili na niego król wyścigów, ciekawe czy jeszcze się ściga?
- Tak ten. Co on od ciebie chciał?
- Nic
- Katie
- Nie wiem, przywiózł mi tylko telefon i…
- To on cie potrącił, a teraz ci jeszcze grozi
- Nie
- Katie ty nie potrafisz kłamać!- to nie prawda! Umiem, ale ty twierdzisz, że nie potrafię, bo mnie znasz na wylot!
- Daj mi dzisiaj już spokój okay?!- wściekła poszłam do swojego pokoju. Rozebrałam się i wskoczyłam w piżamę. Położyłam się wykończona spać, ale nie mogłam zasnąć, bo jak co noc wspomnienia uderzyły ze zdwojoną siłą. W oczach znów zaczęły zbierać się łzy, których już nie tamowałam i pozwoliłam im spływać po moich pliczkach. Do uszu dobiegł dźwięk telefonu, który po chwili pochwyciłam.
„Wszystko gra? Louis”- skąd ten kretyn ma mój numer? Debilko on miał w domu twój telefon cały dzień. Z małą nutką zawahania odpisałam.
„Ta, chyba K”
„Przepraszam za tamto L”
„Nie szkodzi i obiecuje, że nie powiem K”
„Mam nadzieje L”
„Dobra wiesz co? Nie mam ochoty dziś z tobą nawet pisać. Bo do ciebie nie dociera. Dobranoc K”- co za dupek. Wyłączyłam komórkę i włożyłam pod poduszkę. Przytuliłam się do mojego misia, którego dostałam od Kai’ a i zasnęłam. Obudziłam się jak zwykle cała przepocona, krzycząc ‘Kai!’. To chore. Nagle poczułam silny ból w okolicach żeber i brzucha. Wstałam z lekkimi trudnościami i stanęłam przed lustrem. Uniosłam koszulkę  i zaczęłam się przeglądać. Na plecach miałam siniaki, a żebra całe obite. Bolało jak cholera z każdym chodź by najmniejszym ruchem. Nie wytrzymam, a rano muszę iść do pracy. Jakoś doszłam do pokoju Cami i z wszystkich sił próbowałam ją obudzić, po długich próbach w końcu się udało.
- Katie co ty tu robisz?- powiedziała zaspanym głosem.
- Boli mnie- jęknęłam. Dziewczyna poderwała się i dokładnie mnie lustrowała. Pokazałam jej ślady na żebrach.
- Louis ci to zrobił?!- wrzasnęła, aż przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
- Nie
- Katie
- Nie Cami, ja teraz mówię prawdę. Tylko, że ten ból jest nie do wytrzymania
- Chodź zawiozę cie do szpitala- ziewnęła. Pokręciłam przecząco głową. – Kat nie wydurniaj się idziemy- szarpnęła mnie za dłoń co sprawiło jeszcze większy ból. Co się do cholery dzieje?! Blondynka nie czekając na jakąkolwiek reakcję oraz sprzeciw z mojej strony wpakowała mnie do swojego samochodu i zawiozła do szpitala. Przyjęli mnie od razu i zawieźli na obserwację. Kurwa przecież ten psychopata mnie zabije!
- Katherina tak?- zapytał wysoki, szczupły mężczyzna w kitlu z moją kartoteką przerywając mi tym samym dokładne lustrowanie jego gabinetu, w którym właśnie siedziałam.
- Katie- poprawiłam, a on nakazał mi podnieść koszulkę i zaczął mnie badać. Kiedy sprawdzał okolice żeber syknęłam z bólu. Powiedział, że zaraz zrobi mi prześwietlenie i powie co mi jest. Stanęłam za monitorem, a on z uwagą przyglądał się moim kością.
- Więc Katie masz połamane żebra. Miałaś może jakiś wypadek?
