środa, 11 września 2013

11.



   ***
Tak stało. Jak jeszcze raz nazwie cie ‘mała’ to go zajebie. Tylko ja tak mogę mówić, nikt inny. Boże co się dzieje?
-Nie- skłamałem. No bo co jej powiem, że jestem zazdrosny, chociaż nie jestem? Po prostu tylko ja tak do niej mówię. Do pomieszczenia wparowała Nikki.
-Chodźcie z nami na plaże, ale nie tutaj. Tam w okolice skałek
-No okay, tylko ubiorę strój
-Katie
-No weź to będzie odpoczywanie- ta jasne. Brunetka wyjęła z plecaka bikini i poszła do łazienki, a po chwili ja do niej wszedłem przebierając się w szorty. Szliśmy na nogach. Malik gapił się na Nikki, a właściwie to jej tyłek, a Liam z Izzy szli za ręce. Ja natomiast obejmowałem ramieniem Katie. Po 15 minutach doszliśmy na miejsce. Nie było tu prawie wcale ludzi. Laski zdjęły ubrania i położyły się na kocu, który rozłożył Liam. My też się rozebraliśmy. Liam i Bella leżeli na brzuchach. On miał ramie na
jej nerkach, a ona na jego szyi. Nikki też leżała na brzuchu, a Zayn? Jak to Zayn gapił się jej na tyłek. Katie odpoczywała na plecach, a ja kreśliłem palcem kółka na jej pępku, przez co chichotała pod nosem. Słońce grzało jak cholera i odbijało się w wodzie. Zebrało się troche więcej ludzi. –idziesz się kąpać?- Katie wstała i wystawiła dłoń w moim kierunku.
-Nie chce- mruknąłem, a ona tylko wystawiła język w moim kierunku.
-A wy?- blondynki wstały i ruszyły w stronę oceanu. Razem z Zaynem i Liamem, który właśnie usiadł zaczęliśmy się im dokładnie przyglądać. Zaczęły szeptać, a chwilę później, tuż przed wejściem do wody uniosły ręce ku niebu i zaczęły kręcić tyłeczkami. Zaśmiałem się pod nosem i wstałem. Ruszyłem
biegiem w stronę brunetki. Złapałem w pasie i wskoczyłem do wody zanurzając nas. Jedynym dźwiękiem jaki z siebie wydała był pisk. Wynurzyliśmy się, a ona chlapnęła mi wodą w twarz.
-No co? Przecież chciałaś się kąpać- powiedziałem przez śmiech.
-Głupek- teraz to ona też już się zaśmiała. Podszedłem bliżej i pocałowałem. Złapała za moją szyję i przyciągnęła mnie bliżej siebie. Przeniosłem ręce na jej pośladki, które na marginesie są zajebiste i uniosłem do góry. James oplotła nogami moje biodra, na co się uśmiechnąłem. Ruszyłem w głąb oceanu, a po chwili woda sięgała mi do pach. – co ty chcesz zrobić?
-Zawsze chciałem całować się pod wodą- po moich słowach zanurzyłem nas i złączyłam znowu nasze wargi. Oddawała każdy z moich pocałunków, a po chwili nasze języki toczyły ze sobą walkę.
***
Nie wiem czy on dalej ją urabia, czy się w niej zakochał. Jednego jestem pewien, a mianowicie, że Nikki ma seksowny tyłeczek i teraz pluska się w wodzie. Nagle poczułem dźgnięcie w bok. Spojrzałem na mojego ‘oprawcę’, którym okazała się był śliczna brunetka o idealnym ciele.
-Halo- zamachała mi ręką przed nosem- żyjesz?
-Tak- złapałem za jej kończynę, aby zaprzestała tego machania przed moją twarzą. – co chcesz?
-Żebyś nasmarował mi plecy- uśmiechnąłem się na te słowa. – więc?- uniosła jedną brew i wyglądała ślicznie.
-Siadaj- usiadła przede mną i podała olejek do opalania. Wycisnąłem troche na dłonie, którymi zacząłem wcierać w jej ciepłe ciało. Ona natomiast mruczała pod nosem. Posłałem Li triumfalny uśmieszek. Po jakiś 5 minutach skończyłem- okay – odwróciła się i uśmiechnęła.
-To może teraz ja cię nasmaruję- zaśmiałem się i pokiwałem głową z politowaniem. Zresztą co mi szkodzi. – to jak zgadzasz się?- zdaję sobie sprawę z tego, że ze mną flirtuje i podoba mi się to. Odwróciłem się do niej plecami, a po chwili czułem na ramionach jej ręce. Mógłbym przysiąc, że jej się to podoba bardziej niż mnie. Nie na każdym kroku spotyka się takiego gościa jak ja. Zajebiście umięśnionego, przystojnego i niegrzecznego. Laskom podobają się moje oczy, a ja to wykorzystuje, zrobią dla mnie wszystko. Masowała mnie jakieś 10 minut. Liam patrzył na mnie z nie do wierzeniem, aż do czasu kiedy podeszła do niego jakaś ruda lisica. Zaczęła z nim flirtować, ale jemu się to nie podobało, a mi? Powiedzmy, że miałem się z czego śmiać.
-Ja mam dziewczynę!- wrzasnął, a jej mina zrzedła.
-Nie wierzę- zachowywali się jak para szczyli.
-To patrz- wskazał na ocean, w którym kąpali się nasi przyjaciele. –ta ładna blondynka- wskazał na Izzy, albo Nikki, bo stały obok siebie.
-To udowodnij- skrzyżowała ręce na piersi, a Liaś wstał i pewnym krokiem ruszył w kierunku niebieskiej głębi. Pogadał chwilę z blondynkami, które w pewnym momencie wskazały na rudą kocicę. Izzy musnęła usta Payne’ a. Razem z moją towarzyszką wybuchnęliśmy śmiechem, a ona wkurwiona odeszła. Liam już do nas nie wrócił tylko zabawiał się z nimi w wodzie.
***
Kiedy już się wymoczyliśmy wyszliśmy do Malika, który wyrwał jakąś dupe, czy mi to przeszkadza? Nie wiem. Wiem natomiast, że Louis jest w końcu szczęśliwy przy Katie. Głupio mi po tym jak jej pojechaliśmy, w dzień kiedy jechała za Tomlinsona w wyścigu. Niby nam wybaczyła, ale nadal jest nam, a raczej mi głupio. Poopalaliśmy się jeszcze chwilę, a później poszliśmy do warsztatu Tej’ a, w końcu musimy zrobić przegląd dla Louisa. Pozbieraliśmy manatki i wróciliśmy w siódemkę, tak w siódemkę. Ja, Izzy, Liam, Katie, Louis, Zayn i ta jego wywłoka. Gadaliśmy o tym wyścigu, który organizuje Parker.
