wtorek, 6 maja 2014

35.




***
„Teraz posłuchaj mnie kochanie
Jesteś wszystkim czego potrzebuje
Kiedy jesteś przy mnie
Muszę byś pod wpływem zaklęcia
I dziewczyno jeżeli nie możesz powiedzieć
Ty rozświetlasz moje życie”

Katie całkowicie mnie ignorowała. Nie odpuszczę jej tak łatwo, za bardzo ją kocham. Nie wiem co wczoraj zrobiłem, albo powiedziałem, ale żałuję. Robiłem nam obiad, a Katie zupę dla Malika. Kurwa ten też by się mógł ogarnąć i powiedzieć, a nie siedzi i nic nie gada. Niby przyjaciel, jakby nim był, to by powiedział, a nie… Między mną, a Vexy panowała niezręczna cisza, którą za wszelką cenę próbowałem przerwać.
-Katie podaj mi łyżkę- zagadałem.
-Sam sobie weź – warknęła. Jej ton był lodowaty. Dziwne nie? Jak to możliwe, żeby taka urocza istotka mogła się tak zmienić przez noc. Co się stało z moim aniołkiem?
-Powiesz w końcu?
-Domyśl się. Chociaż wątpię, bo byłeś schlany- spojrzała na mnie, a w jej oczach były wszystkie emocje: ból, cierpienie, wściekłość, zranienie, nienawiść, miłość oraz zawód. – tylko, że wiesz ponoć po pijaku ludzie mówią prawdę.- z miską oraz łyżką wyszła z kuchni. Powoli zacząłem tracić cierpliwość, a ona mnie coraz bardziej irytowała. Dokończyłem obiad, a następnie poszedłem do pokoju Zayna. Na całe szczęście Katie tam nie było, a mój przyjaciel leżał skulony w kłębek i zwijał się z bólu. Był blady i co chwila robił policzki jak chomik.
-Zayn- mulat uniósł powieki i się skrzywił. Wstał i pędem ruszył do łazienki. Poszedłem za nim. Malik pochylał się nad kiblem i rzygał. Odepchnął się rękoma i głęboko westchnął.
-Mam dość tego- jęknął, na co poklepałem go po plecach chcąc dodać mu otuchy. Widzisz Boże, co ta dziewczyna ze mną zrobiła!? Ja Louis Tomlinson współczuję komuś! – zarzygam się na śmierć.
-Nie przeginaj, to tylko zatrucie. – Malik popatrzył na mnie zimnym wzrokiem. – dobra, dobra – uniosłem dłonie w geście obronnym.- cierpisz i umierasz, a ja powinienem ci cholernie współczuć.
-Wiesz co – znowu. Zaśmiałem się pod nosem, na widok chomika. – pierdol się.- znowu zaczął rzygać.
-Czemu ona mnie od siebie odpycha?
-Daj mi wody- głęboko westchnąłem i wstałem. Obok jego łóżka stała butelka, którą mu przyniosłem i usiadłem na kafelkach. – dzięki.
-Zayn gadaj, bo mnie to wkurwia. Dobrze wiesz, że ją kocham.
-Ona też cie kocha, ale wątpię, że od razu ci wybaczy.
-Co zrobiłem? – chwilę się jakby zastanawiał, a potem zrezygnowany westchnął.
-Powiedziałeś jej, że się puściła z jakimś makaroniarzem i że jest suką- zakryłem oczy dłonią, a potem przeczesałem nią włosy, ciągnąc za ich końcówki.
-Ale czemu? Ona musiała mnie jakoś sprowokować, powiedzieć coś, na co tak zareagowałem…- wiem jak jest ze mną po pijaku, bo dużo razy miałem takie akcje.
-Ona…
-Zayn, mam tabletki- do łazienki weszła Katie, która w rękach trzymała jakieś leki i szklankę z wodą.
-Kat przepraszam- poderwałem się na równe nogi i podszedłem do niej, zamykając w szczelnym uściski. Stała jak wryta i wcale się nie odzywała.- dobrze wiesz, że tak nie myślę, szanuję cie i kocham.
-Powiedziałeś mu?- zapytała drżącym głosem. Puściłem ją i spojrzałem na Zayna, pochylającego się nad kiblem i przecierającym usta. – wszystko?
-O tym powiedz mu sama- o tym? O czym kurwa?! Spojrzałem na nią spod zmarszczonych brwi. Brunetka podała mu proszki, a potem przeczesała włosy do tyłu i wyszła. Ruszyłem za nią, a potem szarpnąłem za ramię, zmuszając żeby na mnie spojrzała i wyjaśniła całą tą szopkę.
-O czym?- warknąłem. Nie lubię tajemnic. Nie lubię być okłamywany i zwodzony. W oczach Katie zaczęły gromadzić się łzy, które chwilę potem znalazły ujście po jej policzkach. – mała nie płacz, bo to nie pomoże- pokiwałem przecząco głową, chcąc ją przekonać do mojej racji. – mów- namawiałem dalej.
-Ja nie…- mruknęła cicho, a potem rozpłakała się na dobre. Przytuliłem ją do swojej klaty, a ona moczyła mi koszulkę. – przepraszam- powiedziała przez płacz.