- Nie, nie pamiętam- brązowowłosy lekarz założył mi opatrunek i nakazał odpoczywać przez 2 tygodnie. Ta leżeć i nic nie robić. Ja muszę pracować z czego mam się niby utrzymać? Człowiek musi pracować, zresztą większość kasy daję na biednych i chorych, domy dziecka. Tak, tak ja Katie James bezuczuciowa suka, która ‘z premedytacją’ zabiła swojego chłopaka, którego kochała całym swoim głupim sercem. Facet wypisał mi receptę i posłał przyjazny uśmiech. Podziękowałam i poszłam do przyjaciółki, która siedziała na korytarzu i przeglądała jakiś magazyn.- Cami jedziemy?
- Co powiedział lekarz?
- Nic
- Katie- warknęła, na co wywróciłam oczami. Ona mi nie odpuści.
- Mam połamane żebra
- To Lou…
- Nie. Po prostu zawieś mnie do apteki, wykupię te cholerne tabletki przeciwbólowe, coś na spanie i wracamy do domu- blondynka westchnęła i zawiozła mnie do wspomnianego miejsca, zakupiłam leki i pojechałyśmy do domu. Wzięłam kapsułki i położyłam się spać. Zasnęłam niemalże od razu.

***
Co ten dupek zrobił Katie? Ja rozumiem, że nie chce, aby wchodziła mu z buciorami w życie, ale żeby od razu łamać jej żebra?! Za kogo on się ma?! Pierdolony sadysta! Zaraz po upewnieniu się, że moja siostra śpi pojechałam pod adres tego kretyna .Waliłam wściekła w te cholerne drzwi mając cień nadziei, że może tym rozładuję emocje, które teraz we mnie się kłębiły. Wściekłość była głównym uczuciem. Klamka powędrowała w dół, a drzwi po chwili się otworzyły. Przede mną stał ciemny blondyn, który wyglądał jakby ktoś zakłócił mu spokojny sen. Niech się nie dziwi, gdyby jego przyjaciel nie znęcał się nad moją przyjaciółką, nie byłoby mnie tutaj.
- Stało się coś?- ziewną.
- Tak stało się, gdzie ten dupek zwany Louisem?!- warknęłam.
- Śpi- wyminęłam go w drzwiach i weszłam do środka- tamte drzwi- wskazał na wejście do jego pokoju. Wpadłam tam niczym błyskawica. Szatyn spał. O jak mi przykro, że muszę go obudzić, bo wygląda tak niewinnie. Pomyślałby kto. Phi.
- Wstawiaj pajacu!- wrzasnęłam, a chłopak momentalnie poderwał się z łóżka. – teraz mów prawdę i tylko prawdę. Czym ci Katie podpadła?!
- Kim ty do cholery jesteś!? –teraz to on krzyczał. Nie dam mu satysfakcji, bo się go nie boję. Jest zwykłym szajbusem z problemami psychicznymi. – mam w dupie Katie, ma tylko trzymać język za zębami!
- Jesteś naprawdę jakiś pierdolnięty!
- Zamknij pysk księżniczko i wyjazd z tego domu!- wypchnął mnie z pokoju.
- Jeśli jeszcze coś jej się stanie to sama zgłoszę to na policję!- był wściekły, co wywnioskowałam po tym jak jego mięśnie się napinają, a dłonie zaciskają w pięści.
- Nie odważysz się- warknął.
- Chcesz  się przekonać?! Jeśli nie chcesz mieć problemów, to się od niej odpierdol, wystarczy, że była już w szpitalu.- wyminęłam go zostawiając osłupiałego wraz z jego przyjaciółmi. Wyszłam z ich domu i pojechałam do siebie i Katie. 
____________________________
Drugi rozdział za nami, jakiś taki nie ten teges według mnie. Ale co tam mam do was kilka pytań:
1. czy Louis przejmie sie na prawde tym, że Katie ma połamane żebra?
2. co sądzicie o reakcji Cami, na to, że Katie zadaje sie z Louisem? 
3. czy Cami zgłosi Louisa na policje?
4. podoba wam sie chociaż ten rozdział?
5. jak tam wakacje?
buźka miśki i do następnego ;**
 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Zwiastun!!

Mam dla was zwiastun zrobiony przez Claudię z http://zwiastuno-mania.blogspot.com/. Za co bardzo jej dziękuję, bo mi sie bardzo podoba ;p


sobota, 17 sierpnia 2013

1.