-Tylko uważaj, bo Tej zawsze ma coś w zanadrzu- uśmiechnęła się, przygryzając przy tym wargę. Kątem oka widziałam wkurzoną buźkę szatyna. Nienawidzi jak ktoś przygryza wargę.
-Co to znaczy, że ma coś w zanadrzu?- zapytała moja siostra. Wyjęła mi to pytanie prosto w ust, ponieważ też mnie to ciekawi.
-Wczoraj jego ludzie podnieśli most- wyszczerzyliśmy na nią oczy.
-O czym wy mówicie?- co za głupia kretynka. Zamiast patrzeć w te jego czekoladowe oczyska i podniecać się na widok jego buźki, klaty i całej reszty. Mogłaby słuchać, albo chociaż nie zabierać głosu.
-O wyścigach- wytłumaczył jej Malik.
-Ty też się ścigasz?- zatrzepotała rzęsami.
-Czasami- uśmiechnął się chamsko, a ona była cała w skowronkach.
-To może pojedziesz moim Nissanem?- zmarszczyłam brwi. On przeważnie jeździ zielonym Mitsubishi.
-Nie- skrzywił się.
-A jak coś się zjebie? To będziesz wracał z buta- skrzyżowała ręce na piersi i specjalnie zagryzła dolną wargę.
-Kat- warknął, ale ona nie ustąpiła- Katie- znowu na nią warknął- czy ty zawsze musisz mnie wkurwiać?!- wrzasnął i ruszył w przeciwnym kierunku. Wkurwił się na nią i nie dziwię się, zawsze tak reaguje, jak próbuje się nim manipulować lub narzuca mu się swoją wolę. Vexy posmutniała i przyśpieszyła kroku zostawiając nas samych.
***
Ja nie chciałam go wkurzyć, chciałam mu tylko dać mój samochód, żeby jego zajebiste Mitsubishi się nie rozjebało podczas wyścigu. Obraża się jak małe dziecko, które prosisz o posprzątanie pokoju. Denerwuje się i wpada w szał. Bez kitu. A myślałam, że jest inny. W naszym ‘pokoju’ wydawało mi się, że się martwi, ale się myliłam. Po prostu dalej mi nie ufa! Jest skończonym dupkiem. W końcu dobiegłam do warsztatu Parkera. Po przekroczeniu progu jego biura wpadłam w ramiona Pearce’ a, na którego ustach pojawił się chytry uśmieszek.
-No witam panią- po tym jakże oklepanym tekście uśmiech pojawił mi się na mordce. – w czymś mogę pomóc?
-Tak, na początek mógłby pan mnie puścić- Tej zaczął się śmiać jak idiota, a Roman od razu mnie wypuścił z uścisku- Tej masz butle z podtlenkiem?
-Jasne mała, a co Louis potrzebuje?
-On nie pojedzie, tylko ja
-A co z tym, że masz połamane żebra?- uniósł pytająco brew.
-Już wszystko jest dobrze, zresztą lekarz powiedział, że mogę- wzruszyłam ramionami. Parker wstał i poszliśmy do jego garażu, gdzie aktualnie stał mój Nissan. Podał mi dwie butle z N2O, a później powiedział, że idzie obstawiać. Zaśmiałam się i zaczęłam majstrować. 
_____________________________________
Ok no to tak mamy rozdział napisałam też już troche następnego, ale musicie mnie ZACHĘCIĆ!! Dobra pytanka:
1. Zayn i Nikki?? Love or friendship?
2. Liam i Izzy?? 
3. Katie i Louis najpierw całowanie później kłótnia. Będzie coś w ogóle z tego?? 
4. Lou lubi Katie czy tak jak twierdzi Zayn 'urabia ją'??
5. Jak rozdział?
Zachęcam do zadawania pytań bohaterom
To jak zrobicie to dla mnie i zachęcicie do dokończenia nexta?? Pokażcie na co was stać xd 
buźka miśki ;**

sobota, 7 września 2013

10.



***
Dobre jest to uczucie spełnienia. Czuję, że teraz jestem we właściwym miejscu. Jadę sobie autostradą 160 kilometrów na godzinę i byłam wolna, a po telefonie Louisa też szczęśliwa. Za godzinę powinnam być już w Miami, ale moja komórka znowu zadzwoniła. Przełączyłam na kierownicy i odebrałam włączając głośnomówiący.
- No co tam?
- Katie my idziemy coś zjeść, a ty?
- Nie Adaś ja nie chcę pa- rozłączyłam się i zwiększyłam prędkość. Po niecałej godzinie byłam już pod ‘posesją’ Tej’ a- jeśli posesją można nazwać obszar gdzie mieściły się garaże, parkingi, przyczepy. Miał też dostęp do plaży. Cool. Zaparkowałam na miejscu, które należało zawsze do mnie. Wysiadłam, a tu mi jakiś murzyn się pluje.
-Yo, Yo, Yo laleczko to nie parking- patrzyłam na niego z miną wtf!? Wyminęłam go i poszłam na tyły. Dostrzegłam mojego o 22 lata starszego przyjaciela. Siedział i liczył kasę, którą zgarną pewnie za wyścigi na skuterach wodnych. Rozmawiał też z jakimś gościem. Zaszłam go od tyłu i zasłoniłam oczy.
- Xoxo zgaduj kto!- zdarł moje ręce ze swoich oczu i obrócił się do mnie przodem.
- Katie, gdzieś ty była mała?- przytulił mnie mocno. Nie mogę pojąć dlaczego wszyscy mówią do mnie mała przecież mam 160 centymetrów wzrostu.
- Słyszałam, że potrzebujesz pomocy, więc oto jestem- rozłożyłam ramiona chcąc udowodnić swoją wielkość, nie tą w centymetrach, ale czynach i osiągnięciach.
- Yo, ludzie to moja Katie, dziś się ściga, a ja stawiam na nią 20 patoli
- Przyjmuje- powiedziało w tym samym czasie dwóch gości i jedna dziewczyna. – ta małolata nigdy nie wygra – prychnął pod nosem jakiś blondasek.
- Tej zgłupiałeś!?- trzepnął go w ramię jakiś murzyn.
- Stary ona jeszcze nigdy nie przegrała- bo się jeszcze zarumienię, tak mi pochlebia. Hahaha. Resztę dnia pędziliśmy na plaży, a później przyjechał Adaś, Eddie i Ally. Około 21 pojechaliśmy na miejsce wyścigów. Tej pozbierał kasę, a wysoka i szczuła dziewczyna ubrana w szorty, które z ledwością zakrywały pośladki, oraz górę od bikini wyszła przed samochody, których silniki już warczały.  Uniosła ręce w górę, a później opuściła. Ruszyliśmy, jakiś afro- Amerykanin mnie wyprzedził, także byłam druga. Próbowałam go wyprzedzić, ale cały czas mnie blokował. Chwilę późnij przyśpieszył, ponieważ wcisnął jeden z guziczków od N2O (podtlenek azotu). Zmieniłam bieg i wcisnęłam więcej gazu, później kolejny bieg, aż zatrzymałam się na piątym. Ostry zakręt, na którym wykonałam drift i go wyprzedziłam, jednak nie na długo. Od mety dzieliło nas jeszcze troche kilometrów.