-Zdradziłaś mnie?- odsunąłem ją od siebie i spojrzałem w te szaro- niebieskie tęczówki pełne łez. Pokiwała przecząco głową.- to co się stało? Czemu płaczesz?
-Wczoraj…- starała się zatamować łzy, ale marnie jej to wychodziło.- obiecaj, że mnie nie zostawisz- jęknęła.
-Niby czemu miałbym to zrobić? Przecież wiesz, że cie kocham.
-Obiecaj- zagryzła dolną wargę. To irytujące, dobrze wie że tego nienawidzę, ale dalej uparcie to robi.
-Obiecuję, ale powiedz.
-Pamiętasz jak mówiłeś, że mam brać tabletki?- przytaknąłem. Kazałem jej to zrobić, bo wiem jak jest, jeśli mielibyśmy teraz dziecko, to ono nie miałoby życia. Przecież, teraz każdy chce nam rozpierdolić łby. Braga gadał, że się zemści, cały świat gangsterski chce nas zabić, za głupią małą kartę, w której są plany broni nuklearnej. Żyjemy w ciągłym stresie, że ktoś może nas na każdym kroku zabić. Właściwie to ja żyję, bo boję się o Kat. Jakbyśmy mieli takiego małego dzieciaka, to by on na tym ucierpiał najbardziej. – bo… - jeszcze większy płacz. Była teraz cała czerwona i nie potrafiła złapać oddechu, dławiła się własnymi łzami.
-Misiu- wziąłem ją na ręce i szedłem do ogrodu, gdzie posadziłem na huśtawce. Lekko odepchnąłem nas, a Kat głęboko wdychała powietrze z zamkniętymi oczami, próbując się uspokoić.- Katie proszę, powiedz. – otworzyła oczy i popatrzyła na mnie, nic nie mówiąc.- obiecuję, że cie nie zostawię. Kocham cie i będę kochał mimo wszystko. – zwilżyła wargi językiem.
-J- a … te tabletki się skończyły miesiąc temu – bredziła pod nosem.- i powiedziałam o tym dwa dni temu Cami, bo spóźniał mi się okres, a ona miała wizytę u ginekologa i powiedziała, że mam iść, a ona umówi się na później. Powiedziałam, że nie chcę, ale gadała, że mam iść, to poszłyśmy i kazał się położyć i podwinąć koszulkę…- gadała jak katarynka, ledwo łapiąc oddech.
-Zrobił ci krzywdę?!- warknąłem, a moje wszystkie mięśnie się napięły.
-Nie Loui- swoją drobną dłonią złapała za moją lewą rękę.- powiedział… że jestem w ciąży- dodała cicho, a potem podwinęła kolana pod brodę i owinęła je ramionami. Brodę oparła o kolana i cicho pochlipywała. Dziwne, ale nie wiem czy mam się cieszyć, czy nie. Zszokowała mnie tą wiadomością, a teraz siedzi i czeka na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, tylko że ja nie wiem, jak mam się zachować i co jej powiedzieć.- wczoraj- znowu zaczęła drżącym głosem. – powiedziałeś, że się puściłam i chcę cie wrobić w dzieciaka jakiegoś makaroniarza, a potem, że jestem suką. – łzy spływały po jej policzkach.
-Dobrze wiesz, że to kłamstwa. Jakbym był trzeźwy i powiedziała mi to na przykład dzisiaj, to bym tak nie zareagował.
-Nie chcesz tego dziecka, prawda?
-Nie Kat- westchnąłem.- tu nie chodzi o to, bo w normalnych okolicznościach to bym się cieszył, ale sama wiesz jak jest. Dopóki mamy tą kartę, to chcą nas usunąć z gry- przygarnąłem ją do swojej klatki piersiowej. 
-Wracam do L.A.
-Co?- zdziwiłem się. – Katie dobrze wiesz, że ucieczką niczego nie załatwisz. Pogorszysz tylko sprawę, bo oboje będziemy za sobą tęsknić, a ja cie samej nie puszczę.
-Nie chcę uciekać, chcę wszystko na spokojnie przemyśleć. Zresztą Harreh wraca, będzie mnie pilnował.
-O’Conner!!- wydarłem się, a chwilę później dołączył do nas Harry. Ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się Katie, która próbowała ogarnąć się i wyglądać normalnie. Na jej nieszczęście, miała całe napuchnięte oczy i była czerwona jak burak.
-Co jej się stało?
-Kiedy jedziesz do domu?
-Dzisiaj, o 23 mam samolot, a stało się coś?
-Masz jej pilnować, jak oka w głowie. Jeśli chociażby włos spadnie jej z głowy to ci rozkurwię łeb!