***
- Kai!- obudziłam się z krzykiem i cała przepocona. Od roku mam ten sam koszmar. Co noc budzę się z krzykiem. Najgorsze jest to pieprzone poczucie winy, bo to moja wina, że on nie żyje. Zabiłam najważniejszą osobę w moim życiu. Otarłam wierzchem dłoni łzy spływające po policzkach. Już nigdy nie wsiądę do samochodu i nie wystartuję w wyścigu. Teraz muszę troche odreagować. Jestem wykończona, jeszcze nie miałam takiej nocy- oczywiście po wypadku-, której się wyspałam. Zawsze to samo. Widzę jak umiera, a później jego duch i wszyscy dookoła mówią ‘to twoja wina’, ‘ jesteś mordercą’, ‘on mógł żyć, ale myślałaś tylko o sobie’. Na końcu zawsze pojawia się jego matka i policzkuje mnie, nie boli tak mocno jak jej słowa ‘gdybyś nie mieszała się w jego życie, Kai by żył i miał cudowną przyszłość, ale musiałaś go zabić. Jesteś zwykłą szują’. Widziałam ją na pogrzebie Kai’ a była zrozpaczona, straciła jedynego syna, przez idiotkę, która chciała dobrze. Uniosłam się na łokciach i spojrzałam na zegarek. Zajebiście 2.12. Wygrzebałam się z łóżka i wyjęłam z garderoby fioletową bluzę z uszami kota, których nie lubię. klik. Ubrałam ją na ramiona, a na stopy wsunęłam ciemnobrązowe emu. Muszę się przejść. Do kieszeni włożyłam komórkę i wyszłam. Starałam się być cicho, żeby nie obudzić Cami. O 10 muszę iść do pracy. Nałożyłam kaptur na głowę i wsunęłam ręce do kieszeni. Szłam środkiem drogi, ponieważ o tej porze ulice Los Angeles były puste, aż dziwne, ale tak właśnie było dziś. Moją głowę cały czas zaprzątały wspomnienia i przeszłość, od której nie potrafię uciec. Nagle do uszu dobiegł charakterystyczny warkot silnika, odwróciłam się, a zza zakrętu wyjechało zielone Mitsubishi Eclipse. klik. Sparaliżowało mnie, a samochód jechał szybko. Potem poczułam tylko uderzenie…
Obudziłam się na skórzanej kanapie. Podniosłam się, ale chwilę później tego pożałowałam, bo poczułam straszny ból w okolicach żeber.
- Jak się czujesz?- usłyszałam i znów podjęłam próbę podniesienia się udała się. Oparłam się i odszukałam nadawcę tych słów. Na fotelu siedział szatyn z kwaśną miną, który mierzył mnie wzrokiem, jakby jego wzrok mógł zabijać już dawno byłabym w kostnicy. Na drugim fotelu siedział ciemny blondyn, który patrzył na mnie z troską. – więc?- zapytał po raz kolejny ciemny blondyn.
- Do- dobrze- powiedziałam niepewnie- tylko bolą mnie żebra- skrzywiłam się.
- Nic dziwnego Louis cie potrącił- powiedział mulat, który podał mi szklankę z wodą. Napiłam się troche zwilżając tym samym gardło.
- Jakby nie szła środkiem drogi nie byłoby problemu- warknął jak mniemam Louis.
- Przestań- został skarcony słownie i wzrokowo- a tak w ogóle to jestem Liam
- Zayn- wystawił w moim kierunku dłoń mulat. – a Louis to on- wskazał na szatyna, który dalej nie spuszczał ze mnie wzroku. – a ty?
-Katie, która jest godzina?
- 10. 20- stwierdził Louis. Podniosłam się szybko, co okazało się być błędem, gdyż zakręciło mi się w głowie i gdyby nie szafka, na której stała lampa przewróciłabym się.
- Odpocznij dziewczyno. Sorry że nie zawieźliśmy cie do lekarza, ale jesteśmy na warunkowym- uśmiechnął się lekko Liam i wzruszył ramionami.