-Pokaż na co cie stać- mruknęłam. Znając Tej’ a ma coś jeszcze w zanadrzu. Nie byłby sobą, gdyby czegoś nie wymyślił. Nagle most zaczął się unosić. A nie mówiłam? Mój rywal wcisnął drugi i ostatni przycisk od dopalaczy, ja jeszcze chwilę poczekałam. Na liczniku miałam już 160 wcisnęłam oba czerwone przyciski na mojej kierownicy. Wbiło mnie w fotel i kierowałam się prosto na most. Gość przede mną wzniósł się w powietrze, a ja kilka sekund po nim. Przeskoczyłam przez jego wóz i finisz bejbe! Dojechałam pierwsza do mety. Zrobiłam kilka kółeczek dla szpanu i wysiadłam. Ludzie stali w osłupieniu przednich wyszedł Tej i ten jego przyjaciel. Parker podszedł do mnie i przytulił, a później wręczył forsę. Druga przyjechała ta dziewczyna, a ten oszołom, który na początku był pierwszy gdzieś wjechał. W sumie miałam teraz w rękach 140 000 dolców. Ode mnie 20 000$, po 20 patyków od każdego, który się ścigał, czyli z moimi jest już 80 000$. Tej też dał taką samą kwotę no i jeszcze ci dwaj, z którymi się założył. Przeliczyłam i wręczyłam mu 70 000$.
-Uczcie się to się nazywa wzajemny szacunek – zamachał kasą przed ich nosami, a ja zachichotałam. Do uszu dobiegł dźwięk kogutów policyjnych, a wszyscy zaczęli wsiadać do samochodów i odjeżdżać. Na szczęście uciekliśmy. Wróciliśmy na posesję Parkera i usiedliśmy do kart.
***
Około szóstej rano dojechaliśmy pod warsztat tego Tej’ a. Wysiadłem, a za mną moi przyjaciele i weszliśmy na ten teren. Zaraz przyszedł jakiś Chinol i zaczął się pluć, że nie mamy tu wstępu.
-Zawołaj Katie- warknąłem. Nie lubię jak ktoś wkurza mnie z samego rana. – no już- dodałem tym samym tonem. Gościu poszedł, a chwilę później z przyczepy wyszła urocza brunetka, w majtkach i za dużej koszulce. Włosy sterczały jej na wszystkie strony, ale dodawało jej to tylko uroku.
-Loui- pisnęła i zaczęła biec w moim kierunku, a później rzuciła mi się w ramiona i mocno przytuliła. Po chwili jednak odepchnęła mnie troche i spojrzała marszcząc brwi i przygryzając tą cholerną wargę. Kurwa. – co tu robisz? Znaczy robicie? – spojrzała za mnie, a później spuściła głowę w dół dokładnie lustrując bose stopy.

-Katie chcieliśmy cie przeprosić- zaczęła Izzy.
-Źle cie oceniliśmy- dopowiedziała jej siostra.
-A ty pomogłaś Louisowi- dodał Malik.
-Wybaczysz nam?- zapytał z nadzieją Liam, a ona tylko do nich podeszła i przytuliła. Uśmiech wkradł mi się na usta.
-Co tu się dzieje?- wyszedł do nas jakiś murzyn, a za nim kolejny. Popatrzyłem niepewnie na Kat, która się do nich promiennie uśmiechnęła. Troche mnie to wkurwiło, ale się nie odezwałem. –Katie?- uniósł na nią brwi, a ona zachichotała pod nosem, który zmarszczyła jak królik. To zupełnie tak samo jak czytała tą kartkę od tej całej Camili.
-To moi przyjaciele Tej. Dałbyś im trzy przyczepy?- zatrzepotała rzęsami, a on się uśmiechnął.
-Dla ciebie wszystko mała- mała?! Kurwa tylko ja tak do niej mówię. Tylko ja tak mogę. Zacisnąłem dłonie w pięści. – to trzy?- Katie już chciała coś powiedzieć, ale ją uprzedziłem.
-Dwie, ja śpię z Katie- facet się tylko uśmiechnął, a James dziwnie na mnie spojrzała.
-Chodźcie- ruszyliśmy za nim. Pokazał nam co gdzie jest, a później wypożyczył za darmo dwie przyczepy moim przyjaciołom. Kat ruszyła prawdopodobnie do swojego tymczasowego miejsca zamieszkania, więc poszedłem za nią. Weszliśmy do środka, a ona rzuciła się na łóżko. Zrobiłem to samo, z tym wyjątkiem, że ona leżała na brzuchu, a ja na plecach. Szturchnąłem ją lekko, ale nie zareagowała, dlatego zrobiłem to jeszcze raz.
-Przestań- warknęła, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Dźgnąłem ją jeszcze raz- Loui- lubię kiedy tak do mnie mówi. Powtórzyłem czyn- no kurwa mać- podniosła się i usiadła na mnie okrakiem- przestań- powiedziała już łagodniejszym tonem.
-Czemu?- uśmiechnąłem się, na co zagryzła wargę. Znowu- przestań- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Teraz to ona się uśmiechnęła.
-Sam to zacząłeś- po raz kolejny zagryzła dolną część ust. Szybko się podniosłem i teraz ja górowałem nad nią. Pocałowałem, na co się troche zarumieniła.
-To ty dokończ-  uśmiechnęła się lekko, a później oplotła swoimi nogami mnie w pasie, złapała za moją szyję i przyciągnęła do siebie łącząc tym samym nasze usta w pocałunku. Oddawałem każdy. Zacząłem błądzić rękoma pod jej koszulkę, ale natknąłem się na chropowatą część. Odsunąłem się od niej. Miała zmieszaną minę. Zrobiłem jej krzywdę, to przeze mnie ma złamane żebra. Boli ją, ale udaje, że wszystko jest w porządku.
-Loui coś się stało?- usiadła po turecku naprzeciwko mnie. Po dłuższej chwili pokiwałem pionowo głową. Wzrok miałem wlepiony w jej klatkę piersiową. Też tam spojrzała- mnie już nie boli
-Nie kłam- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. – wiem, że cie boli
-Nie boli- z ciszyła ton. – przecież nic się nie stało
-Skrzywdziłem cie- mruknąłem, ale usłyszała. Szybko mnie przytuliła, co jest dziwne jak dla mnie.