***
-A ten co, okres dostał, czy mu w nocy nie stanął?- wywróciłam oczami na słowa Hazza. Czasami te jago teksty sprawiają, że jest mi niedobrze. Curly przysiadł obok mnie.- co się stało?- wzruszyłam ramionami, a potem tylko złapałam się za brzuch.- Liam wisi mi dwa patole. – dumny wypiął pierś, a następnie obiął mnie ramieniem.- wiedziałem, że to nie okres, tylko że będziecie mieć małe Tomlinsonki- pisnął. Dobra zaczynam się go bać, czasem to zachowuje się jak napalona nastolatka. Mimo, że jest w moim wieku to jest opóźniony w rozwoju. To prawda, że chłopcy dojrzewają później od dziewczynek. –czyli wracasz, ze mną?- przytaknęłam. – wiesz…- zakłopotany podrapał się w kark, na co zagryzłam dolną część ust. – Dom gadał, że ma wyniki tych badań i fajnie jakbyś w końcu przyjechała.- Harry powtarza mi to przynajmniej raz na miesiąc, od jakiś siedmiu lub ośmiu miesięcy. Nie chcę widzieć tego rozczarowania na twarzy Toretto, kiedy powie mi wprost, że się mylił.
-Najpierw pojadę do Bakersfield.
-Jak tam chcesz. Ide się spakować- potrząsnęłam pionowo głową, a po jakiś dwudziestu minutach poszłam w jego ślady. Do małej walizki spakowałam kilka ubrań, a później postawiłam ją na dole, przy wejściu, obok tej od Harrego.
-Ey ludzie chodźcie na obiad!- wydarł się Liam, który już siedział przy stole i rozkładał talerze. Ruszyłam w stronę kuchni i zajęłam swoje miejsce obok Tomlinsona i Harrego. Zaczęliśmy pałaszować.
-Payne wisisz mi dwa tysiaki. Będzie mały Tomlinson- Loui zakrztusił się jedzeniem, a ja wyszczerzyłam na niego oczy. Czy kiedyś zamknie tą jadaczkę?
-Serio?- zdziwiła się Nikol i popatrzyła na mnie jak na idiotkę. – zamiast się przyznać, że jesteś nerwowa, bo masz okres, to wymyślasz takie bzdury!?- nie ogarniam jej, ciągle jest zła za rano, że na nią tak naskoczyłam?
-Nikki ona gada serio- odpowiedział Malik, po chwili wydął policzki jak wiewiór, który ma w policzkach orzechy.
-A ty niby skąd wiesz?- Swan nie dawała za wygraną.
-Bo cały wczorajszy dzień rzygałem i byłem w domu, jak wróciła!- podniósł głos. – wkurwiasz mnie powoli Swan- zawsze mówi do niej po nazwisku, kiedy ona zaczyna działać mu na nerwy. To taki jego prowokacyjny tekścik, po którym ona wpada w szał. Tak też było tym razem, bo rzuciła w niego szklanką, ale na całe szczęście Zayn zdążył zrobić unik w lewo. Szklanka trafiła w lodówkę i rozwaliła się. – jeśli chodzi ci o TO, to powiedz mi to w twarz, a nie wyżywaj się na Katie.- wszyscy teraz mieliśmy pytające wyrazy twarzy i całą uwagę skupialiśmy na nich.
-O co chodzi?- zapytała Izzy. Malik uniósł brwi na Nikki,  która gapiła się za okno.
-O to, że twoja siostra ma mnie za idiotę! Cały czas ma sapy jak jestem z jakąś laską, a sama wyrywa gości. Mimo, że jest z Zackiem to jest zazdrosna! Sama mówiłaś, że nie chcesz ze mną być, to teraz się nie wpierdalaj to moich spraw z Lilo!- poderwał się z krzesła i pobiegł na stronę.
-Nikki to prawda?- znowu pytanie zadała Bella.
-Nie, on jest popierdolony i zmyśla. Myśli, że jak kilka razy się z nim przespałam, to coś do niego czuję. Kocham Zacka, a on tą swoją zdzirę może posuwać kiedy chce.- powiedziała bezuczuciowo i wyszła, trzaskając drzwiami. Zrobiło się dziwnie.
-To… - zaczął Liaś. – w którym ty miesiącu jesteś?
-Pierwszym- odpowiedział Lou zajadając się zapiekanką. – i założę się, że będę miał syna.
-Stoi- Payne wystawił dłoń w jego kierunku. Faceci. Nigdy nie zrozumiem tej ich frajdy, która tkwi w zakładach. To chore. – pięć tysięcy- Tommo wzruszył ramionami i włożył widelec z makaronem do ust. Przeżuwając dokładnie każdy kęs. Po obiedzie włożyliśmy naczynia do zmywarki i poszliśmy z Lou do naszego pokoju. Położyłam się na łóżku, a Loui głowę oparł o moje uda. Przeczesywałam dłonią jego włosy.
-Myślisz, że Nikol cierpi?
-Ona jest nieco szurnięta, ale kocha Zacka. Jak chcesz nazwać naszego syna?- boże co dzisiaj odpierdala z tym synem? Nie jestem wróżką, ani mikołajem, żeby spełnić jego zachciankę. Nie pstryknę raz palami, żeby on miał syna, zresztą ja chcę córkę.
-Co jeśli będziesz miał córkę?
-To będzie chłopak. Tomy i będzie seksowny jak tatuś- uśmiechnął się chytrze.
-A jak nazwałbyś dziewczynkę?
-Będę miał syna!- podniósł troche głos.
-To nie jest koncert życzeń Lou.