- Spoko, ale ja muszę już iść
- Dobra decyzja, odwiozę cie- Louis poderwał się z fotela i w mgnieniu oka znalazł się przy drzwiach, które otworzył na oścież. Nakazał ręką, abym wyszła. Ruszyłam w jego stronę i wyszłam, a on za mną trzaskając drzwiami. Nakazał wsiąść do auta, a sam wsiadł z drugiej strony. Jechał szybko i w absolutnej ciszy. Jedynym odgłosem były nasze oddechy i warkot silnika. Według moich zaleceń i instrukcji zajechał pod moje i Cami mieszkanie. – ta, to idź już- wywróciłam oczami i już miałam wysiadać.
- Nie mam telefonu
- Poszukam go i przywiozę wieczorem. Może być?- powiedział jakby znudzony. Przytaknęłam – a i jeszcze jedno- zacisnął swoją dłoń na moim nadgarstku, aż syknęłam z bólu- nie waż się nikomu mówić o tym, że cie potrąciłem.
- Powiedziałam, że nie powiem. Na razie i nie zapomnij o mojej komórce- wysiadłam trzaskając drzwiami. Podeszłam do drzwi, ale były zamknięte. Zapomniałam kluczy, a Cami pewnie była już w pracy. Przytrzymałam się drzwi, ponieważ po raz kolejny zachwiałam się na nogach. Odwróciłam się i zobaczyłam, że chłopak jeszcze nie odjechał. Niewzruszona szłam do centrum ludzie, których mijałam patrzyli na mnie jak na idiotkę i szczerze mówiąc to nie dziwię się, bo mam na sobie tylko piżamę. Weszłam do garażu Matta i Tomasa. Camila już tam była. Ich wzrok powędrował na moją osobę, a później zaczęli się śmiać jak nawiedzeni. – bardzo śmieszne- powiedziałam z nutką podenerwowania w głosie.
- No okay haha okay powiedz gdzie ty byłaś wieczorem?- wydukała pomiędzy napadami głupawki moja najlepsza przyjaciółka.
- Nie chcesz wiedzieć- machnęłam ręką i poszłam się ubrać w kombinezon. Już miałam ściągać koszulkę, w której zwykle sypiam, ale przypomniało mi się, że nie mam na sobie stanika. Wskoczyłam w kombinezon zakładając go na piżamę. Wróciłam do nich, a oni czekali wyczekująco na moją opowieść, kiedy znowu zakręciło mi się w głowie. Pierdolony dupek mógłby patrzeć jak jeździ. W mgnieniu oka zostałam złapana przed upadkiem przez Tomasa.
- Katie spowiadaj się tu szybko- nakazał Matty. Wywróciłam oczami i zasiadłam na ławce.
- Wieczorem nie mogłam spać i poszłam się przejść. Potem ktoś… -zawahałam się powiedzieć czy nie? Z jednej strony to troche boję się tego psychopaty, który jest bezuczuciowym dupkiem, a z drugiej dlaczego mam kłamać przyjaciołom? Z resztą co on mi może zrobić? To on  mnie potrącił, to przez niego jestem cała poobijana i cały czas kręci mi się w głowie ten to naprawdę ma nierówno pod sufitem.
- Więc…- naciskała Cami.