-Nie prawda, to ja szłam środkiem…
-Nie kończ. Powiedz szczerze czy cie boli
***
-Przecież mówię, że nie. Dziś o 10 idę do lekarza, żeby zdjął opatrunek- Tomlinson patrzył na mnie podejrzanym wzrokiem. Przybliżyłam się i pocałowałam go w kącik ust. Uśmiechnął się lekko. Siedzieliśmy tak i gapiliśmy się sobie w oczy. Jego są takie jak woda na wyspach kanaryjskich. Piękne i hipnotyzujące.
-Czemu wyjechałaś?- dłonią gładził mój policzek- Sam coś ci zrobił?- pokiwałam przecząco głową- jeśli cię szantażuje, to go zabije. Tylko…
-Loui przestań. On mi nic nie zrobił. A wyjechałam, bo chciałam troche odreagować ja… to było niesamowite jak za ciebie jechałam, czułam się jak kiedyś, jak przed śmiercią Kai’ a- na twarzy szatyna pojawił się grymas. – kiedy on zginął obiecałam sobie, że już nigdy nie wsiądę do samochodu
-To czemu to zrobiłaś?- zmarszczył brwi.
-Dla ciebie- uśmiechnął się i mocno mnie do siebie przytulił. Siedzieliśmy tak aż do czasu, gdy do naszej przyczepy nie przyszedł Tej i Roman, który jest kolegą Parkera.
-Katie pojedziesz dziś też?
-Że niby gdzie?- warknął Louis.
-No w wyścigu
-Ona nie pojedzie, bo ma połamane żebra- przyciągnął mnie do siebie mocniej. Martwi się o mnie, to słodkie, ale nie może za mnie decydować.
-Loui, ale ja obiecałam- westchnęłam- zresztą mówiłam ci, że dziś zdejmują mi…
-Ja pojadę- wciął mi się w zdanie.
-Słuchaj nie znam cie, nie wiem jak jeździsz, nie chcę stracić forsy jak przegrasz- Tej już powoli tracił nad sobą panowanie. Nigdy nie widziałam go wkurzonego, bo on zawsze jest wesoły i żartuje.
-Mówi ci coś Ksywka Tommo?- uniósł na niego brwi, a Parker pokiwał przecząco głową. – to sobie sprawdź i przyjdź jak się zastanowisz, bo Katie nie pojedzie- moi przyjaciele wyszli, a ja mordowałam go wzrokiem. –no co?- westchnął i opadł na łóżko. Nie zwracając na niego uwagi poszłam do łazienki, gdzie się umyłam, a następnie ubrałam w krótkie jeansowe szorty i zwiewną bluzkę w kropki odsłaniającą brzuch. Na stopy ubrałam sandałki. klik. Lekko sie pomalowałam, a włosy tylko rozczesałam. Wyszłam z łazienki i mało nie dostałam zawału.
-Głupek- podsumowałam. Louis stał przy drzwiach i mnie wystraszył. Później wszedł do łazienki, a po 15 minutach wyszedł. Ubrany był w szorty i koszulkę na szerokich ramionach. Włosy miał jeszcze mokre, ale i tak wyglądał bosko… znaczy normalnie. Przyzwoicie.  Złapał mnie za dłoń i wyszliśmy na dwór. Mieliśmy jeszcze sporo czasu, dlatego zaciągnęłam go na tą mini plażę Tej’ a. Usiedliśmy na piasku i tępo gapiliśmy się w przestrzeń. – Loui?- zaczęłam niepewnie.
-Nom- mruknął pod nosem. Nic nie powiedziałam, bo nie wiedziałam jak to ująć w słowa. – mała coś się stało?- teraz na mnie spojrzał.
-Przytulisz mnie?- zaśmiał się pod nosem i usiadł za mną obejmując mnie swoimi ramionami. Kiedy mnie przytula czuję się inaczej bezpiecznie, ale przez to też się boję, że stracę go. Co jeśli moja przeszłość da o sobie znać? Jeśli Emily się znowu przyczepi to się chyba powieszę. Zrobi wszystko, aby mnie pokonać i zniszczyć. Ona lubi patrzeć jak cierpię. Kiedy jeszcze pracowałam dla jej ojca, aby zrobić mi na złość, to podwalała się do Kai’ a. Suka. Nie chcę, żeby znowu wyprowadzała mnie z równowagi. Nie chcę, aby dowiedziała się, że zależy mi na Louisie. Błękitnooki oparł podbródek o moje ramię i muskał moją szyję, co wywoływało uśmiech na mojej twarzy.
-No siemka ludzie- obok nas usiedli Zayn i Izzy. – a wy to co się tak migdalicie?- Malik poruszał śmiesznie brwiami.
-Powiedział gość, który nie wie jak wyznać Nikki miłość- odezwał się Tommo, na co z Izzy się zaśmiałyśmy. – która godzina?
-9.45, a co?- zmarszczyła brwi Bella. Loui wstał, a później podał mi dłoń, którą pochwyciłam i również przeniosłam się do pionu.
-Jedziemy do lekarza- odpowiedział jej, a później szliśmy w kierunku samochodu. Otworzył mi drzwi zielonego Mitsubishi, a ja wsiadłam. Zamknął drzwi, a następnie zajął miejsce ze strony kierowcy. Uruchomił silnik i ruszył z piskiem opon. Jechał jak zwykle szybko- kto cie nauczył tak jeździć?- wiedziałam, że prędzej czy później o to zapyta.
-Sama się nauczyłam. Kiedyś dla zabawy ścigałam się z moim kuzynem i dodałam zbyt dużo gazu pierwszy raz stanęłam dęba, później robiłam to za każdym razem, to taki mój znak rozpoznawczy- zaśmiał się pod nosem.
-Ile miałaś lat?
-No cóż jeśli chodzi o mechanikę to zaczęłam w wieku 13lat, a o wyścigi to 15. A ty jak to się stało?
-Podobnie jak ty, ale miałem 16lat. Zamiast iść do szkoły wolałem siedzieć w warsztacie z Zaynem, Liamem, Izzy i Nikki. Z tym wyjątkiem, że one wtedy jeszcze chodziły do szkoły. Mieszkaliśmy wtedy w Santa Barbara. Pewnego razu usłyszałem rodziców jak rozmawiają. Mój ojczym zmuszał mamę, żeby wysłała mnie do szkoły o zaostrzonym rygorze, gadał też, że rodzice Zayna, dziewczyn i Liama też się nad tym zastanawiają. Wiele razy miałem kłopoty, wiesz za bójki i inne takie.- on się przede mną otworzył. To niesamowite.
-A twój tata?- pokiwał głową, że nie powie. Może jeszcze nie jest gotowy? Rozumiem go i nie zmuszam. Jak będzie się czuł na siłach to powie.
-A twoi starzy?