-Julie- skrzywiłam się na to imię, jest okropne. Pamiętam, że w domu dziecka, była Julie i cały czas się ze mnie śmiała i poniżała, to jej przywaliłam. Potem musiałam chodzić do psychologa dziecięcego, bo jak stwierdziła jedna z opiekunek: „Ta dziewczyna jest zbyt agresywna i może zrobić krzywdę któremuś z podopiecznych”. Przez tą zdzirę inne dziewczynki nie chciały się ze mną bawić, co w sumie było dobre, bo wolę kumplować się z chłopakami. Same plusy z tego są: facet zawsze cie obroni, możesz się do niego przytulić, no i mają zajebieste bluzy.     
-A Vanessa ci się podoba?
-Nieee – pokręcił głową na boki. – to głupie imię. Julie jest lepsze.
-Tak dziecka nie nazwiesz- warknęłam wściekła. – Vanessa.
-Julie, albo Evie, no w ostateczności mogę się zgodzić na Ellie.
-I jak będziesz do nich w skrócie mówił? Do Vanessy możesz mówić Nessie. Taka malutka Nessie, a do Julie jak powiesz? Do Evie i Ellie też chyba nie ma zdrobnień.
-Przesadzasz- machnął ręką.- będzie mały Tomy.- Przytulił się do mnie i pocałował w czoło. Leżeliśmy tak dość długo, a do pokoju wparował nam Harreh.
-Jedziemy mała- pocałowałam Lou w usta, apotem pojechaliśmy z lokatym na lotnisko. Nareszcie  do domu. Nie chodzi o to, że w Rio jest źle, ale to Los Angeles jest tym miejscem, które kocham. To tam się wszystko zaczęło. Poznałam Louisa i resztę, po prostu kocham to miasto.


***
„Kłamco, kłamco! Dlaczego nigdy nie mówisz prawdy?
Kłamca, kłamco! Czy nikt już nie może dojrzeć twoich kłamstw?”

Wylądowaliśmy w Los Angeles około 7 rano. Pierwsze co z zrobiliśmy, to poszliśmy coś zjeść. W jednej z knajpek. Zamówiłem dla siebie naleśniki, a Kat sobie tosty i sok. Lubię z nią rozmawiać, może dlatego, że jest w moim wieku i więcej rozumie.
-I co Tomlinson cieszy się z dziecka?- brunetka zagryzła dolną wargę, przez co wyglądała naprawdę seksownie i pociągająco. Nie czuję nic do niej, ale jest ładna. Zresztą całkiem prawdopodobne, że to moja kuzynka.
-Nie wiem, powiedział, że gdyby okoliczności były inne, to…- wzruszyła ramionami. –Pojedziesz ze mną najpierw do Bakersfield?
-Pewnie- zapłaciłem za nasze śniadanie, a potem pojechaliśmy. Droga zajęła nam jakieś półtora godziny. Katie kazała zatrzymać się przed białym domem, a potem wysiedliśmy. Zadzwoniła dzwonkiem, a drzwi otworzył nam… - Brad!? Co ty tu kurwa robisz?- zdziwiłem się. Nie mówiła, że to jest jej rodzina. Czemu nas okłamywała?!
-Upadasz coraz niżej Katie- stwierdził.- najpierw Tomlinson, a teraz O’Conner. – prychnął pod nosem.
-Ja upadam nisko?- uniosła brwi ze zdziwienia.- możliwe, ale ty już dawno sięgnąłeś dna z Emily.
-Już nie jestem z tą zdzirą. Znowu jestem na szczycie- uśmiechnął się chytrze. Vexy złapała za mój nadgarstek, a potem wciągnęła do środka domu. W obszernym i nowocześnie urządzonym salonie siedziało pełno typków, w tym Owen Shaw.
-Tato- Katie przyległa ciałem do Shaw’ a zwalając mnie tym samym z nóg. Czy ona nie wie ile złych rzeczy ten typ zrobił!?
-Cześć słoneczko- odwzajemnił gest, a potem popatrzył na mnie z obrzydzeniem. – Katie Brad mówił, że zadajesz się z Tomlinsonem, ale żeby Harry O’Conner? Całkiem zwariowałaś?
-To naprawdę miły chłopak i jest moim przyjacielem. Ale mam problem.- westchnęła, a potem wyjęła z torebki kartę.
-Louis wie, że ją zabrałaś?- brunetka spojrzała na mnie.
-Ten gość mi ją dał, nie jemu- warknęła, a potem podała kartę Owenowi. – wiesz odwiedziła mnie mama i Toretto.
-Toretto? Niby po co miałby ci zawracać głowę?- podał kartę Millerowi, który podłączył ją do laptopa. Otworzył szerzej oczy. – i co tam jest?
-Nic ciekawego. Sam chał, głównie zdjęcia- wzruszył ramionami. Czemu kłamie? Co oni knują?
-Katie musimy już jechać- wstałem i zabrałem od Millera kartę, którą schowałem do kieszeni. –Kat chodź- dziewczyna pożegnała się z przestępcą, a potem wyszliśmy. Wsiedliśmy do samochodu, a potem pojechaliśmy już do mnie do domu. Jechaliśmy dobrą godzinę, a po przekroczeniu progu przywitała nas moja mama. Później weszliśmy do centrum dyskusji o Katie.