- Zostałam potrącona, ale nie gadajcie nikomu, bo sami wiecie jaka jest sytuacja- nie wspominałam wcześniej, ale też miałam małe kłopoty z policją. Kiedy mnie wypuszczali powiedzieli, że jak coś przeskrobie to nie będzie za ciekawie z moją przyszłością i w mojej kartotece zajdą pewne zmiany. Wszystkie moje przewinienia mają z policyjnej bazy danych. Startowanie w nielegalnych wyścigach, narkotyki i inne. Tylko, że normalnie są zapisane pod moim pełnym nazwiskiem, które brzmi Katherine Sophie James. Mam głupie imię, którego szczerze nienawidzę. To samo imię nosi moja babcia, która zawsze mnie urażała tą swoją gadką ‘Victoria jesteś taka pomocna i kochana, Katie mogłabyś brać przykład ze swojej kuzynki’ oczywiście moja kuzynka jest siostrzenicą mojej mamy, bo ona i ciocia to siostry. Mam też kuzyna, który jest synem brata taty-Adasia, on jest kochany. Zawsze służył radą i pomagał. Rok temu prowadził z Eddie’ m warsztat, czasem, a właściwie to cały czas pomagałyśmy im z Cami. Moi rodzice są po rozwodzie, czego skutkiem jest zdrada ojca, który teraz mieszka w Bakersfield. Natomiast mama, Adaś i reszta rodziny w San Diego. Nie odwiedzam ich i oni mnie też może dlatego, że nie wiedzą gdzie mieszkam.
- Przez kogo?- warknął Matty. On się o mnie martwi najbardziej jest jak mój brat, którego nie mam. Mój brat nie żyje w tym roku kończyłby 25lat, a zginął w wyścigu.
- Nie ważne- w moich oczach zgromadziły się zły. Te wszystkie wspomnienia znów zaczęły powracać. Kai. Nasz pierwszy pocałunek, pierwsza randka, poznanie rodziców. Mimo tego, że byliśmy grupą szczyli, która miała po 14 i 16lat kochaliśmy się bardzo mocno. –ja pójdę już naprawiać ten samochód, dziś mamy go sprzedać i dostać kasę- wyminęłam ich i ruszyłam do czarnego range rovera. Położyłam się na desce i zaczęłam swoje czary. Skończyłam po 5godzinach. W naprawy wkładam całe serce, dobrze wiem jak to jest z samochodem, który działa idealnie. Taki wózek idealnie jedzie i sprawia przyjemność z jazdy. Wiem też jak to jest, kiedy wszystko jest zrobione na ‘odwal się’. Po chwili ktoś złapał mnie za kostki i wyciągnął spod samochodu. – co?- zapytałam całkiem zmieszana widokiem braci Jonson i jakiegoś gościa w ful capie, jakiś przydup.
- To on chce kupić ten wózek – wskazał na range rovera, którego właśnie kończyłam ulepszać.
- To niech zaczeka jeszcze 5 minut- dokręciłam jeszcze kilka rzeczy i było gotowe. Matty podał mi ścierkę, którą wytarłam dłonie.
- To Sam- przedstawił mi go Tomas.
- Katie miło poznać- uścisnęliśmy sobie nawzajem dłonie, a później zaczęły się negocjacje. Sammy wypytywał o wszystkie szczegóły dotyczące naprawy i ulepszeń tego cacka.
- Jesteś pewna, że wszystko jest idealne?
- Żartujesz sobie!?- wydarłam się na niego. Jak on może mówić, że coś jest nie tak?! Skubany ćwok! –jeśli nie chcesz go kupować to spieprzaj może tatuś kupi ci ‘lepszy’ samochodzik!- wściekła wyminęłam ich i poszłam do Cami, która właśnie gawędziła przez telefon. Po chwili odłożyła go i bacznie mi się przyglądała. – co?
- Kim jest ten gostek co cie przejechał?
- Nie ważne, bo jest dupkiem. To co idziemy za chwilę do domu?- przytaknęła. Poszłam zdjąć mój strój roboczy, który odwiesiłam na haczyk. Wróciłam do przyjaciółki, która jest o wiele ważniejsza. Nazywam ją też swoją siostrą. Już miałyśmy wychodzić, kiedy zatrzymali nas Tom i Matt.
- Katie jesteś wielka i proszę- złapał mnie w tali- co nie powiem spowodowało cholerny ból – i zaczął okręcać wokół własnej osi , a później podali 20 tysięcy w gotówce. – po tym jak go opierdoliłaś zdecydował się. – i dla ciebie też mamy szmal Cami- Matty podał jej również wypłatę- a i do jutra- Matt cmoknął ją w policzek, a ona się lekko zarumieniła. Wyszłyśmy i wolnym krokiem ruszyłyśmy do domu. Po dojściu na miejsce rzuciłam się na sofę i włączyłam jakiś kanał muzyczny.