-Moja mama mieszka w San Diego, a ojciec, który oddał mnie do domu dziecka w Bakersfield. – nawet się nie zorientowałam, kiedy byliśmy już pod szpitalem. Wysiedliśmy, a Loui zamknął auto. Weszliśmy do środka. Poszliśmy do recepcji, gdzie stała jakaś rudowłosa kobieta, z okularami na nosie. – dzień dobry
-Witam, imię i nazwisko
-Katherina James
-Przykro mi, ale…- wyjęłam w jej stronę banknot studolarowy- będziesz pierwsza- zachichotała, a ja z nią z tym, że ja ją przedrzeźniałam. Weszła do gabinetu, a za chwilę poprosiła mnie. Usiadłam na kozetce, a doktor, który był bratem tego mojego z L.A. zaczął wypytywać o co chodzi. Nakreśliłam mu sytuację, taką samą jak jemu bratu. Zdjął mi te bandaże i zrobił prześwietlenie.
-Katie – westchnął- musisz jeszcze kilka dni odpocząć
-Ja nie chcę- mruknęłam. Mężczyzna wyszedł, a po chwili wrócił z Louisem, co on kurwa mi tu odpierdala?! Pojebało go czy jak?!
-Dopilnuj chłopcze, aby jeszcze kilka dni odpoczywała
-Ona będzie odpoczywała- przytaknął, a później wziął mnie na ręce i szedł w stronę wyjścia.
-Loui puść, ja mogę sama iść
-Masz odpoczywać
-Ale chcę iść- nie słuchał mnie. Utworzył drzwi i usadowił mnie na miejscu pasażera. Usiadł ze swojej strony i zawiózł nas do Tej’ a, który siedział na środku placu z kolegami i grał w karty. Szatyn niósł mnie do ‘naszej’ łodzi, gdzie aktualnie mieszkaliśmy, ale zatrzymał go Parker.
-Ey Louis- niebieskooki odwrócił się, a na twarzy miał grymas. – chcesz się ścigać?
-Zależy
-Od?
-Kasy?
-Ey spoko żartuje. Katie ile na niego postawić?- zaczęłam się zastanawiać. Spojrzałam na Tomlinsona, który patrzył na mnie z uniesionymi brwiami. – 20 patoli ja też postawię 20. Znajdź jeszcze jakiś gości i się z nimi załóż. On wygra- cmoknęłam go w policzek, na co się uśmiechnął.
-Trzymam cie za słowo mała- czułam jak mięśnie Louisa się napinają, a na jego buźce widniał sztuczny uśmieszek. Ruszył dalej, kiedy byliśmy już w środku położył mnie na łóżku i usiadł obok. Był zły.
-Coś się stało?
_________________________________
Dobra mamy już 10 dzięki za komentarze, bo one dla mnie bardzo dużo znaczą. Okay no to teraz pytania:
1.  Louis ma wyrzuty sumienia?
2. Co sie odbędzie podczas wyścigu?
3. Louis otworzył sie przed Katie, zaufał jej?
4. Jak rozdział? 

Zachęcam do zadawania pytań bohaterom, na które z miłą chęcią udzielę odpowiedzi. 
Mam nadzieje, że rozdział wam sie podoba. 
Zachęcam do komentowania i obserwowania, jak również głosowanie w ankietach. 

Buźka miśki ;**

czwartek, 5 września 2013

9.



***
Nie chcę tu dłużej być. Nikt z tego miasta nie miał wiedzieć o Vexy. Przez tego skurwiela Sama wie każdy. Wyjęłam z szafy torbę, do której zaczęłam pakować ciuchy tylko te najpotrzebniejsze. W szybkim tempie zbiegłam po schodach.
- Katie co ty robisz?- zapytała mnie Camila- czy ty…
- Cami ja muszę- blondynka przytuliła mnie mocno go siebie- wrócę, ale nie wiem kiedy- dziewczyna nie chciała mnie puścić, ale ostatecznie zrobiła to. Wrzuciłam bagaż do samochodu, a następnie wsiadłam do mojego Bugatti Veyron Supersport klik  i wyjechałam przed dom. Zakluczyłam tytanowe drzwi garażu i pojechałam do banku. Wypłaciłam wszystko co tylko miałam na kącie i pojechałam zawieść to Caroline. Dzieciaki przywitały mnie jak zwykle przytulasami. Było mi głupio, bo nic dla nich nie miałam. Podałam Caro plecak, a ona go otworzyła.
- Katie ja nie mogę tego przyjąć
- Musisz. To dla ciebie i dzieci. Za te pieniądze kupisz potrzebne sprzęty- kobieta przytuliła mnie do siebie. Siedziałyśmy tak dobre pół godziny.
- A więc moja mała Katie jest mistrzynią toru- powiedziała pełna podziwu. – jestem z ciebie dumna, ale nie pochwalam tego- zaśmiałam się, a ona ze mną.
- Muszę już iść Caro – pocałowałam moją byłą opiekunkę w policzek i wyszłam. Wsiadłam w samochód i ruszyłam w drogę. Włączyłam radio, z którego już po chwili rozbrzmiała piosenka Green Day Warning klik. W błyskawicznym tempie zmieniałam biegi. Mam tylko nadzieję, że ten cały Hobbs się znowu nie przydupi  i nie wsadzi mnie na kilka miesięcy do paki. Nie mam jeszcze 18- ki ale i tak miałam wyrok 3miesięcy w zawieszeniu. Po godzinnej jeździe dojechałam do San Diego. Sama nie wiem dlaczego tutaj przyjechałam. Zaparkowałam pod domem mamy i stałam przed drzwiami jak skończona idiotka. Nie mam bladego pojęcia czy mam zapukać, czy może wejść tak po prostu. Zastanawianie zajęło mi dobre 30 minut. Zrezygnowana już miałam iść do samochodu, ale drzwi się otworzyły, a ja zamarłam. Przede mną stała moja mama. Wysoka, szczupła brunetka ubrana w czarne rurki i bokserkę pod kolor. Na nogach miała buty na obcasie, a na dłoniach biżuterię.
- Katie- przytuliła mnie do siebie, a ja stałam sparaliżowana. Po chwili jednak odwzajemniłam jej gest. W oczach zaczęły zbierać się łzy, które moment później ciekły po moich policzkach. Weszłyśmy do środka. – gdzie cię wcięło mała?- uśmiechnęłam się. Zawsze tak do mnie mówiła.