-Moglibyśmy to w końcu otworzyć, nie wiadomo, kiedy Katie przyjedzie. O ile w ogóle ma taki zamiar.
-Brian obiecałem – warknął wujek, a potem ich wzrok padł na nas. –Katie- odetchnął z ulgą, a potem podszedł do niej i chciał uściskać, ale nie pozwoliła na to, ponieważ schowała się za mną. Dom podał jej kopertę.
***
Denerwuję się wynikami tych badań, mimo, że jestem w 99% przekonana, że nie jestem jego córką. Co z tym 1%? Hmm powiedzmy, że to troche dziwne, że Brad okłamał mojego tatę, z tym, co jest na tej karcie. Może miał jakiś motyw, żeby go tak okłamać?
-Kat otwórz to wreszcie- mruknął Harreh, na co zgromiłam go wzrokiem.
-Nie poganiaj mnie loczek- warknęłam, a potem przełknęłam ślinę. – kim jest Gisele? – mama zmarszczyła brwi, a potem się uśmiechnęła.
-To nasza przyjaciółka- stwierdził Dom, na co przytaknęłam. Odkleiłam kopertę, a potem zaczęłam czytać po cichu. Z zdania na zdanie coraz bardziej targała mną wściekłość i zawód. Dlaczego? Z oczu zaczęły spływać mi łzy.
-Katie- mruknął Harry, a potem mnie mocno do siebie przytulił. Prawda jest taka, że tego mi właśnie teraz potrzeba. –Kat nie płacz- chłopak gładził moje plecy, w celu dodania mi otuchy. Przekazałam mu kartki, a on zaczął je lustrować.- okłamywał cie- stwierdził.
-Dlaczego? Czemu takie rzeczy zawsze przydarzają się mnie?- rozryczałam się jak małe dziecko.
-Mała- teraz to ten cały Toretto mnie przytulił.- kto cie okłamywał? Louis cie skrzywdził, jeśli tak to tylko powiedz…- pokiwałam przecząco głową. – to kto?
-Owen Shaw- spojrzałam na loczka, który podał Brianowi kartę pamięci. Ojciec mojego przyjaciela, zaczął ją sprawdzać, ale nic nie potrafił odczytać.
-Mia zadzwoń po Tej’ a i Romana- kobieta według prośby wyjęła komórkę i wykręciła numer.
-Cześć Tej… tak, ja też się cieszę… mam do ciebie prośbę… mamy pewien problem i potrzebujemy pomocy… do zobaczenia- rozłączyła się, a potem posłała mi pocieszający uśmiech.- będą jutro- Dom przytaknął.
-Katie wszystko w porządku?- zapytała mama, a ja tylko pokiwałam przecząco głową i starłam łzy z policzków. Nagle mój telefon zaczął dzwonić jak oszalały.
***
Zayn dalej rzygał, a reszta gdzieś wybyła. Nudziło mi się, a Malika niańczyć nie będę. Postanowiłem zadzwonić do Katie. Dziewczyna odebrała po 3 sygnale.
-Halo?- miała zapłakany głos.
-Misiu stało się coś? Jak ten lokaty idiota coś ci zrobił to…
-Nie Loui, Harry pomaga.- dalej płakała.
-Gadałaś z Toretto?
-Tak- rozpłakała się jeszcze bardziej.- on mnie okłamał, rozumiesz? Wyniki wskazały na to, że Dom jest moim tatą. Przyjedź do mnie proszę.
-Kat, a Zayn?
-Racja. Opiekuj się nim, za kilka dni wrócimy. Kocham cie.
-Ja ciebie też.- rozłączyłem się i poszedłem do pokoju Malika. Mulat spał i kurczowo trzymał się za brzuch.
-Zayn!- nagle usłyszałem krzyk, a mój przyjaciel się przebudził i podniósł do siadu. Znowu go zemdliło i poleciał do kibla. Do jego pokoju weszła wkurwiona Lilo.
-Gdzie ten popapraniec?!
-Nie drzyj się- do łóżka wrócił Zayn, który przykrył się kołdrą po uszy i trząsł z zimna. Dopiero później ogarnął, że przyszła jego laska.
-Hej mała- mruknął i wydął policzki jak chomik.
-Ja ci zaraz dam kurwa mała! Ty pojebie! Jak mogłeś!?
-Mogłem co?- właśnie co?
-Pieprzyłeś się z Nikki!
-Od dobrego miesiąca nie.
-Nienawidzę cie! Z nami koniec! – wybiegła.
-Nie idziesz za nią?- zmarszczyłem brwi, a on tylko pokiwał przecząco głową. Teraz uniosłem brwi ze zdziwienia.
-Sama zerżnęła barmana- wzruszył ramionami.- przyniesiesz mi koc?- przytaknąłem i poszedłem do szafy, z której wyjąłem wspomniany koc i mu podałem. – jak tam sprawy z Katie?- westchnąłem głęboko.
-Toretto to jej stary.
-Chodziło mi o to dziecko- skrzywił się, a potem napił wody. – cieszysz się, czy nie?