- Katie!- wstałam z kanapy i powędrowałam do kuchni.- nie mamy nic do żarcia idziemy na zakupy. Tylko się ubierz- wzruszyłam ramionami i poszłam do mojej sypialni, która jest dość spora. klik. Ostatnia wypłata poszła na remont mojego azylu i garderobę, z której wyjęłam jakieś ubrania i poszłam do łazienki, która również mieściła się w moim pokoju. Zdjęłam piżamę i weszłam pod prysznic umyłam całe ciało za pomocą waniliowego żelu, który później spłukałam. Wytarłam się i ubrałam w jeansowe szorty, czarną bokserkę, na górę krótki szary top z napisem. Na nogi wsunęłam conversy. klik. Rozczesałam włosy i umyłam zęby. Wsiadłyśmy w samochód Cami i pojechałyśmy na zakupy. – co byś powiedziała na remont kuchni?
- Pewnie, że tak- kupiłyśmy pełno żarcia, które starczy nam na kilka tygodni, a potem poszłyśmy wybrać farby. Po długich rozważaniach zdecydowałyśmy się na limonkowy. Pojechałyśmy do domu i wyłożyłyśmy wszystkie artykuły spożywcze. Później rozłożyłyśmy folię ochronną na meble i zabrałyśmy się za malowanie. Na zegarku była 21 a my malowałyśmy sobie w najlepsze przy muzyce, którą trochę przyciszyłyśmy. To środki zapobiegawcze przed wizytą pani Duncan, która jest naszą sąsiadką bardzo przewrażliwioną na punkcie hałasu. Do naszych uszu dobiegł dzwonek do drzwi.
- Otworze- Cami ruszyła do drzwi – Katie chodź no!- z pędzlem w dłoni i cała umazana ruszyłam do przyjaciółki. 
____________________________
Okay no to mamy pierwszy rozdział i najważniejsze pytanie: jak wam sie podoba?? Jak myślicie kto postanowił odwiedzić Katie i Cami?? Dzięki za 8 obserwujących, jesteście wielkie!! Komentujcie miśki!! Buźka ;**

wtorek, 13 sierpnia 2013

Prolog



Żyjesz? Zastanów się dobrze nad tym pytaniem. Czy żyjesz? Siedzisz wieczorem sama w pokoju, słuchasz dobijających piosenek i myślisz o tym co wydarzyło się w ciągu dnia, kilku dni, tygodnia lub miesięcy? W dzień chodzisz uśmiechnięta , ale tak naprawdę to tylko perfekcyjna gra pozorów? Odliczasz godziny do końca dnia, zachodu słońca? Wieczorem ból rozrywa Twoje serce i obolałą duszę?

Zamęt, który nigdy się nie kończy. Nocą samotność i iluzje. Zamykające się ściany, serce bijące w rytmie wiszącego zegara. Stoisz sam na sam z myślami. Nie możesz się uwolnić od przeszłości. Czujesz, ze nie dajesz rady. Ogarnia cię niemoc, przeciwstawienia się temu wszystkiemu. Zatrzymujesz się na skraju przepaści. Przeklinasz te wszystkie niewykorzystane możliwości, zastanawiasz się czy to nie aby część terapii. Cicho szepczesz, ze wymiękasz. To koniec, nie możesz już dalej ciągnąc tej dziecinady, wolisz zginąć, mając zarazem nadzieje, ze trafisz tam, gdzie zawsze dojść chciałaś. Nie ma nic porównywalnego. Rozkładasz ramiona, oddajesz się chwili, rozdzierają cie emocje, nie możesz opanować uczuć. Tłumaczysz się sama sobie, z popełnionych błędów. Nie jesteś w stanie uronić łzy. Zamykasz oczy, starasz się przemilczeć istotne zdanie, ze nadal ci zależy, ale na koniec zachowujesz swoja dumę, godność i resztki honoru. Śmierć czeka na oswojenie, skaczesz, czuje sie wolny a nagle sie budzisz.