- Mieszkałam w L.A. po wypadku Kai’ a rzuciłam wyścigi – moja mama nie miała nic przeciwko wyścigom, ponieważ sam też brała w nich udział. – ale dalej byłam mechanikiem. Kilka tygodni temu poznałam Louisa, który mnie potrącił i połamał żebra- po minie mamy mogłam wywnioskować, że jest na niego wściekła- mimo tego, że łatwo traci nad sobą kontrolę polubiłam go i jego przyjaciół. Wczoraj nie stawił się na wyścigu, a oni myśleli, że to moja wina. Uwierzyli swojemu wrogowi, który robił z nich idiotów. – zrobiłam przerwę i starłam łezkę. Napiłam się herbaty, a później jechałam dalej z opowieścią zatytułowaną ‘co robiłam przez ten czas, gdy mnie tu nie było’- postanowiłam uratować mu tyłek i pojechać za niego, ale wszystko się wydało, że to ja. Ludzie mnie poznali. Wiem, że Louis jest na mnie wściekły, bo myśli, że współpracowałam z Samem, ale ja tylko naprawiałam jego wozy.
- Oj mała- moja rodzicielka mnie do siebie przytuliła. A ja ogarnęłam, że nie powiedziałam jej wszystkiego.
- Mamo, jakiś gość o ciebie pytał- mama odsunęła się ode mnie i spojrzała podejrzliwie- luz nic nie powiedziałam- wstałam i zgarnęłam z szafki, w moim pokoju kartkę i ołówek. Zaczęłam rysować jego podobiznę. Skończyłam po godzinie i zeszłam na dół- mamuś to on- podałam jej moje dzieło, a ona zamarła. – mamo wszystko gra?- zdziwiła mnie jej reakcja. Jej wyraz twarzy mówił wiele. Bała się, ale była też szczęśliwa. Zmieszana, tak to odpowiednie słowo. Ona była po prostu z m i e s z a n a. – kto to?

- Mój znajomy, ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktów już ponad 18lat
***
Wróciliśmy do domu, gdzie czekała na nas moja mama. Tata od razu ją pocałował, a my z wujkiem usiedliśmy przed telewizorem. Dom był jakiś nieobecny. Później przysiedli się do nas moi rodzice.
- Dom coś się stało?- zapytała jego siostra, a wujek nic nie odpowiedział.
- Ta mała przypomina mi Letty- powiedział po dłuższej chwili. Nie znam żadnej Letty. –Harry skąd ją znasz?
- Katie? Wpadłem na nią- uśmiechnąłem się. – ona jeździ tak jak ty- dodałem w stronę Toretto.
- Jeździ gorzej od twojego ojca- uśmiechnął się, a później obaj wybuchliśmy śmiechem. Posiedziałem jeszcze chwilę z nimi, a później poszedłem do swojego pokoju.
***
- Izzy jak oni mówili na Katie!?- wydarłem się na cały dom. Po chwili przyszła do mnie moja ekipa. Nikki usiadła obok mnie i zabrała laptopa z kolan. Wystukała coś na klawiaturze i mi oddała komputer. – Vexy- niezła Ksywka. –Katherina Sophia James ‘Vexy’ to najmłodsza uczestniczka nielegalnych wyścigów. Z niewyjaśnionych przyczyn zrezygnowała z wyścigów. Obecnie zajmuje się naprawą i ulepszaniem wozów. – skończyłem czytać i błądziłem wzrokiem po przyjaciołach. – kurwa dużo tego, od chuja- wściekły trzasnąłem w ekran zamykając i wyłączając tym samym komputer.
- Louis my myśleliśmy, że ona…- zaczęła Nikol.
- I my ją pochopnie oceniliśmy- dodał Malik.
- Pojechaliśmy jej równo- teraz swoimi przemyśleniami podzieliła się z nami Izzy.
- I prawie przez nas płakała- zakończył Liam.
- Pojebało was już całkiem?! Kurwa- przywaliłem pięścią w ścianę i wyszedłem z domu. Wsiadłem w samochód i pojechałem do niej. W szybkim czasie pokonałem odległość, która dzieliła nasze domy i zaparkowałem na jej podjeździe. Zacząłem walić w te cholerne drzwi, ale nikt nie otwierał. Ciulu przecież masz klucze. Wyjąłem z kieszeni pęczek kluczy i odszukałem odpowiedni. Włożyłem do drzwi i przekręciłem. Wszedłem do środka. Na sofie siedziała Camila, która tempo gapiła się w ścianę. –gdzie Katie?- blondynka popatrzyła na mnie, jej oczy były opuchnięte jakby płakała. – gdzie jest…
- Słyszałam- wcięła mi się w zdanie- przez ciebie i tych twoich przyjaciół wyjechała
- Gdzie?- warknąłem.
- A skąd mam to wiedzieć!?- wydarła się na cały dom- źle ją oceniliście! Zrobiła to dla ciebie, ale przecież to się dla ciebie nie liczy, bo jesteś- zacisnąłem dłonie w pięści- zwykłym, - mówiła bardzo wolno, jakby tłumaczyła małemu, smarkatemu dziecku. Kretynka ma mnie za idiote- egoistycznym dupkiem!- krzyknęła. Zaraz jej przyjebie. – no co prawda w oczy boli?! Wielki Tommo czyje się wściekły?- zakpiła ze mnie. Wstała i podeszła bliżej mnie. – jeśli coś jej się stanie to tego pożałujesz- pchnąłem ją na ścianę i złapałem za szyję.
- Uważaj na słowa laluniu- wysyczałem jej prosto w twarz- jeszcze raz mnie obrazisz to ty tego pożałujesz i nawet ten twój chłoptaś cie nie uratuje- puściłem ją i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i wybrałem do niej numer. Odrzuciła połączenie, a ja spróbowałem po raz kolejny. Sytuacja ta powtórzyła się kilka krotnie. 
***
Jechaliśmy właśnie, a właściwie to braliśmy udział w pościgu po Wyspach Kanaryjskich. Goniono nas- mnie, Kai’ a, Cami, Eddie’ go i Adaś – bo ukradliśmy części samochodowe, które chcieliśmy przewieść do Stanów. Wszystko mieliśmy ustalone. Ścigali nas dwoma autami i helikopterem. Postanowiliśmy się rozdzielić, by zmylić pościg. Ja, Kai i Adaś jechaliśmy przez oblężone miasto, a Cami i Eddie obrzeżami. Mieliśmy się spotkać na lotnisku, gdzie czekał na nas samolot, który miał zabrać nas i samochody do San Diego. Zaraz po Adamie i Cami, na pokład wjechałam ja, a za mną Eddie. Czekaliśmy na Kai’ a, który właśnie wyjechał na prostą, ale jakiś ciul wjechał w niego z boku. Wybiegłam naprzeciw, a oni wywlekli go z samochodu. Chłopak biegł w moim kierunku, ale postrzelili go. Przyśpieszyłam i podbiegłam do niego.
- Kai- głos mi się łamał, a w oczach gromadziły się łzy.
- Katie uciekaj- powiedział z trudem- pamiętaj, że cie kocham- uśmiechnął się lekko.