-Nie wiem- powiedziałem szczerze.- w sumie fajnie, bo teraz z Katie jeszcze bardziej się do siebie zbliżymy, a ta nasza więź się wzmocni, ale w tym momencie… sam wiesz. – Zayn przytaknął, a potem przykrył się kołdrą.
-Twoja matka dzwoniła?- przytaknąłem. Moja mama dzwoni przynajmniej raz w miesiącu, ale zawsze rozłączam lub odrzucam połączenia. Nie mam zamiaru z nią gadać, ani dziś, ani jutro, nigdy. Chciała mnie wysłać do szkoły o zaostrzonym rygorze, bo tak kazał jej ten skurwysyn, a teraz co chce odstawiać idealną mamusię!? Nie jej doczekanie kurwa! Czułem się wtedy jak wyrzutek, dlatego uciekłem. – Tommo wiem, że chciała…- skrzywiłem się. Nie chcę żeby wypowiedział to na głos, bo mnie kurwica trafi.- no wiesz… ale powinieneś z nią pogadać. Schowaj tą pieprzoną dumę to kieszeni i jedź do Santa Barbara, pogadaj z nią, przedstaw Katie.
-Nie!- wrzasnąłem. – nie będę z nią gadał i nie przedstawię jej Katie! Miała mnie w dupie, nie chcę, żeby wtykała nos w nieswoje sprawy.
-Ey wyluzuj, bo się spocisz.
***
Siedziałam na łóżku i obejmowałam swój brzuch, kiedy do pokoju wszedł Dominic. Przysiadł obok mnie i głęboko westchnął. Niepewnie popatrzyłam na niego kątem oka, w tym samym czasie, kiedy zrobił to on.
-Katie, ja naprawdę…
-Przepraszam za moje zachowanie. Zachowywałam się jak napuszona księżniczka, która widzi tylko czubek swojego nosa. – mężczyzna mnie do siebie przytulił, a ja oddałam gest. – mogę do ciebie mówić tato?- wiem, że to głupie, ale przez 16lat żyłam w cholernym kłamstwie i chciałabym, żeby on teraz mnie nie zostawił i troczył się o mnie, tak jak Louis.
-Jasne mała- zaśmiał się pod nosem.- ale nadal nie lubię Tomlinsona- mruknął.
-Niestety będziesz musiał go zaakceptować, tak jak mama- zaczęłam bawić się nerwowo palcami. Czy mogę mu o tym powiedzieć, czy może lepiej poczekać?- on nie jest taki zły, jak się go pozna.
-Pożyjemy zobaczymy- uśmiechnął się.
-Dom! Tej przyjechał!- oboje zeszliśmy na dół,  gdzie stali moi przyjaciele, których od razu przytuliłam.
-Mała co tu robisz?- zdziwił się Parker.
-Odwiedzam mamę i… tatę- uśmiechnęłam się lekko.
-To twoja córka?!- wrzasnął Roman, na co Toretto przytaknął. – mniejsza o to. Co za karta?- Brian podał mu kartę, którą Parker podłączył do swojego laptopa i zaczął coś sprawdzać.
-Nie wiem co to za kody- Tej był zawiedziony, że nie potrafił odczytać tego szyfru, ale też wściekły, co dziwne nawet jak na niego. Znam go dość długo i nigdy nie wiedziałam go złego, a teraz tylko moment i może wybuchnąć.
-Liam gadał, że tam są plany broni nuklearnej – wtrącił Harry, a ja starałam się go zamrozić wzrokiem. Po co ich martwi?
-Kto?- warknął tata. Jezu jak to dziwnie brzmi, całe życie mówiłam „tato” do obcego człowieka, który tylko mnie wykorzystywał, kiedy czegoś potrzebował.  
-Przyjaciel Lou- sprostowałam zgarniając włosy do tyłu. – ten ciemny blondyn. Harry kiedy wracamy do domu?
-Jutro, muszę iść- wyszedł z domu, jak gdyby nigdy nic. Nie miałam pojęcia, kiedy wróci i co najważniejsze, gdzie poszedł. Tata, mama, Brian, Roman i Tej poszli do garażu, a ja zostałam sama z Mia w salonie. Piłyśmy herbatę i rozmawiałyśmy. Jest naprawdę miłą kobietą, która potrafi słuchać i doradzić. Nie powiedziałam jej oczywiście o ciąży, bo sądzę, że powinnam to zrobić razem z Tomlinsonem.
-Mia, jak to było kiedy urodził się Harry?- zapytałam przystawiając kubek do ust i upijając łyka naparu.- czy Brian się cieszył, że zostanie ojcem?
-Tego dnia przyszedł Hobbs i powiedział, że musimy pomóc mu złapać Bragę. Stawką były uniewinnienia. Zgodziliśmy się, bo chcieliśmy mieć normalne życie. Brian dowiedział się jeszcze przed akcją. Wszystko się udało, a my przenieśliśmy się na Wyspy Kanaryjskie, później urodził się Harry. Był taki malutki. Dom cały czas chodził spięty, bo Letty uciekła. Uwierzysz, że cały czas jej szukał? Był taki zdeterminowany… Siedzieliśmy na trawie z Brianem i Harrym, który w swoich rączkach trzymał samochodzik, kiedy przyszedł twój ojciec i powiedział, że znalazł jakiś ślad po Letty. Przyniósł też Harremu małego Dodge’ a Charger’ a byliśmy rodziną.
-Jak sobie z tym radziliście? No wiesz, chodzi mi o to, że mieliście dużo wrogów, a jednak udało wam się wychować Hazza na świetnego faceta, który traktuje kobiety z szacunkiem i zawsze jest gotowy pomóc.
-Sama nie wiem, to pewnie instynkt macierzyński. Katie dlaczego wypytujesz mnie o takie rzeczy?- zmarszczyła brwi i uniosła lewy kącik ust lekko ku górze.
-Bez powodu, chciałam tylko wiedzieć, w końcu kto pyta nie błądzi. No nie?- zaśmiałam się nerwowo.
-Tak- powiedziała z podejrzeniem. Coś czuję, że ona mi tak łatwo nie odpuści, ale ja nie zamierzam jej mówić o tym, że spodziewam się dziecka z Louisem. Nie wiem, jak na to zareaguje cała rodzina. Dom nie przepada za Louisem, a mama… nie wiem, jakie ona ma z nim relacje, ale mam nadzieję, że dobre. Oby… Mia nadal desperacko próbowała wyciągnąć ze mnie informacje, ale nie dałam się! O godzinie 23 poszłam spać.  
***
Katie już od rana biegała po całym domu jak nawiedzona. W moim pokoju pojawiła się trzydzieści razy, w ciągu minuty! Ta dziewczyna jest szalona, serio. Roztrzepana, skąd mam wiedzieć, gdzie jest jej komórka?! Przecież zawsze ma ją przy sobie, a ja jej w rzeczach nie grzebałem! Drzwi do mojego pokoju znowu się otworzyły, a ja już odruchowo zakryłem twarz poduszką i udawałem, że śpię.
-Harreh- jęknęła, a ja zacisnąłem mocno powieki. Co ja ci Boże zrobiłem, co? Dlaczego nie mogę się wyspać we własnym łóżku? Materac się ugiął, a dziewczyna zaczęła mną potrząsać.- Harreh, no proszę- o nie, ja się nie nabiorę na te twoje urocze „Harreh”, nie dziś Katie. –Hazzuś proszeee – Katieee proszeee daj mi się wyspać. – Haziątko- przytuliła mnie, a ja powoli traciłem stanowczość. Brunetka dalej tuliła moje plecy, a ja… po prostu wymiękłem. Odwróciłem się i uniosłem na nią brwi.
-Co?- mruknąłem. – co jeszcze zgubiłaś?
-O której wyjeżdżamy?- zapytała głosem małej dziewczynki. Nie wiem, jak ona to robi, ale przy niej każdy staje się łagodny jak baranek. No bo weźmy na przykład Louisa, tak? Jak nie ma z nim Katie to jest skończonym skurwielem, ale jak jego… -jak on to o niej mówi? Misiek? Ta, chyba tak. No więc jak jest z „miśkiem” to jest zupełnie innym człowiekiem.
-A co stęskniłaś się?- zmarszczyłem brwi.- serio!? Jesteś z największym seksiakiem na ziemi, a tęsknisz za jakimś Tomlinsonem? – zachichotała pod nosem, a potem przywaliła mi poduszką. – ey!- zmarszczyła nos, a ja jej oddałem. Tak zaczęła się nasza bitwa na poduszki.  
-Ey seksiaku! – pisnęła.
-Co mała?
-Mała to jest twoja pała- oburzyła się.- ja jestem niska.
-Moja pała jest duża, zapytaj kogo chcesz. Możesz nawet Emily.- skrzywiła się.
-Nie mów, że też się z nią zeszmaciłeś- na jej twarzy pojawiło się obrzydzenie, na co z chytrym uśmieszkiem spuściłem głowę.- fuu jesteście obrzydliwi!- ostatni raz uderzyła mnie poduchą, a potem wyszła. Czy ona powiedziała jesteście? Czyli, że… o ja cie! Hahaha Tomlinson też ją posuwał. Nie no, ta laska jest jak pszczółka –przeskakuje z kwiatka na kwiatek. Poderwałem się z łóżka i zabrałem ubrania, z którymi poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic i doprowadziłem się do stanu użytkowego. Zszedłem na dół, gdzie moja kuzynka siedziała razem z rodziną przy stole i jadła śniadanie. Usiadłem na moim stałym miejscu i też zacząłem pałaszować.
-Harry- uniosłem wzrok na Dom’ a, który teraz pił herbatę. – pilnuj Katie- wywróciłem oczami. Ludzie powariowaliście czy jak? Co ja jestem ochroniarz jej królewskiej mości? Ona sobie świetnie radzi beze mnie, a jest laską! 
-Jasne- uśmiechnąłem się, chcąc im w ten sposób pokazać, że spoko zrobię jak chcą. Oto ja dobry i miłosierny Harry obrońca i opiekun biednych foczek.
-Nie jestem dzieckiem- mruknęła niezadowolona. Ale będziesz miała dziecko. To urocze… Katie będzie miała dziecko z gościem, którego jej ojciec nie trawi.
-Jesteś- wtrąciła Letty. Uśmiechnąłem się szeroko.