- Ja cie nie zostawię
- Kat musisz
- Ja nie…
- Katie szybko- odwróciłam głowę i zgon. Co on tutaj robi?! – no chodź, nie zrobię ci krzywdy- przecież wiem, że nie mam się czego bać, ale nie zostawię Kai’ a. Chłopak podbiegł do mnie i odciągnął mnie od Jordan’ a siłą. Opierałam się, ale mocno zacisnął swoje dłonie na moim brzuchu i wpakował do samochodu, którym wjechał na pokład samolotu. Byłam cała roztrzęsiona i podenerwowana. –Ey mała- Tomlinson mnie mocno do siebie przytulił i pocałował we włosy- przestań żyć przeszłością, liczy się tu i teraz…
Obudziłam się o dziwo spokojna. Liczy się tu i teraz. Tu i teraz. Jego słowa chyba na zawsze utkwią mi w pamięci. Złapałam za komórkę i wybrałam jego numer, ale chwila…  czy on, aby na pewno chce ze mną rozmawiać? Jest 3 nad ranem! Najwyżej mnie opierdoli, teraz mi to wisi. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha. Odebrał po trzecim sygnale.
(rozmowa, L- Louis, K- Katie)
L- co?- mrukną zaspanym głosem
K- chcę wiedzieć czy jesteś na mnie zły
L- Katie?
K- jesteś czy nie?
L- gdzie jesteś mała?- wydawało mi się, że on dalej nie kontaktuje. Śpi.
K- odpowiedz
L- nieee, gdzie jesteś?
K- dobranoc Loui
L- Kat…- rozłączyłam się. Nie chcę na razie nikogo widzieć, chcę pobyć sama z mamą. Później może odwiedzę Adasia i Eddie’ go. Cieszę się, że nie chowa urazy. Tylko co on robił w moim śnie?!
***
Momentalnie się przebudziłem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że rozmawiałem z Katie. Kretynie mogłeś być bardziej stanowczy. Czy to dziwne, że czuję się jakby brakowało jakiejś części mnie? To jest cholernie dziwne. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Kogo przywiało przed 4 rano!? To nie jest kurwa hotel, który prosperuje 24/7?! Wstałem i poszedłem otworzyć. Moim oczom ukazała się jakaś blondynka.
- Czego?- ziewnąłem.
- Gdzie Vexy?- warknęła. Zmarszczyłem brwi, ale po chwili przypomniałem sobie, że chodzi o Katie.
- Skąd mam kurwa wiedzieć?!- wydarłem się. – kim ty w ogóle jesteś?
- Chcę się z nią ścigać- powiedziała pewna siebie.
- A co ja chłoptaś na posyłki!? Spierdalaj laluniu i nie przychodź tu więcej- zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem. Zamknąłem brązowy prostokąt na zamek. Bóg wie co jej strzeli do tego łba. To środki zapobiegawcze, przed psychicznie chorą laską. Wstąpiłem do kuchni, gdzie z lodówki wyjąłem karton mleka i napiłem się. Odłożyłem go później na swoje miejsce i wróciłem do łóżka. Zasnąłem.
***
Obudziłam się wypoczęta i szczęśliwa. Wstałam i zabrałam ubrania. Poszłam do łazienki się ogarnąć i odświeżyć. Następnie ubrałam się w krótkie szorty na szelkach, szarą bluzkę, która lekko odsłaniała brzuch. Na nogi wsunęłam Nike, a na ramiona zarzuciłam bluzę. klik.  Rozczesałam włosy i lekko się pomalowałam. Zeszłam na dół. Napisałam mamie kartkę, że idę do warsztatu Eddie’ go. Wsiadłam do mojego wozu i pojechałam. Po 10 minutach zatrzymałam się przy miejscówce mojego kuzyna. On i Adaś majstrowali przy autach. O czarne porsche opierała się jakaś dziewczyna w blond włosach upiętych w jakiś kok. Była bardzo ładna.
- Hej miśki- ich wzrok momentalnie powędrował na moją osobę, a później zaczęli mnie przytulać.
- Vexy- Adaś poczochrał mnie po włosach, co niezbyt lubię.  – to Ally- wskazał na blondynkę, która się tylko lekko uśmiechnęła- a to nasza Katie- dziewczyna podeszła i wystawiła dłoń w moim kierunku, którą uchwyciłam i lekko potrząsnęłam.
- Cześć, miło cie poznać- powiedziałyśmy w tym samym czasie, co wywołało u nas śmiech. Usiedliśmy na ziemi, a Eddie przyniósł nam zimne napoje.
-Czyli, że Vexy wróciła tak?- kiwnęłam potwierdzająco głową- kiedy, gdzie i jak?- Jezu, ale on jest ciekawski. No ale nie można go winić. Mimo swojej ciekawskiej natury Adaś to dobry przyjaciel i mechanik.
- Wczoraj, w L. A. mój… - zawahałam się. Jak mam nazwać moje relacje z Tomlinsonem? Niby się całowaliśmy, ale to chyba nic dla niego nie znaczyło. Dla mnie… powiedzmy, że bardzo go lubię i nie chcę, aby stała mu się krzywda. – dobry przyjaciel potrzebował pomocy, więc jechałam za niego.
- Szacun mała- przybił mi żółwika. – a tak z innej beczki Tej potrzebuje pomocy- Tej Parker to nasz przyjaciel, przeważnie to on załatwiał nam części. Jest on niewysokim gościem, który organizuje nielegalne wyścigi, podrasowywuje wozy i naprawia, ścigał się i załatwia części. Zawsze nam pomaga- interes mu podupada, nikt się nie chce dla niego ścigać
- Ja chcę- zagryzłam wargę, a oni popatrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- A Kai?- zapytał mój kuzyn, na co spuściłam głowę w dół i zaczęłam bawić się puszką pepsi. Jak by to ubrać w słowa? Może pójdę na łatwiznę i zapożyczę gadkę od Tommo.
- Ktoś ostatnio powiedział mi ‘przestań żyć przeszłością, liczy się tu i teraz’
- Zdradzisz nam imię tego filozofa?- uśmiechnęła się Ally.
- Louis- mogłabym przysiąc, że się zarumieniłam- ale potrzebuję wozu najlepszy byłby…
- Możemy ci zaproponować tylko Nissana  Skyline GT-R R34- uprzedził mnie Eddie- z niebieskimi neonami- jaki to jest pajac. Hahaha… haha… - chcesz prawda?- ogarnęła mnie taka głupawka, że wysiliłam się tylko na pokiwanie głową ‘na tak’. Nakazał ręką, abym poszła za nim. Uchylił jedne drzwi, a moim oczom ukazał się najnowszy Nissan klik.
- Wow- wydusiłam z siebie. Jestem pełna podziwu. – kiedy jedziemy?