-A ty z czego się cieszysz?- oburzyła się moja mama, na co zmarszczyłem brwi. O co tej kobiecie chodzi? Sama mówiła, że kocha mój uśmiech i że jestem najsłodszym facetem na świecie! –też jesteś jeszcze dzieckiem, Katie pilnuj go.- brunetka pokiwała pionowo głową z poważną miną. Serio? Ta nastoletnia mamuśka ma mnie pilnować? Jestem od niej starszy!
-Kiedy wracamy?- no i o tym mówię, jak dziecko, które jara się świętami bożego narodzenia i nie może się doczekać prezentów.
-Dzisiaj.
-O której?- westchnęła.
-Jak przyjdzie na to czas.
-Jesteś wrednym smrodem!- krzyknęła i skrzyżowała ręce na piersi.
-Licz się ze słowami, przed chwilą się kąpałem! Napuszona księżniczka- prychnąłem, na co wystawiła mi język.
-Lokaty oszołom.- skwintowała, a potem poszła do siebie. Nie wierze… jak on z nią wytrzymuje! Ta dziewczyna zaczyna doprowadzać mnie do szału! Dokończyłem śniadanie i poszedłem się spakować, co zajęło mi godzinę. Zapukałem do pokoju Kat i wszedłem. Siedziała na łóżku i o czymś zawzięcie myślała.
-Mała…
-Harreh, przepraszam za to, ale wiesz… ja- wzruszyła ramionami.
-Tęsknisz- dopowiedziałem, na co posłała mi lekki uśmiech.- to radzę ci się pośpieszyć, bo następny samolot mamy o 22.05. Jak poparzona zaczęła się pakować, co o dziwo zajęło jej jakieś 15 minut. Pożegnaliśmy się, a potem pojechaliśmy na lotnisko. Przeszliśmy odprawę, a potem już wygodnie siedzieliśmy w samolocie, który leciał do Rio.  
________________________________
Według obietnicy dodaję, jak wam sie podoba? Nie mam pomysłu na pytania, dlatego ich nie będzie... 
30 KOMENTARZY=NEXT 
Jeden zakład może zrujnować wszystko. Przez jeden zakład można stracić przyjaciela. Przez jeden zakład może rozpaść się Drużyna Marzeń. Ten jeden zakład może przekreślić ich wspólne marzenia. A co jeśli wynikną z niego niepożądane efekty? Miłość, pasja, radość z zwycięstwa i spełnienia swoich marzeń, a później nienawiść, ból, cierpienie, zawód, ucieczka, dziecko. Jakie będą relacje między nimi, gdy jeden z nich się zakocha? Czy drugi będzie wyrozumiały, na uczucia przyjaciela, czy dalej będzie chciał brnąć w zakład, który może ich wszystkich zniszczyć. Tajemnica, którą ukrywa zbrodniarz, też może zmienić wszystko. Czy odnajdą się w świecie pełnym pieniędzy, alkoholu, narkotyków i miłości? Rosie, Zayn, Louis, Harry, Amanda, Liam i Niall… Galactik Football!


 

33 komentarze:

  1. Super rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. awwwwwwwwwwwwww *----*
    boskie to za mało powiedziane, wiesz? ahh z dnia na dzien kocham Cie coraz bardziej i doslownie marze bys olala szkole i zamienila sie jaks maszyne do pisania, w tedy ja tez bym olala szkole i na okraglo bym czytala twoje cudne opowiadania <3333 szybko dawaj nexta xoxoxoxoxox <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cud malina itp....
    Kocham...

    OdpowiedzUsuń
  4. Awwwwwwwwwwwwwwww...Jakie słodkie! Kocham to opowiadanie! <333
    Hahah cały czas się z Harry'ego śmiałam! Te jego teksty!
    Wspaniały rozdział!
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudo! Najlepsze opowiadanie! I film razem! <3
    Kocham to opowiadanie z godziny na godzinę coraz bardziej! :)
    Niesamowite!
    Kocham, Chrissy Fox

    OdpowiedzUsuń
  6. ZAJEBISTY rozdział! Czekam na następny i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. kocham
    rozdział jak zawsze zajebisty ^^
    niech już będzie ponad 30 kom. bo chce szybciutko nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  8. cuuuuuuudooooooooownyyyyyyy roooooooozdziiiiiiiaaaaaał <3

    OdpowiedzUsuń
  9. No to jest mój ulubiony blog po prostu! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeezu zajebisty~!
    Czekam na nexta i nie moge sie doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowity
    kocham Cię <3
    Uwielbiam czytać twoje opowiadania wieczorami na dobry sen *,*
    pozdrawiam
    |Suzane xoxo

    OdpowiedzUsuń
  12. Zajebisty rozdział zresztą jak zawsze xDD

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham, kocham, kocham, kocham...Kocham <3
    The best! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezu jest boski, jesteś ssuuppeerr!!! Czekam na next.Tylko błagam nie tak długo:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam twoje opowiadanie w ciągu dwóch dni - od momentu kiedy na nie natrafiłam. Jest cudowne. Proszę dawaj dalej... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Proszę o jeszcze, jest zaje...y, kawawfa dawaj...

    OdpowiedzUsuń