- Dzisiaj, za raz
- To pojadę tylko do domu. Podjedziecie do mnie i pojedziemy
- Luz mała- przytulił mnie, a ja znowu wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu. Mama kończyła właśnie śniadanie. Pocałowałam ją w policzek i powiedziałam, że jadę z chłopakami do Miami. Powiedziała mi tylko, żeby mnie policja nie złapała. Spakowałam do plecaka kilka ubrań, portfel i telefon. Zbiegłam na dół i usłyszałam skrawek rozmowy mamy i Eddie’ go.
- Masz na nią uważać Eddie
- Mamo jestem duża, zachowujesz się jak Louis- czy ja to powiedziałam na głos?
- Ten, który połamał ci żebra?- moja rodzicielka uniosła pytająco brwi.
- To nie było specjalnie, zresztą szłam środkiem drogi, a on szybko jechał. Wina po połowie- wzruszyłam ramionami. Do uszu dobiegł dźwięk klaksonu. Poderwaliśmy się z moim kuzynem z krzeseł i wyszliśmy przed dom z moją mamą. Przytuliłam ją jeszcze i wsiadłam do Nissana. Adaś jechał z Ally Nissanem Silvia s15 w barwach reggae klik, a Eddie niebieskim Subaru Impreza WRC klik. Ustawiłam nawigację do Miami, bezsensu normalnie to byśmy tam jechali ponad 37godzin. I znając życie tyle pojedziemy.
***
Poszedłem do tego całego Matta i Tomasa. Niezły interes im się tu kręci. Nie powiem. Izzy, Nikki i chłopaki szli ze mną. Oni chcą obczaić ich sprzęt, a ja dowiedzieć się czy wiedzą, gdzie jest Katie.
- Siema- rzucił Liam na rozgrzanie lodów. Nie wiem czemu, ale chciało mi się śmiać. Nie mogłem się ogarnąć, dopiero Nikki mnie uspokoiła waląc w tył głowy.
- Po co tu przyszliście?- zapytał Matty.
- Gdzie Katie?- odpowiedzieli mi poprzez wzruszenie ramionami. Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem, ale nie chcę zrobić krzywdy ‘przyjaciołom’ Katie, dlatego standardowo odliczyłem do dziesięciu zaciskając dłonie w pięści. – daj mi telefon- zażądałem, a on patrzył na mnie jak na idiote. – daj ten pierdolony telefon- warknąłem, a on dalej stał i gapił się jak ciele. Postawiłem pierwszy krok w jego kierunku, bo mnie wkurzył i chciałem mu przywalić, ale Nikki odciągnęła mnie do tyłu.
- Czy możesz pożyczyć mu telefon?- blondynka mówiła z sztucznym uśmiechem i zaciśniętymi zębami.
- Po co?- dziewiętnastolatka już traciła cierpliwość, co wywołało u mnie chamski uśmieszek. Czasem jest bardziej brutalna ode mnie.
- Dasz go czy nie?- pokiwał przecząco głową, na co moja blond przyjaciółka odwróciła się do mnie posyłając uśmiech. Zacisnęła dłoń w pięść i przywaliła Mattowi w ryj. Teraz to już wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Nawet jego brat. – telefon proszę- wystawiła dłoń przed jego nos, a on jak na grzecznego chłopca przystało oddał jej urządzenie, które podała mi. Wybrałem numer James i wyszedłem na zewnątrz, żeby mi nikt nie przeszkadzał. Dziewczyna odebrała po drugim sygnale.
(rozmowa, K- Katie, L- Louis)
K- no co tam Matty?
L- to ja
K- Loui czemu dzwonisz z telefonu Matta?
L- mała gdzie jesteś?
K- aktualnie? To w samochodzie, a dokładniej Nissanie Skyline GT-R R34- zaśmiałem się.
L- gdzie jedziesz?
K- do Miami, a co stęskniłeś się za mną?
L- może, podaj adres
K- po prostu podjedź pod warsztat Tej’ a Parker’ a i mnie znajdziesz. Pa
L- narka mała- rozłączyłem się i wróciłem do moich przyjaciół i braci Jonson. Oddałem młodszemu komórkę, którą schował do kieszeni. Bez słowa wyszliśmy i wsiedliśmy do wozów i pojechaliśmy do domu. Oblegaliśmy sofę.
- Chce wam się może jechać do Miami?- poruszyłem temat.
- A po…- przeciągnął Malik.
- Kretyn- prychnęła Izzy, na co zaśmiałem się pod nosem- Katie tam jest, a Lou chce być romantyczny i tam pojechać- skrzywiłem się lekko. Nie chcę być romantyczny, chcę po prostu z nią pogadać, a na razie nie zanosi się na to, żeby wróciła do Los Angeles.
- Ja mogę jechać- stwierdziła Nikki- zresztą wypadałoby, żebyśmy ją przeprosili
- W sumie i tak nie mamy nic do roboty- dopowiedział Payne- ja jadę z laskami i Tommo- zwrócił się do Zayna- jedziesz czy zamulasz w chacie?
- Jade – poszliśmy każdy do swojego pokoju. Wyjąłem pierwszą lepszą torbę i spakowałem kilka rzeczy. Przed ‘wycieczką’ postanowiłem jeszcze wziąć prysznic. Później ubrałem się w moje rurki, biały t-shirt i bluzę z Nike. Na nogi założyłem trampki. Włosy ułożyłem w tak zwany ‘artystyczny nieład’ i zabrawszy bagaż poszedłem do salonu, gdzie czekał Liam i Nikki. Po 15 minutach zaczynałem tracić cierpliwość. Ileż można siedzieć w łazience!?
- Malik! Izzy!- wydarłem się, a po chwili zeszli na dół. Ona jakoś nie równo pomalowana, a ten miał dziwne włosy. – co wam się stało?
- Tommo nie prowokuj mnie- warknęła Bella na co uniosłem ręce w geście obronnym. Wsiedliśmy do naszych aut. Ja do mojego Mitsubishi Eclipse, Nikki z Izzy do zielono- czarnej mazdy fd3s klik, a Zayn z Liamem do czerwono- czarnego Nissana 200sx klik. Pozamykaliśmy dom oraz garaże i ruszyliśmy w drogę. Oczywiście każde z nas się ścigało. Malik dostawał w dupe od Nikol. Ja na początku nie miałem zamiaru, ale to jest silniejsze ode mnie. Zresztą to ja jestem mistrzem, a nie moja przyjaciółka. 
___________________________________
Okay okay to tylko i wyłącznie dla was miśki! Rozdział 9 jest chyba dłuższy! Dzięki za komy i wejścia!
1. Kto odwiedził Louisa?
2. Katie znowu będzie sie ścigać fajnie czy nie?
3. Louis jedzie do Katie do Miami, co myślicie: będzie coś z tego?
4. Jak rozdział?

Okay wyzwanie dla was 18komentarzy =nowy rozdział!! 
Dacie rade? Dla mnie ;]
buźka miśki ;**